środa, 27 października 2010

Wszyscy mają GPW. Mam i ja.

Nie będę przynudzać, bo tysiąc osób już o tym pisało. Krótko odnotuję tu tylko, że zapisałem się na ogólnopolską loterię pod nazwą "debiut gpw". Zapisałem się na  200 losów,bo właśnie dostałem wypłatę i mam pod ręką, jak to ktoś napisał, "słupa" :) Redukcja pewnie będzie spora, więc zakładam, że duża część wypłaty wróci do mnie wkrótce, a jak nie, to będę musiał zlikwidować większą część lokaty (póki co zlikwidowałem tylko 2100 zł, z 12600 zł). Trzymajmy teraz kciuki, żeby losy okazały się wygrane.

poniedziałek, 25 października 2010

Moja najlepsza inwestycja

Czytając różne blogi na temat inwestycji, rentierstwa i prób dojścia do bogactwa zauważyłem różne podejścia. Większość osób przeczytała książki pana Kiyosaki i próbuje wcielać w życie zasadę budowania dochodu pasywnego. Być może jest to dobra droga, tylko problemem zawsze staje się kwestia: skąd wziąć pieniądze na inwestycje, które później przyniosą dochód pasywny? Wydaje mi się, że bardzo popularną, ale nieco dziwną tendencją wśród młodych ludzi jest próba stworzenia stron, które mają zarabiać dla nas setki złotych miesięcznie. Może i nielicznym się udaje, ale efektywność pracy włożonej w tworzenie tych stron jest raczej słaba. Negowane są za to wszelkie formy zatrudnienia na etacie, które moim zdaniem przynoszą lepsze efekty w przypadku młodych, niedoświadczonych osób. Skrajnymi przypadkami są osoby, które porzucają myśli o dalszej edukacji, by gonić za tym nieuchwytnym króliczkiem, bogactwem, marzeniem o nic nierobieniu.

Ta lektura skłoniła mnie do pewnych przemyśleń i podsumowania moich inwestycji, których dokonałem przez ostatnie 10 lat. Jakie wnioski? Nie fundusze, nie akcje, nie forex, nie hazard, nie działalność gospodarcza, ale studia były moją najlepszą inwestycją. 5 lat studiów na dobrej uczelni. Niektórzy powiedzą, że nie stać ich. Znałem wiele osób, które pracowały w wakacje za granicą po to, żeby potem przeżyć cały rok na studiach dziennych. Znałem takich, którzy zakuwali po nocach, żeby tylko dostać stypendium, bo bez tego nie daliby rady przeżyć miesiąca. Później była duma ze zdobycia magistra i... zderzenie z rzeczywistością, czyli brak pracy. Jak już znalazłem pracę, to nie byłem się w stanie za to utrzymać. Pomogły oszczędności z wakacyjnej pracy w Anglii. W drugiej pracy gdy poprosiłem o podwyżkę, zostałem wywalony. Te pierwsze zajęcia traktowałem jako inwestycję w praktykę, której na studiach brakuje. Opłaciło się. Myślę, że zwrot z tej inwestycji jest zadowalający. Jeśli ktoś jest ciekaw jaki to zwrot, to napiszę tylko, że w rok zwraca mi się to, co wydałem na utrzymanie przez całe 5 lat studiów. Wystarcza na normalne życie bez ciułania i dalszą naukę inwestycji giełdowych, forexowych i innych dziwactw należących do szerokiej grupy sprzedawców marzeń.

Zaznaczyć też chciałem, że nie jest to próba nakłaniania kogokolwiek do pójścia tą samą drogą, bo może nie każdemu ona pasuje. To jest tylko przedstawienie tematu z mojego punktu widzenia. Być może komuś przyda się rada, którą ja dostałem 10 lat temu od kogoś bliskiego: "jak nie wiesz co studiować, bo nie masz sprecyzowanych zainteresowań, to studiuj to, z czego będą pieniądze".

piątek, 22 października 2010

Forex - konkurs Forexball

Wprawdzie nikt mi nie płaci za reklamę i działam trochę na swoją niekorzyść, bo naganiam sobie potencjalnych rywali, ale co tam ;) Jeśli ktoś jest zainteresowany forexem i chciałby spróbować swoich sił w tej grze, to polecam konkurs Forexball (forexball.com). 3 rundy konkursu już były. Została ostatnia runda o nazwie Gold Rush, czyli gorączka złota. Inwestować można jedynie w złoto (w poprzednich rundach był większy wybór instrumentów).

Na czym to polega?
Dostajesz wirtualne 5 tys. dolarów i w określonym terminie (Gold Rush - 1-12 listopada 2010) grasz na forex'ie. Gracze podzieleni są na dywizje w zależności od kraju. Polska należy do dywizji Central+Western.
Pięciu najlepszych graczy z każdej dywizji umiejscowionych jest w tzw. winners brackets oraz otrzymuje (w kolejności zajmowanych miejsc):
1) 1000$
2) 500$
3) 300$
4) 100$
5) 100$
Po wszystkich 4 rundach najlepsza setka z winners brackets awansuje do rundy finałowej, w której za kolejne miejsca do wzięcia jest:
1) 5000$
2) 3000$
3) 2000$

Zapisałeś się? Daj znać jak poszło :)

czwartek, 21 października 2010

Hazard internetowy- rzeczywiście losowy czy sterowany?

Postanowiłem w końcu podsumować mój eksperyment z jednym ze znanych bukmacherów internetowych o nazwie zaczynającej się na B ;) Znalazłem tam kiedyś grę o nazwie Digit, w której 3 "bębny" wirowały przez moment, a po zatrzymaniu na każdym z nich było zero lub jeden.
Obstawić można było 4 opcje:
1) na jakimkolwiek bębnie będzie zero
2) na jakimkolwiek bębnie będzie jeden
3) suma będzie parzysta
4) suma będzie nieparzysta

Najwyższa wygrana jest przy opcji nr 4. Ryzykując złotówkę można wygrać 1,55 zł, czyli 155%. Teoretycznie 50% szans na trafienie. Na dodatek zwiększając cały czas stawkę gry po przegranej można byłoby teoretycznie uzyskać stuprocentowy system jak w multilotku. Wielkość stawki jest jednak ograniczona do 10 zł, a kolejne stawki to 1 zł, 2 zł, 5 zł, 10 zł. Ja od pewnego momentu przyjąłem system, że po wygranej wychodziłem z gry w danym dniu, a w przypadku przegranej obstawiałem w serii: 1 zł, 1 zł, 2 zł, 2 zł i kończyłem grę. W przypadku wygranej na jakimkolwiek etapie, byłem minimalnie do przodu. W plecy byłem jedynie wtedy, gdy seria porażek była dłuższa niż 4, a moje konto malało o 6 zł.
Trochę to może zagmatwane, więc teraz trochę statystyk.

Przez ostatnie pół roku zagrałem w sumie 360 razy.
Wygrałem 107 razy (29,72% wszystkich gier).
Przegrałem 253 razy (70,28% wszystkich gier).
Najdłuższa seria wygranych to 1 (!!)
Najdłuższa seria porażek to 10 (!!)
W sumie wygrałem: 432,40 zł
W sumie przegrałem: 431,00 zł

O dziwo dzięki zwiększaniu stawek jestem mniej więcej na zero. A co się działo na moim koncie? Konto na początku miało wartość 50 zł. Grając typowo rozrywkowo i na luzie stopniało do 5 zł. Wtedy zacząłem uskuteczniać mój system i konto szybko urosło do ok. 35 zł. Od tego momentu (i tu ciekawostka!) rosło do max. 39 zł, po czym topniało do ok. 29-30 zł i znów zaczynało rosnąć do ok. 39 zł. I tak się działo ok. 10 razy z zadziwiającą regularnością. Czyżby system z góry zakładał, że 20% wpłat inkasuje, a za resztę pozwala grać?

W grę tę można grać również testowo wirtualnymi pieniędzmi. Na szybkiego postanowiłem zrobić podobne statystyki. Niestety cierpliwości wystarczyło mi na 180 gier, czyli 50% tego co w rzeczywistości i to bez zwiększania stawek. Cały czas podstawowa stawka
Jakie były wyniki?

Wygrałem 75 razy (41,67% wszystkich gier).
Przegrałem 105 razy (58,33% wszystkich gier).
Najdłuższa seria wygranych to 7 (!!!)
Najdłuższa seria porażek to 6 (!!)
W sumie byłem 0,6% kwoty podstawowej do przodu, ale wyszedłem na plus dopiero w kilku ostatnich grach. Przez większość gry byłem na lekkim minusie.

Jak to wszystko ma się do rachunku prawdopodobieństwa? Wydaje mi się, że nijak, no ale przecież takie serwisy mają generować zysk właścicielowi, a nie odzwierciedlać rzeczywistość. Tym oto sposobem wywalam kolejną rubrykę z mego bilansu, a być może wkrótce poeksperymentuję z innymi grami.

środa, 20 października 2010

Reklamy - tajne przez poufne

W komentarzach pod poprzednim wpisem dowiedziałem się, że podawanie statystyk dotyczących klikalności w reklamy jest wbrew regulaminowi. Nie pozostaje mi więc nic innego jak wyeliminować tę pozycję z podsumowań. Możliwe jest jednak podawanie do publicznej wiadomości kwot, jakie zarobiłem, więc jeśli jakimś cudem dobiję kiedyś do kwoty, która będzie mogła być wypłacona, to po jej wypłaceniu umieszczę ją w bilansie. Wygląda na to, że mój bilans będzie się pomału kurczył.

wtorek, 19 października 2010

Bilans nr 5 - 19 października 2010

19 dzień miesiąca, czyli podsumowanie nie zawierające pracy najemnej.
Zmiany niewielkie.
Lokaty - standardowe odsetki.
Firma -  jak już pisałem wcześniej, działalność będzie zawieszona, więc nie dopisuję tu zysków. Będę starał się przetransferować pieniądze do rubryki 'lokata nietykalna' wraz z wyprzedażą towaru.
Akcje - tu odnotowałem spory minus procentowy. To za sprawą Biotonu, który spadł z 21gr do 19gr, a mam tego tysiąc akcji. Tak czy siak Bioton ma za zadanie leżeć z nadzieją na lepsze czasy.
Forex - tu jak zwykle było najciekawiej. 2 tygodnie temu miałem 480 zł. Radośnie grałem dalej, dziko trzymając się trendu i ustawiając duże stop lossy, bo wiedziałem, że na EURUSD może być korekta. Korekta owszem, była i to znacznie większa niż przypuszczałem. Wycięła moje stop lossy, po czym znów moja wiara w trend kazała mi ustawić się w kierunku 'buy'. Znów pomyłka. Włącznie z otwartymi pozycjami byłem w pewnym momencie poniżej 400 zł i byłem bliski zwątpienia, ale w końcu siła trendu zadziałała i stanęło na prawie 14% do przodu. Niezła nerwówka. Teraz znów mamy korektę. Niektórzy twierdzą, że ta korekta może dobić nawet do poziomu 1.36. Zobaczymy. Ty razem muszę być ostrożniejszy.
Hazard - bez większych zmian. Bardzo możliwe, że zrobię niedługo podsumowanie tej rubryki i ją wywalę, żeby bilans był czytelniejszy.
Reklamy - chciałem w tym miejscu podziękować bardzo serdecznie tej jednej, jedynej osobie, która kliknęła w reklamę! ;) Ostatnio myślałem o tym, że jeśli nikt nie kliknie w reklamę przez 2-3 bilanse, to wywalę również tę rubrykę, ale dzięki temu jednemu kliknięciu, rubryka jeszcze trochę pożyje :)
Zdjęcia - bez zmian

 
Widzimy zatem, że sponsorem ostatnich dwóch tygodni był forex. Z przygodami, ale zakończonymi sukcesem. Na drugim miejscu uplasowały się odsetki z lokat, które przy ponad 20 razy większym kapitale dały przychód kilka razy mniejszy. Zawiodły akcje, ale nie przywiązuję do tego dużej wagi, bo są to w zasadzie "odpady", po dawnych ruchach inwestycyjnych, których i tak nie sprzedam.


czwartek, 14 października 2010

GPW - przygotowanie do debiutu

Wiadomo już, że debiut będzie 9 listopada. Zapisy od 18 do 27 października. Cena maksymalna 43 zł. Najgorszą wiadomością jest limit 100 akcji na głowę. Miałem nadzieję, że będzie jakiś limit, bo po 60% redukcji Otmuchowa byłem nieco zawiedziony, ale z tymi 100 akcjami to trochę przegięcie. Uważam, że limit taki, jak był na PZU był do przyjęcia. Teraz zastanawiam się nad wykorzystaniem kogoś do zapisania się na 200 akcji, ale formalności, sprzedaż akcji, a później rozliczanie podatku "pomocnika" nieco zniechęcają. Mam jeszcze kilka dni na podjęcie decyzji, bo i tak będę zapisywał się w ostatniej chwili, aby pieniądze leżały na lokatach dodatkowy tydzień. Z komentarzy widzę, że większość osób spodziewa się ok. 15% zysku. Mnie zadowoli 8-10%. Jeśli nie będzie zbyt wielkiego ruchu, to nawet 5%.

piątek, 8 października 2010

Działalność gospodarcza - problemy, trudności, dylematy.

Większość ludzi marzy o tym, by założyć wspaniale prosperującą firmę. Prawda jest jednak taka, że mniej więcej 9 na 10 firm pada w ciągu pierwszego roku funkcjonowania, a z pozostałych - kolejne 9 na 10 pada w ciągu 5 lat. Oczywiście jest to bardzo ogólne stwierdzenie, nie poparte żadnymi statystykami, ale nie kłóćmy się o liczby. Chodzi jedynie o fakt, że nieliczna garstka przedsiębiorców jest w stanie przetrwać. Postaram się tu odpowiedzieć dlaczego moja firma przestanie niedługo istnieć na podstawie doświadczeń ostatnich miesięcy.

Myślenie o własnym biznesie zaczęło się u mnie parę dobrych lat temu, jeszcze na studiach. Niestety brakowało wtedy pomysłu, a przede wszystkim pieniędzy. Nie było inkubatorów, w których można rozpocząć działalność, a haracz Zus'u był nie do przejścia. Ok. 900 zł na miesiąc. Dopiero po kilku latach mogłem sobie pozwolić na luksus posiadania działalności. Ponieważ pracuję na etacie, płacę tylko ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 233 zł. Taki nasz krajowy absurd, bo ani więcej nie choruję, ani nie korzystam z publicznej służby zdrowia, ale państwo zafundowało mi taki stały koszt, żeby zbyt łatwo nie było. Jeśli chodzi o biznes, to jest to handel niewielkimi przedmiotami, związanymi z moimi zainteresowaniami.

Żeby zbytnio nie rozwlekać opiszę główne czynniki decyzji o zawieszeniu przeze mnie działalności:
1) Zdrowotne - przy niesamowicie niskich marżach jakie panują w handlu internetowym trzeba zrobić kilka tys. obrotu na miesiąc, by w ogóle wyjść na zero, a co mają powiedzieć mali przedsiębiorcy, którzy muszą zapłacić pełny zus.
2) Praca na etacie - zazwyczaj jak nie ma roboty, to nie ma i klientów, a jak nadchodzi praca, to wtedy pojawiają się klienci. Przy niewielkim obrocie dawałem radę, ale gdybym chciał rozwijać firmę, to ewidentnie bym się nie wyrabiał i musiałbym kogoś zatrudnić. Nie mogę też podać oficjalnie numeru telefonu, bo będąc w pracy nie mogę odbierać telefonów od klientów. Tracę w ten sposób na wiarygodności.
3) Mała efektywność - kilka godzin pracy we własnej firmie owocowało tym samym co godzina pracy na etacie. Warto byłoby w takiej sytuacji zatrudnić osobę, której godzina pracy kosztuje znacznie mniej niż moja, by obsługiwała handel. Byłoby to jednak opłacalne tylko przy dużo większym asortymencie i dużych ilościach towaru i w tym momencie wchodzi punkt czwarty.
4) Trudności w znalezieniu dostawców - godziny poszukiwań kończyły się zawsze na tym, że uradowany znajdowałem hurtownię z dość niskimi cenami, po czym wchodziłem na Allegro i okazywało się, że ktoś sprzedaje to samo taniej. Po małym śledztwie dochodziłem do wniosku nr 5.
5) Zbyt mały kapitał - przekonałem się, że hurtownik, od którego brałem towar kupował całe tiry prosto od producenta, a na dodatek sprzedawał również detalicznie w tych samych cenach, więc jednocześnie był moim konkurentem na rynku. Przekonałem się, że w sieci sprzedaje się tylko wtedy, gdy ma się najniższą cenę lub kupujący odbiera towar osobiście, bo omija koszty wysyłki. To prowadzi do wniosku nr 6.
6) Odbiory osobiste i kontakt z klientem - nieco uciążliwe jest przyjmowanie klientów we własnym mieszkaniu. Niektórzy klienci wyglądają na onieśmielonych, zdziwionych, zdezorientowanych. Dla mnie (i nie tylko dla mnie:) nie jest również komfortowe przyjmowanie obcych osób we własnym mieszkaniu.

Mimo, że tak naprawdę odniosłem stratę finansową, to stwierdzam, że nauczyłem się przez te miesiące więcej niż nauczyłbym się na jakichkolwiek kursach czy studiach związanych z zarządzaniem firmą. Nauczyłem się relacji z klientami i dostawcami, nauczyłem się prowadzenia podstawowej dokumentacji firmy, itp. Wiem, że gdybym się uparł, to dałbym radę to ciągnąć i powoli rozwijać, ale byłaby to męczarnia, bo dużym nakładem pracy i kosztem wolnego czasu uzyskiwałbym efekty, które mnie nie satysfkacjonują. Nie zrozumcie mnie źle, bo prowadzenie firmy było przez większość czasu bardzo przyjemne, ale potem się siada, robi podsumowanie i okazuje się, że wszyscy wkoło na mnie zarobili (poczta, allegro, hurtownik, państwo), a mi zostają marne grosze. Kontynuowałbym to pewnie gdyby nie zdrowotne, bo nawet gdybym dorobił kilka złotych na miesiąc w wolnym czasie, to jest to postęp. Jednak aby zarobić na państwowe haracze trzeba pracować cały miesiąc i najlepiej na pełen etat. Lepsze efekty uzyskam póki co pracując tak jak do tej pory. W najbliższym czasie nauczę się jeszcze jak zawiesić działalność gospodarczą :) Wiem już, że można ją zawiesić na maksymalnie dwa lata i to jest dobry okres do zgromadzenia większego kapitału i obmyślenia dalszej strategii działania. Pomysły pewne mam. Czy zdecyduję się je realizować? Czas pokaże. Myślę, że po tych doświadczeniach nie bałbym się zainwestować całych swoich oszczędności aby rozpocząć coś na większą skalę. Przy zabójczej prowizji i opłatach na Allegro udawało mi się osiągnąć marżę ok. 4%. Taki zysk na lokacie osiąga się po roku, a w firmie można obrócić pieniędzmi wiele razy w ciągu roku osiągając tym samym kilkadziesiąt procent. Logiczne? Bardzo. Proste? Niezupełnie.  Trudne, ale bez tego trudu o milionach można tylko marzyć.

czwartek, 7 października 2010

Bilans nr 4 - 6 października 2010

Podsumowanie ostatniego okresu pojawia się z jednodniowym opóźnieniem. Plan nadal jest realizowany. 
Lokata tykalna - dokładam wszystkie nadwyżki, ponieważ zbieram na przyszłe potrzeby domowe. Za parę miesięcy zapewne wycofam te pieniądze, ale póki co, niech pracują.
Lokata nietykalna  - zwiększyła się o odsetki, zysk ze sprzedaży akcji Otmuchowa oraz o przeniesione pieniądze z rubryki "Waluty".
Firma - po sezonie letnim ciężko o większe zyski w branży. O tym dodam niedługo osobny wpis.
Akcje - wartość nieznacznie się zmniejszyła. Otmuchów został już sprzedany, więc nie ma go w bilansie.
Waluty - od następnego bilansu rubryka ta zniknie całkiem, bo po wprowadzeniu prowizji na walutomacie nie będę handlował walutami. Skupię się na forex'ie.
Forex - mimo małej wpadki i zjechaniu z 570 zł o prawie sto złotych udało mi się osiągnąć przyrost kapitału 6,77%. Duże ryzyko, dużo pracy, dużo stresu, ale taki zwrot  drugi raz z rzędu na przestrzeni ok. 2 tygodni motywuje. Wprawdzie kwoty są na razie niewielkie, ale mam nadzieję, że sukcesywnie będą się powiększać.
Hazard, reklamy i zdjęcia - bez większych zmian. Jakieś jedno, czy dwa kliknięcia w reklamy i umocnienie euro dają wprawdzie przyrost 10%, ale to nadal są drobne kwoty.


Jak widać poniżej, w przyroście kapitału nadal największy udział ma praca na etacie. Sporo w tym miesiącu dołożyłem, ale tylko ok. 60% zostanie w portfelu na stałe. Część za jakiś czas wycofam. Samozatrudnienie niestety nie rozwija się, a wręcz powiedziałbym, że jest kulą u nogi. Jak na wielkość zainwestowanego kapitału, to przyzwoite efekty daje forex. Będę się starał kontynuować grę na forex'ie zgodnie z zasadami opisywanymi we wcześniejszych postach.

Szkoda, że po zapisach na akcje Otmuchowa dokonano redukcji. Zapisałem się na 50 akcji, a otrzymałem tylko 20 PDA. Biorąc pod uwagę, że zarobiłem na tej transakcji 14,2 zł, to bez redukcji mogłem liczyć na ok. 35 zł. W przyszłości muszę odważniej grać na GPW. Muszę obmyślić do tego jakąś strategię, aby zrobić to z głową. Pozostałe drobne akcje, które posiadam spadły o ponad 4 zł, ale one wahają się cały czas.





W ciągu ostatniego miesiąca kapitał nietykalny wzrósł o 18%, co jest wynikiem przekraczającym zakładany 10-procentowy wzrost. Zdaję sobie sprawę, że niewiele na razie inwestuję, ale wolę ostrożnie czekać na dobre okazje. Również biorąc pod uwagę cały miesiąc okazuje się, że przychody z innych źródeł niż praca najemna stanowią ok. 7% całości przychodów (a biorąc pod uwagę tylko przyrost kwoty nietykalnej, to aż 11,8%).
Nudny proces bogacenia się trwa...

wtorek, 5 października 2010

Moja feralna pomyłka na eurodolarze

Bardzo niechętnie o tym piszę, ale cóż... skoro prowadzę tego bloga to również do porażek należy się przyznawać. Dziś straciłem na forex'ie wszystko, co zarobiłem przez ostatnie dwa tygodnie. Wiele osób zapewne powie teraz: "a nie mówiłem", "tak to jest jak się bawi w ten hazard", ale i tak będę bawił się w to dalej i będę pisał o stratach ku uciesze większej części naszego społeczeństwa :) Zadziwiające jest to, jak bardzo w naszym kraju cieszy nieszczęście drugiej osoby. No ale do rzeczy! Jak to się stało? Przez ostatnie dni szło mi różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Byłem na lekkim minusie w stosunku do wartości konta po ostatnich, optymistycznych wpisach, ale dziś zaskoczyłem sam siebie. Odpaliłem metatrader'a, pogapiłem się na spadający kurs EURUSD i otworzyłem pozycję buy (bo nie wiedzieć czemu wydawało mi się, że to była tylko mała korekta tendencji wzrostowej) i... po chwili złapałem się za głowę. Kurs poleciał dalej w dół wycinając mego stop loss'a. Nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie to, że zamiast lotem o wielkości 0.01 zagrałem lotem 0.1. Straciłem więc 10 razy więcej niż straciłbym normalnie. Przydałby się w tym momencie system jaki posiadają profesjonalni traderzy, odcinający mnie całkowicie od dalszej gry w danym dniu. Odciąłby mnie od takich głupich myśli jak: "zaraz się odegram". Tak oto dzięki dwóm bezmyślnym transakcjom zmarnowałem bardzo udane 2 tygodnie.

Jeśli chodzi o sytuację na rynku EURUSD, to po bardzo długich, bo trwających prawie miesiąc wzrostach Euro oddało nieco swojej wartości na rzecz dolara i oscyluje w granicach 1.3670-1.3690. Żadne dane makroekonomiczne nie były w stanie wyklarować oczywistego trendu. Na forach zdania są podzielone. Część osób twierdzi, że to tylko korekta i po ewentualnym spadku do 1.3620 polecimy znów w górę przebijając poziom 1.38, a nawet 1.39, część jest zdania, że czeka nas głębsze odbicie na południe, nawet poniżej, silnego moim zdaniem, wsparcia na poziomie 1.35. Ja do tej pory byłem zdania, że po cofnięciu do poziomu 1.3680 euro znów się umocni, jednak coraz dłuższy marazm na rynku powoduje, że coraz bardziej w to wątpię.