wtorek, 7 grudnia 2010

Bilans nr 7 - 6 grudnia 2010

Gdy już na wszystkich innych blogach zamieszczone zostały podsumowania listopada i kurz komentarzy opadł, przyszedł czas i na mnie.

Standardowo portfel powiększył się o dołożone 1500 zł, a także o zysk z debiutu GPW, o czym pisałem tu: GPW. Do tego odsetki: zarówno z lokat jak i z emax'a, na którym trzymam resztę oszczędności i pieniędzy na życie. Tylko tyle... a może aż tyle. Te prawie dwa tysiące złotych pozwoliły mi na pokonanie progu, który wyznaczyłem sobie na 6 stycznia, co niewątpliwie cieszy.



Ostatni miesiąc nie obfitował w zbyt wiele wydarzeń, dlatego wpisów nie pojawiło się też wiele. Chociaż przyznam, że ogarnęło mnie również małe zniechęcenie do blogowania. Wprawdzie na razie nie zamierzam zawieszać tego bloga, ale jest duża szansa, że będzie on tylko moim dziennikiem postępów. Istotnym faktem, który wpłynął na moją mniejszą aktywność "inwestycyjną" (czyt. hazardową;) oraz blogową jest również fakt zwiększonej aktywności zawodowej. Koniec roku to jednocześnie czas podsumowań w firmach i czas podejmowania decyzji o podwyżkach, dlatego postanowiłem zintensyfikować swoje wysiłki na tym polu. Zapewne będzie miało to lepsze efekty niż szukanie kury znoszącej złote jaja w internecie :)

Dziś to na tyle. Mam ogromną nadzieję, że w grudniu zbiorę się, by napisać o swoich ostatnich finansowych przemyśleniach, a także o małych porażkach, które miały miejsce. O nich jednak pisze się ciężko.

piątek, 12 listopada 2010

Polimex Mostostal S.A.

W tym roku grałem na giełdzie głównie podczas debiutów (PZU, Otmuchów, GPW) i dobrze na tym wychodziłem. Postanowiłem kolejny raz spróbować szczęścia w "normalnej" grze, w której zazwyczaj nie byłem zbyt dobry. Kwota niewielka, czyli ok. 500 zł, bo akurat tyle leżało nierozdysponowane w momencie gdy większa kwota była zablokowana podczas debiutu GPW.

Zainteresowałem się spółką Polimex Mostostal S.A. Po przejrzeniu wskaźników stwierdziłem, że nie jest zbyt przewartościowana. Cena bliska 4 zł, czyli okrągła liczba (takie małe, psychologiczne wsparcie). Wprawdzie ma ostatnio nieco słabsze wyniki, ale z relacji prezesa wynika, że spowodowane to było słabszymi wynikami na rynku rumuńskim, ale sytuacja ta została oczyszczona. Jest więc szansa na lepsze wyniki w kolejnych kwartałach, ponieważ spółka podpisała sporo kontraktów i twierdzi, że moce przerobowe wykorzystywane są w 100%. Kwestia tego, czy i kiedy zainteresują się tą spółką spekulanci. Po tym jak kupiłem 130 akcji po 4,15 zł cena poszła nieco w górę, a teraz waha się między 4,1-4,2. Jeśli spadnie niżej 4 zł, to być może dokupię więcej, bo traktuję to raczej średnio lub długoterminowo.

środa, 10 listopada 2010

Debiut GPW i zmulenie mbanku

Jak już wkoło wszyscy wiedzą GPW zaliczyło udany debiut. Był tylko jeden zgrzyt z mbankiem. Duży ruch spowodował kompletne zmulenie systemu. W tvn cnbc podano informację, że ruch w mbanku wzrósł trzykrotnie i prezes przeprasza za tę niedogodność. W pewnym momencie nie widziałem w ogóle notowań, nie mogłem ich odpalić, a składanie zlecenia zajęło mi ok. 10 minut. Ustawiłem cenę zbliżoną do ostatniej ceny jaką widziałem, czyli 51,5 zł i... miałem trochę szczęścia. Minęło kolejne kilka minut zanim znów zobaczyłem notowania i okazało się, że w tym czasie cena poszła do 52,3 zł i za tyle poszedł pierwszy pakiet. Miła niespodzianka. Ponieważ miałem, jak to niektórzy mówią, "słupa" i kolejny pakiet 25 akcji, poczekałem jeszcze trochę, ale ponieważ cena zaczęła się mocno wahać sprzedałem po niewiele wyższej cenie.

Jaki jest bilans tych manewrów?

Za jeden pakiet będę musiał zapłacić podatek. Za drugi raczej nie, bo mam jakieś stratne starocie sprzed 3 lat, które sprzedam ze stratą, aby nie płacić podatku. Odliczając prowizje oraz podatek za jeden pakiet wyjdzie mi czystego zysku 395,64 zł. W zasadzie to więcej niż oczekiwałem, więc dzień miałem udany :)

wtorek, 9 listopada 2010

Bilans nr 6 - 6 listopada 2010

Nie miałem ostatnio zbyt wiele czasu, by tu zaglądać, dlatego nawet bilans wychodzi spod moich palców spóźniony. Podczas podróży nie miałem czasu działać, ale miałem czas myśleć. Po tych przemyśleniach postanowiłem dokonać radykalnej restrukturyzacji bilansu. Dlaczego?

Po pierwsze - komentarz Maczeta Ockhama pod poprzednim bilansem (Bilans nr 5) uświadomił mi, że nie mogę ujawniać klikalności w reklamy. To z kolei uświadomiło mi, że w zasadzie wliczam do bilansu pieniądze, których nie mam, których być może nigdy nie uda mi się wypłacić. Postanowiłem więc uwzględniać tylko kwoty rzeczywiście znajdujące się na moim koncie. Wypadły więc zdjęcia i reklamy.

Po drugie - pozycje takie jak hazard, akcje czy forex pokazywały kwoty dość płynnie zmieniające się, którymi mocno ryzykuję. Może się zdarzyć (i w zasadzie zdarzyło się;), że w jednym bilansie będę 20% do przodu, a później z kolei 30% w plecy. O tych pozycjach będę co jakiś czas pisał w osobnych postach, ale w bilansie będą pojawiać się tylko i wyłącznie w momencie wypłaty ewentualnie wygranych pieniędzy. Pojawią się wtedy, gdy będą na koncie lub lokacie pozbawionej ryzyka. Ryzykować np. na giełdzie będę tylko wolną nadwyżkę pieniędzy, którą w danej chwili posiadam. Tworzę w ten sposób coś w rodzaju funduszu. Większa część pieniędzy zarabia niewiele, ale pewnie, a mała część jest "inwestowana" agresywniej.

Zmienia to dość drastycznie prezentację danych. Mija się z celem robienie bilansu 2 razy w miesiącu. Będzie robiony raz i będzie porównywany z bilansem poprzedniego miesiąca.

 Całość zwiększyła się o 14,03%. W jaki sposób? Zwykły, prosty, banalny i dla wielu - mało ekscytujący. Cóż, nie da się ukryć - wielkim inwestorem nie jestem. W kolumnie drugiej i trzeciej znajduje się sumaryczna informacja skąd wzięły się poszczególne kwoty. W ostatniej kolumnie widnieje zmiana miesiąc do miesiąca.

Jak widać mój portfel wspomaga głównie praca na etacie (1500 zł w tym miesiącu). Miałem też nieco odsetek od lokat (38,27 zł).
W pozycjach: samozatrudnienie, akcje i waluty umieściłem zysk jaki osiągnąłem w tych dziedzinach przez czas prowadzenia bloga. Pisałem o tym w poprzednich bilansach. A już za parę godzin mam nadzieję zwiększyć zyski w pozycji 'akcje' (czego i Wam życzę) pozbywając się akcji GPW na debiucie. O reszcie moich dziwnych, pseudoinwestycyjnych ruchów już niedługo w kolejnych postach :)

środa, 27 października 2010

Wszyscy mają GPW. Mam i ja.

Nie będę przynudzać, bo tysiąc osób już o tym pisało. Krótko odnotuję tu tylko, że zapisałem się na ogólnopolską loterię pod nazwą "debiut gpw". Zapisałem się na  200 losów,bo właśnie dostałem wypłatę i mam pod ręką, jak to ktoś napisał, "słupa" :) Redukcja pewnie będzie spora, więc zakładam, że duża część wypłaty wróci do mnie wkrótce, a jak nie, to będę musiał zlikwidować większą część lokaty (póki co zlikwidowałem tylko 2100 zł, z 12600 zł). Trzymajmy teraz kciuki, żeby losy okazały się wygrane.

poniedziałek, 25 października 2010

Moja najlepsza inwestycja

Czytając różne blogi na temat inwestycji, rentierstwa i prób dojścia do bogactwa zauważyłem różne podejścia. Większość osób przeczytała książki pana Kiyosaki i próbuje wcielać w życie zasadę budowania dochodu pasywnego. Być może jest to dobra droga, tylko problemem zawsze staje się kwestia: skąd wziąć pieniądze na inwestycje, które później przyniosą dochód pasywny? Wydaje mi się, że bardzo popularną, ale nieco dziwną tendencją wśród młodych ludzi jest próba stworzenia stron, które mają zarabiać dla nas setki złotych miesięcznie. Może i nielicznym się udaje, ale efektywność pracy włożonej w tworzenie tych stron jest raczej słaba. Negowane są za to wszelkie formy zatrudnienia na etacie, które moim zdaniem przynoszą lepsze efekty w przypadku młodych, niedoświadczonych osób. Skrajnymi przypadkami są osoby, które porzucają myśli o dalszej edukacji, by gonić za tym nieuchwytnym króliczkiem, bogactwem, marzeniem o nic nierobieniu.

Ta lektura skłoniła mnie do pewnych przemyśleń i podsumowania moich inwestycji, których dokonałem przez ostatnie 10 lat. Jakie wnioski? Nie fundusze, nie akcje, nie forex, nie hazard, nie działalność gospodarcza, ale studia były moją najlepszą inwestycją. 5 lat studiów na dobrej uczelni. Niektórzy powiedzą, że nie stać ich. Znałem wiele osób, które pracowały w wakacje za granicą po to, żeby potem przeżyć cały rok na studiach dziennych. Znałem takich, którzy zakuwali po nocach, żeby tylko dostać stypendium, bo bez tego nie daliby rady przeżyć miesiąca. Później była duma ze zdobycia magistra i... zderzenie z rzeczywistością, czyli brak pracy. Jak już znalazłem pracę, to nie byłem się w stanie za to utrzymać. Pomogły oszczędności z wakacyjnej pracy w Anglii. W drugiej pracy gdy poprosiłem o podwyżkę, zostałem wywalony. Te pierwsze zajęcia traktowałem jako inwestycję w praktykę, której na studiach brakuje. Opłaciło się. Myślę, że zwrot z tej inwestycji jest zadowalający. Jeśli ktoś jest ciekaw jaki to zwrot, to napiszę tylko, że w rok zwraca mi się to, co wydałem na utrzymanie przez całe 5 lat studiów. Wystarcza na normalne życie bez ciułania i dalszą naukę inwestycji giełdowych, forexowych i innych dziwactw należących do szerokiej grupy sprzedawców marzeń.

Zaznaczyć też chciałem, że nie jest to próba nakłaniania kogokolwiek do pójścia tą samą drogą, bo może nie każdemu ona pasuje. To jest tylko przedstawienie tematu z mojego punktu widzenia. Być może komuś przyda się rada, którą ja dostałem 10 lat temu od kogoś bliskiego: "jak nie wiesz co studiować, bo nie masz sprecyzowanych zainteresowań, to studiuj to, z czego będą pieniądze".

piątek, 22 października 2010

Forex - konkurs Forexball

Wprawdzie nikt mi nie płaci za reklamę i działam trochę na swoją niekorzyść, bo naganiam sobie potencjalnych rywali, ale co tam ;) Jeśli ktoś jest zainteresowany forexem i chciałby spróbować swoich sił w tej grze, to polecam konkurs Forexball (forexball.com). 3 rundy konkursu już były. Została ostatnia runda o nazwie Gold Rush, czyli gorączka złota. Inwestować można jedynie w złoto (w poprzednich rundach był większy wybór instrumentów).

Na czym to polega?
Dostajesz wirtualne 5 tys. dolarów i w określonym terminie (Gold Rush - 1-12 listopada 2010) grasz na forex'ie. Gracze podzieleni są na dywizje w zależności od kraju. Polska należy do dywizji Central+Western.
Pięciu najlepszych graczy z każdej dywizji umiejscowionych jest w tzw. winners brackets oraz otrzymuje (w kolejności zajmowanych miejsc):
1) 1000$
2) 500$
3) 300$
4) 100$
5) 100$
Po wszystkich 4 rundach najlepsza setka z winners brackets awansuje do rundy finałowej, w której za kolejne miejsca do wzięcia jest:
1) 5000$
2) 3000$
3) 2000$

Zapisałeś się? Daj znać jak poszło :)

czwartek, 21 października 2010

Hazard internetowy- rzeczywiście losowy czy sterowany?

Postanowiłem w końcu podsumować mój eksperyment z jednym ze znanych bukmacherów internetowych o nazwie zaczynającej się na B ;) Znalazłem tam kiedyś grę o nazwie Digit, w której 3 "bębny" wirowały przez moment, a po zatrzymaniu na każdym z nich było zero lub jeden.
Obstawić można było 4 opcje:
1) na jakimkolwiek bębnie będzie zero
2) na jakimkolwiek bębnie będzie jeden
3) suma będzie parzysta
4) suma będzie nieparzysta

Najwyższa wygrana jest przy opcji nr 4. Ryzykując złotówkę można wygrać 1,55 zł, czyli 155%. Teoretycznie 50% szans na trafienie. Na dodatek zwiększając cały czas stawkę gry po przegranej można byłoby teoretycznie uzyskać stuprocentowy system jak w multilotku. Wielkość stawki jest jednak ograniczona do 10 zł, a kolejne stawki to 1 zł, 2 zł, 5 zł, 10 zł. Ja od pewnego momentu przyjąłem system, że po wygranej wychodziłem z gry w danym dniu, a w przypadku przegranej obstawiałem w serii: 1 zł, 1 zł, 2 zł, 2 zł i kończyłem grę. W przypadku wygranej na jakimkolwiek etapie, byłem minimalnie do przodu. W plecy byłem jedynie wtedy, gdy seria porażek była dłuższa niż 4, a moje konto malało o 6 zł.
Trochę to może zagmatwane, więc teraz trochę statystyk.

Przez ostatnie pół roku zagrałem w sumie 360 razy.
Wygrałem 107 razy (29,72% wszystkich gier).
Przegrałem 253 razy (70,28% wszystkich gier).
Najdłuższa seria wygranych to 1 (!!)
Najdłuższa seria porażek to 10 (!!)
W sumie wygrałem: 432,40 zł
W sumie przegrałem: 431,00 zł

O dziwo dzięki zwiększaniu stawek jestem mniej więcej na zero. A co się działo na moim koncie? Konto na początku miało wartość 50 zł. Grając typowo rozrywkowo i na luzie stopniało do 5 zł. Wtedy zacząłem uskuteczniać mój system i konto szybko urosło do ok. 35 zł. Od tego momentu (i tu ciekawostka!) rosło do max. 39 zł, po czym topniało do ok. 29-30 zł i znów zaczynało rosnąć do ok. 39 zł. I tak się działo ok. 10 razy z zadziwiającą regularnością. Czyżby system z góry zakładał, że 20% wpłat inkasuje, a za resztę pozwala grać?

W grę tę można grać również testowo wirtualnymi pieniędzmi. Na szybkiego postanowiłem zrobić podobne statystyki. Niestety cierpliwości wystarczyło mi na 180 gier, czyli 50% tego co w rzeczywistości i to bez zwiększania stawek. Cały czas podstawowa stawka
Jakie były wyniki?

Wygrałem 75 razy (41,67% wszystkich gier).
Przegrałem 105 razy (58,33% wszystkich gier).
Najdłuższa seria wygranych to 7 (!!!)
Najdłuższa seria porażek to 6 (!!)
W sumie byłem 0,6% kwoty podstawowej do przodu, ale wyszedłem na plus dopiero w kilku ostatnich grach. Przez większość gry byłem na lekkim minusie.

Jak to wszystko ma się do rachunku prawdopodobieństwa? Wydaje mi się, że nijak, no ale przecież takie serwisy mają generować zysk właścicielowi, a nie odzwierciedlać rzeczywistość. Tym oto sposobem wywalam kolejną rubrykę z mego bilansu, a być może wkrótce poeksperymentuję z innymi grami.

środa, 20 października 2010

Reklamy - tajne przez poufne

W komentarzach pod poprzednim wpisem dowiedziałem się, że podawanie statystyk dotyczących klikalności w reklamy jest wbrew regulaminowi. Nie pozostaje mi więc nic innego jak wyeliminować tę pozycję z podsumowań. Możliwe jest jednak podawanie do publicznej wiadomości kwot, jakie zarobiłem, więc jeśli jakimś cudem dobiję kiedyś do kwoty, która będzie mogła być wypłacona, to po jej wypłaceniu umieszczę ją w bilansie. Wygląda na to, że mój bilans będzie się pomału kurczył.

wtorek, 19 października 2010

Bilans nr 5 - 19 października 2010

19 dzień miesiąca, czyli podsumowanie nie zawierające pracy najemnej.
Zmiany niewielkie.
Lokaty - standardowe odsetki.
Firma -  jak już pisałem wcześniej, działalność będzie zawieszona, więc nie dopisuję tu zysków. Będę starał się przetransferować pieniądze do rubryki 'lokata nietykalna' wraz z wyprzedażą towaru.
Akcje - tu odnotowałem spory minus procentowy. To za sprawą Biotonu, który spadł z 21gr do 19gr, a mam tego tysiąc akcji. Tak czy siak Bioton ma za zadanie leżeć z nadzieją na lepsze czasy.
Forex - tu jak zwykle było najciekawiej. 2 tygodnie temu miałem 480 zł. Radośnie grałem dalej, dziko trzymając się trendu i ustawiając duże stop lossy, bo wiedziałem, że na EURUSD może być korekta. Korekta owszem, była i to znacznie większa niż przypuszczałem. Wycięła moje stop lossy, po czym znów moja wiara w trend kazała mi ustawić się w kierunku 'buy'. Znów pomyłka. Włącznie z otwartymi pozycjami byłem w pewnym momencie poniżej 400 zł i byłem bliski zwątpienia, ale w końcu siła trendu zadziałała i stanęło na prawie 14% do przodu. Niezła nerwówka. Teraz znów mamy korektę. Niektórzy twierdzą, że ta korekta może dobić nawet do poziomu 1.36. Zobaczymy. Ty razem muszę być ostrożniejszy.
Hazard - bez większych zmian. Bardzo możliwe, że zrobię niedługo podsumowanie tej rubryki i ją wywalę, żeby bilans był czytelniejszy.
Reklamy - chciałem w tym miejscu podziękować bardzo serdecznie tej jednej, jedynej osobie, która kliknęła w reklamę! ;) Ostatnio myślałem o tym, że jeśli nikt nie kliknie w reklamę przez 2-3 bilanse, to wywalę również tę rubrykę, ale dzięki temu jednemu kliknięciu, rubryka jeszcze trochę pożyje :)
Zdjęcia - bez zmian

 
Widzimy zatem, że sponsorem ostatnich dwóch tygodni był forex. Z przygodami, ale zakończonymi sukcesem. Na drugim miejscu uplasowały się odsetki z lokat, które przy ponad 20 razy większym kapitale dały przychód kilka razy mniejszy. Zawiodły akcje, ale nie przywiązuję do tego dużej wagi, bo są to w zasadzie "odpady", po dawnych ruchach inwestycyjnych, których i tak nie sprzedam.


czwartek, 14 października 2010

GPW - przygotowanie do debiutu

Wiadomo już, że debiut będzie 9 listopada. Zapisy od 18 do 27 października. Cena maksymalna 43 zł. Najgorszą wiadomością jest limit 100 akcji na głowę. Miałem nadzieję, że będzie jakiś limit, bo po 60% redukcji Otmuchowa byłem nieco zawiedziony, ale z tymi 100 akcjami to trochę przegięcie. Uważam, że limit taki, jak był na PZU był do przyjęcia. Teraz zastanawiam się nad wykorzystaniem kogoś do zapisania się na 200 akcji, ale formalności, sprzedaż akcji, a później rozliczanie podatku "pomocnika" nieco zniechęcają. Mam jeszcze kilka dni na podjęcie decyzji, bo i tak będę zapisywał się w ostatniej chwili, aby pieniądze leżały na lokatach dodatkowy tydzień. Z komentarzy widzę, że większość osób spodziewa się ok. 15% zysku. Mnie zadowoli 8-10%. Jeśli nie będzie zbyt wielkiego ruchu, to nawet 5%.

piątek, 8 października 2010

Działalność gospodarcza - problemy, trudności, dylematy.

Większość ludzi marzy o tym, by założyć wspaniale prosperującą firmę. Prawda jest jednak taka, że mniej więcej 9 na 10 firm pada w ciągu pierwszego roku funkcjonowania, a z pozostałych - kolejne 9 na 10 pada w ciągu 5 lat. Oczywiście jest to bardzo ogólne stwierdzenie, nie poparte żadnymi statystykami, ale nie kłóćmy się o liczby. Chodzi jedynie o fakt, że nieliczna garstka przedsiębiorców jest w stanie przetrwać. Postaram się tu odpowiedzieć dlaczego moja firma przestanie niedługo istnieć na podstawie doświadczeń ostatnich miesięcy.

Myślenie o własnym biznesie zaczęło się u mnie parę dobrych lat temu, jeszcze na studiach. Niestety brakowało wtedy pomysłu, a przede wszystkim pieniędzy. Nie było inkubatorów, w których można rozpocząć działalność, a haracz Zus'u był nie do przejścia. Ok. 900 zł na miesiąc. Dopiero po kilku latach mogłem sobie pozwolić na luksus posiadania działalności. Ponieważ pracuję na etacie, płacę tylko ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 233 zł. Taki nasz krajowy absurd, bo ani więcej nie choruję, ani nie korzystam z publicznej służby zdrowia, ale państwo zafundowało mi taki stały koszt, żeby zbyt łatwo nie było. Jeśli chodzi o biznes, to jest to handel niewielkimi przedmiotami, związanymi z moimi zainteresowaniami.

Żeby zbytnio nie rozwlekać opiszę główne czynniki decyzji o zawieszeniu przeze mnie działalności:
1) Zdrowotne - przy niesamowicie niskich marżach jakie panują w handlu internetowym trzeba zrobić kilka tys. obrotu na miesiąc, by w ogóle wyjść na zero, a co mają powiedzieć mali przedsiębiorcy, którzy muszą zapłacić pełny zus.
2) Praca na etacie - zazwyczaj jak nie ma roboty, to nie ma i klientów, a jak nadchodzi praca, to wtedy pojawiają się klienci. Przy niewielkim obrocie dawałem radę, ale gdybym chciał rozwijać firmę, to ewidentnie bym się nie wyrabiał i musiałbym kogoś zatrudnić. Nie mogę też podać oficjalnie numeru telefonu, bo będąc w pracy nie mogę odbierać telefonów od klientów. Tracę w ten sposób na wiarygodności.
3) Mała efektywność - kilka godzin pracy we własnej firmie owocowało tym samym co godzina pracy na etacie. Warto byłoby w takiej sytuacji zatrudnić osobę, której godzina pracy kosztuje znacznie mniej niż moja, by obsługiwała handel. Byłoby to jednak opłacalne tylko przy dużo większym asortymencie i dużych ilościach towaru i w tym momencie wchodzi punkt czwarty.
4) Trudności w znalezieniu dostawców - godziny poszukiwań kończyły się zawsze na tym, że uradowany znajdowałem hurtownię z dość niskimi cenami, po czym wchodziłem na Allegro i okazywało się, że ktoś sprzedaje to samo taniej. Po małym śledztwie dochodziłem do wniosku nr 5.
5) Zbyt mały kapitał - przekonałem się, że hurtownik, od którego brałem towar kupował całe tiry prosto od producenta, a na dodatek sprzedawał również detalicznie w tych samych cenach, więc jednocześnie był moim konkurentem na rynku. Przekonałem się, że w sieci sprzedaje się tylko wtedy, gdy ma się najniższą cenę lub kupujący odbiera towar osobiście, bo omija koszty wysyłki. To prowadzi do wniosku nr 6.
6) Odbiory osobiste i kontakt z klientem - nieco uciążliwe jest przyjmowanie klientów we własnym mieszkaniu. Niektórzy klienci wyglądają na onieśmielonych, zdziwionych, zdezorientowanych. Dla mnie (i nie tylko dla mnie:) nie jest również komfortowe przyjmowanie obcych osób we własnym mieszkaniu.

Mimo, że tak naprawdę odniosłem stratę finansową, to stwierdzam, że nauczyłem się przez te miesiące więcej niż nauczyłbym się na jakichkolwiek kursach czy studiach związanych z zarządzaniem firmą. Nauczyłem się relacji z klientami i dostawcami, nauczyłem się prowadzenia podstawowej dokumentacji firmy, itp. Wiem, że gdybym się uparł, to dałbym radę to ciągnąć i powoli rozwijać, ale byłaby to męczarnia, bo dużym nakładem pracy i kosztem wolnego czasu uzyskiwałbym efekty, które mnie nie satysfkacjonują. Nie zrozumcie mnie źle, bo prowadzenie firmy było przez większość czasu bardzo przyjemne, ale potem się siada, robi podsumowanie i okazuje się, że wszyscy wkoło na mnie zarobili (poczta, allegro, hurtownik, państwo), a mi zostają marne grosze. Kontynuowałbym to pewnie gdyby nie zdrowotne, bo nawet gdybym dorobił kilka złotych na miesiąc w wolnym czasie, to jest to postęp. Jednak aby zarobić na państwowe haracze trzeba pracować cały miesiąc i najlepiej na pełen etat. Lepsze efekty uzyskam póki co pracując tak jak do tej pory. W najbliższym czasie nauczę się jeszcze jak zawiesić działalność gospodarczą :) Wiem już, że można ją zawiesić na maksymalnie dwa lata i to jest dobry okres do zgromadzenia większego kapitału i obmyślenia dalszej strategii działania. Pomysły pewne mam. Czy zdecyduję się je realizować? Czas pokaże. Myślę, że po tych doświadczeniach nie bałbym się zainwestować całych swoich oszczędności aby rozpocząć coś na większą skalę. Przy zabójczej prowizji i opłatach na Allegro udawało mi się osiągnąć marżę ok. 4%. Taki zysk na lokacie osiąga się po roku, a w firmie można obrócić pieniędzmi wiele razy w ciągu roku osiągając tym samym kilkadziesiąt procent. Logiczne? Bardzo. Proste? Niezupełnie.  Trudne, ale bez tego trudu o milionach można tylko marzyć.

czwartek, 7 października 2010

Bilans nr 4 - 6 października 2010

Podsumowanie ostatniego okresu pojawia się z jednodniowym opóźnieniem. Plan nadal jest realizowany. 
Lokata tykalna - dokładam wszystkie nadwyżki, ponieważ zbieram na przyszłe potrzeby domowe. Za parę miesięcy zapewne wycofam te pieniądze, ale póki co, niech pracują.
Lokata nietykalna  - zwiększyła się o odsetki, zysk ze sprzedaży akcji Otmuchowa oraz o przeniesione pieniądze z rubryki "Waluty".
Firma - po sezonie letnim ciężko o większe zyski w branży. O tym dodam niedługo osobny wpis.
Akcje - wartość nieznacznie się zmniejszyła. Otmuchów został już sprzedany, więc nie ma go w bilansie.
Waluty - od następnego bilansu rubryka ta zniknie całkiem, bo po wprowadzeniu prowizji na walutomacie nie będę handlował walutami. Skupię się na forex'ie.
Forex - mimo małej wpadki i zjechaniu z 570 zł o prawie sto złotych udało mi się osiągnąć przyrost kapitału 6,77%. Duże ryzyko, dużo pracy, dużo stresu, ale taki zwrot  drugi raz z rzędu na przestrzeni ok. 2 tygodni motywuje. Wprawdzie kwoty są na razie niewielkie, ale mam nadzieję, że sukcesywnie będą się powiększać.
Hazard, reklamy i zdjęcia - bez większych zmian. Jakieś jedno, czy dwa kliknięcia w reklamy i umocnienie euro dają wprawdzie przyrost 10%, ale to nadal są drobne kwoty.


Jak widać poniżej, w przyroście kapitału nadal największy udział ma praca na etacie. Sporo w tym miesiącu dołożyłem, ale tylko ok. 60% zostanie w portfelu na stałe. Część za jakiś czas wycofam. Samozatrudnienie niestety nie rozwija się, a wręcz powiedziałbym, że jest kulą u nogi. Jak na wielkość zainwestowanego kapitału, to przyzwoite efekty daje forex. Będę się starał kontynuować grę na forex'ie zgodnie z zasadami opisywanymi we wcześniejszych postach.

Szkoda, że po zapisach na akcje Otmuchowa dokonano redukcji. Zapisałem się na 50 akcji, a otrzymałem tylko 20 PDA. Biorąc pod uwagę, że zarobiłem na tej transakcji 14,2 zł, to bez redukcji mogłem liczyć na ok. 35 zł. W przyszłości muszę odważniej grać na GPW. Muszę obmyślić do tego jakąś strategię, aby zrobić to z głową. Pozostałe drobne akcje, które posiadam spadły o ponad 4 zł, ale one wahają się cały czas.





W ciągu ostatniego miesiąca kapitał nietykalny wzrósł o 18%, co jest wynikiem przekraczającym zakładany 10-procentowy wzrost. Zdaję sobie sprawę, że niewiele na razie inwestuję, ale wolę ostrożnie czekać na dobre okazje. Również biorąc pod uwagę cały miesiąc okazuje się, że przychody z innych źródeł niż praca najemna stanowią ok. 7% całości przychodów (a biorąc pod uwagę tylko przyrost kwoty nietykalnej, to aż 11,8%).
Nudny proces bogacenia się trwa...

wtorek, 5 października 2010

Moja feralna pomyłka na eurodolarze

Bardzo niechętnie o tym piszę, ale cóż... skoro prowadzę tego bloga to również do porażek należy się przyznawać. Dziś straciłem na forex'ie wszystko, co zarobiłem przez ostatnie dwa tygodnie. Wiele osób zapewne powie teraz: "a nie mówiłem", "tak to jest jak się bawi w ten hazard", ale i tak będę bawił się w to dalej i będę pisał o stratach ku uciesze większej części naszego społeczeństwa :) Zadziwiające jest to, jak bardzo w naszym kraju cieszy nieszczęście drugiej osoby. No ale do rzeczy! Jak to się stało? Przez ostatnie dni szło mi różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Byłem na lekkim minusie w stosunku do wartości konta po ostatnich, optymistycznych wpisach, ale dziś zaskoczyłem sam siebie. Odpaliłem metatrader'a, pogapiłem się na spadający kurs EURUSD i otworzyłem pozycję buy (bo nie wiedzieć czemu wydawało mi się, że to była tylko mała korekta tendencji wzrostowej) i... po chwili złapałem się za głowę. Kurs poleciał dalej w dół wycinając mego stop loss'a. Nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie to, że zamiast lotem o wielkości 0.01 zagrałem lotem 0.1. Straciłem więc 10 razy więcej niż straciłbym normalnie. Przydałby się w tym momencie system jaki posiadają profesjonalni traderzy, odcinający mnie całkowicie od dalszej gry w danym dniu. Odciąłby mnie od takich głupich myśli jak: "zaraz się odegram". Tak oto dzięki dwóm bezmyślnym transakcjom zmarnowałem bardzo udane 2 tygodnie.

Jeśli chodzi o sytuację na rynku EURUSD, to po bardzo długich, bo trwających prawie miesiąc wzrostach Euro oddało nieco swojej wartości na rzecz dolara i oscyluje w granicach 1.3670-1.3690. Żadne dane makroekonomiczne nie były w stanie wyklarować oczywistego trendu. Na forach zdania są podzielone. Część osób twierdzi, że to tylko korekta i po ewentualnym spadku do 1.3620 polecimy znów w górę przebijając poziom 1.38, a nawet 1.39, część jest zdania, że czeka nas głębsze odbicie na południe, nawet poniżej, silnego moim zdaniem, wsparcia na poziomie 1.35. Ja do tej pory byłem zdania, że po cofnięciu do poziomu 1.3680 euro znów się umocni, jednak coraz dłuższy marazm na rynku powoduje, że coraz bardziej w to wątpię.

środa, 29 września 2010

ZPC Otmuchów - cel zrealizowany

Wprawdzie po redukcji niewiele mi tego Otmuchowa zostało, ale zakładany, 5% zysk został zrealizowany. Przyznam, że nie do końca rozumiem co się właściwie stało i nie bardzo mam teraz czas, aby się tym zająć. Z tego co widzę na forach nie tylko ja miałem ten problem. Tak więc mogłem popatrzeć tylko na akcje idące po 17 zł. Tak czy siak plan zakładał 5% i te 5% mam. Teraz czekam na GPW.

Forex nadal jeszcze moim przyjacielem

Większość osób na forex'ie traci. To prawda. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Napisałem już dwa posty, w których piszę o tym ile zarobiłem, ale przyznaję - jestem jeszcze na minusie. Niektórzy mnie przestrzegają i twierdzą, że mogę wyzerować swoje konto, ale wydaje mi się, że trzymając się moich zasad byłby to proces bardzo powolny, bo nie ryzykuję dużo. Przez ostatni rok moim problemem było głównie nietrzymanie się zasad, o których istnieniu doskonale wiedziałem. To dziwne, ale od kiedy napisałem o tym na blogu udaje mi się trzymać opisanych zasad i dobrze na tym wychodzę. Czas więc na kolejną zasadę.

W poniedziałek na rynkach walutowych było leniwie. Żadnych ważnych danych. Wszyscy się zastanawiali, czy EURUSD przebije 1.3500, czy też nie. Po każdym ruchu w górę lub w dół krzykacze na forach krzyczeli: "byki nadal rządzą" albo "a jednak niedźwiedzie wygrały",itd,itp. Każdy rozsądny trader trzyma się w takich momentach z dala od rynku, ale... nie ja :) Na tej huśtawce najpierw zarobiłem kilka złotych, później kilka straciłem. Gdybym nie trzymał się opisanych wcześniej zasad pewnie straciłbym więcej, ale stop lossy skutecznie wylewały kubły zimnej wody na moją głowę. Zamknąłem dzień na małej stracie. Teraz tylko muszę zapamiętać, że w chwilach takiej niepewności nie ma co na siłę wchodzić w rynek. Poczułem wczoraj znów to głupie uczucie: "jak to tak siedzieć pół dnia i nie otworzyć żadnej pozycji? Trzeba spróbować!" A nieprawda. Nie powinienem próbować, dopóki nie wierzę w moją decyzję i dopóki nie potrafię jej rozsądnie uzasadnić, tylko wydaje mi się, że może mi się uda.

Nie wiem czy to uzewnętrznianie się tutaj pomoże komuś, ale z całą pewnością pomaga mi :) W obawie przed stratami i przed koniecznością przyznania do porażki byłem czujny przez cały wtorek. Od rana zgarnąłem kilkanaście pipsów, po czym otworzyłem długą pozycję tuż przed publikacją danych ze Stanów. CB Consumer Confidence niższy o kilka procent od prognozy, natomiast Richmond Manufacturing Index... Może na początek podam, że poprzedni wyniósł 11. Prognoza wynosiła 6. A dzisiejsza publikacja: -2 !!! Kurs przez chwilę się wahał, ale ja na szczęście nie zawahałem się przed otwarciem dodatkowej długiej pozycji. Poziom 1.3500 szybko został przełamany i zapewne w najbliższym czasie zobaczymy kolejne wzrosty na tej parze.

Miło było dziś popatrzeć na kolejną, prawidłowo podjętą decyzję, z odpowiednio ustawionym trailing stoppem, który w odpowiednim momencie zamknął pozycję, gdy nie było mnie już w domu. Decyzję, która powiększyła dziś moje forexowe konto o 15%.

niedziela, 26 września 2010

Forex - jak zacząć?

Blog Melonmaker'a miał być luźnym opisywaniem rzeczywistej drogi do melona. Chciałem uniknąć na nim pisania poradników. Zostałem jednak zapytany ostatnio przez jedną z osób czytających mego bloga: jak zacząć grać, czy jak kto woli - inwestować, na forex'ie. Ponieważ bardzo mało komentarzy pojawia się pod moimi wpisami, to każdy, nawet najmniejszy wpis cieszy mnie bardzo i postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie. Może nie do końca w formie poradnika, ale w formie retrospekcji. Postaram się przypomnieć jak wyglądały moje początki przygody z walutami.

Ponieważ od zawsze byłem zwolennikiem praktyki, a nie teorii, nie mogę odpowiedzieć na pytanie: jakie książki polecić? Nie przeczytałem żadnej. Jak ktoś jest na tyle dobry, by z forex'u żyć, to nie bawi się w pisanie książek, bo nie chce stracić przewagi nad tymi, którzy odpowiedniej wiedzy nie posiadają. Jak ktoś musi pisać książki, to pewnie nie osiągnął zbyt wiele na forex'ie. Wiem, wiem... generalizuję. Pewnie są wyjątki, ale nie chciało mi się ich szukać. Lubię poznawać takie rzeczy sam. Nie myślę o forex'ie jak o maszynce do zarabiania pieniędzy, której koniecznie muszę się nauczyć z książek. Myślę o tym jak o kolejnym wyzwaniu i hobby, co widać po wielkości mojego rachunku :)

Od czego zacząć? Moim zdaniem od założenia rachunku testowego. U większości dostawców jest możliwość otwarcia rachunku z dowolną wirtualną kwotą. Można przetestować kilka rachunków i zdecydować, który nam pasuje. Pierwsze transakcje można zawrzeć kompletnie bez analizowania rynku, aby po prostu nauczyć się działania platformy.
Podstawowe rzeczy jakie trzeba pojąć to:
- otwieranie zleceń buy/sell czyli zajmowanie pozycji długiej i krótkiej
- ustawianie 'take profit' oraz 'stop loss'
- ustawianie 'trailing stop'
Wszystko to można "wyguglać" lub znaleźć w instrukcji i z tymi podstawami da się już praktykować forex.

Jest wielu przeciwników gry na wirtualnych kontach. Twierdzą oni, że ma się to nijak do rachunków rzeczywistych. Ja jestem zdania, że najpierw trzeba zacząć zyskiwać systematycznie na koncie wirtualnym i najlepiej, by nie było to skalpowanie, czyli ciułanie po kilka pipsów, ale pozycje trzymane dłużej i dające nam co najmniej 20 pipsów z jednego zlecenia.

Po prostu trzeba pamiętać, że gdy już otworzymy rzeczywisty rachunek to:
- zarabianie stanie się natychmiast 20 razy trudniejsze
- szybkie powiększanie stanu konta poprzez otwieranie i zamykanie bardzo wielu pozycji dających nam po 1-2 pipsy nie chce działać tak jak na koncie wirtualnym
- nasza głowa płata nam figle: w sytuacjach gdy kurs odchyla się odrobinę na naszą niekorzyść - na koncie wirtualnym cierpliwie czekamy, w realu nagle tniemy straty, po czym kurs idzie w stronę właściwą; natomiast gdy kurs leci na łeb na szyję - na koncie wirtualnym tniemy jak najszybciej straty, a w realu wydaje nam się, że zaraz się odbije, że może jak jeszcze dołożymy takich samych zleceń, to wyjdziemy na swoje. Frustracja sięga zenitu, bo tracimy prawdziwe pieniądze.

Warto nieco poczytać o analizie technicznej, nauczyć się rysować linie trendu, wyznaczać punkty oporu i wsparcia, korzystać ze wskaźników (ja korzystam głównie ze Stochastics i MACD). Wszystko to można znaleźć w sieci i wszystko to poznawałem bardzo powoli, przez ostatnie 2 lata. Zbyt wiele wskaźników na raz też nie jest zbyt zdrowe. Zawsze gdy zaczynałem czytać jakąś książkę o technicznych aspektach inwestowania, natrafiałem na dużą ilość informacji, których później nie pamiętałem, albo nie byłem w stanie wykorzystać w praktyce. Wolę dodać pierwszy z brzegu wskaźnik dostępny z Metatrader'a do wykresu, a następnie poszukać w sieci, co on przedstawia i sprawdzić, na ile jest dla mnie przydatny. Po kilku dniach dodawałem następny i uczyłem się kolejnego.

Sporo praktycznej wiedzy zdobywam z forów internetowych na tych stronach:
1) www.forex.nawigator.biz - chyba najlepsze forum forexowe jakie znalazłem w języku polskim. Dobre, aby zacząć, poznać opinie ludzi o platformach, itd. Teraz już raczej rzadko zaglądam.
2) forexforums.dailyfx.com - bardzo dobre forum w języku angielskim. Obserwuję często wątek EURUSD, bo tylko na tej parze gram. Żywe dyskusje. Prawie cały czas coś się dzieje. Należy tylko pamiętać, żeby nie sugerować się ślepo sugestiami innych, bo niektórzy grają krótkoterminowo, niektórzy długoterminowo. Niektórzy są wyjadaczami, niektórzy początkującymi. Połowa ludzi obstawia w jednym momencie buy, a połowa sell. Traktujcie to jako pole do nauki, a nie do darmowych sygnałów kupna/sprzedaży.
3) www.forexfactory.com - j.w., ale oprócz dobrego wątku EURUSD, na głównej stronie można znaleźć plan publikacji danych na najbliższy czas. Dane na tej stronie pojawiają się bardzo szybko.

Na forex'ie ile jest osób, tyle jest sposobów na grę. Niektórzy grają na danych. Obserwują publikowane dane z największych, światowych gospodarek i na ich podstawie zajmują pozycję. Też zaczynam tak grać, ale z bardzo małym stop lossem. Zajmuję pozycję przed publikowanymi danymi. Jeśli się pomylę, tracę ok. 10 pipsów. Jak mam rację, to zyskuję ok. 40-100 pipsów. Inni grają tylko wtedy, kiedy nie ma w planach żadnych publikacji i grają zgodnie z trendem. Tak grałem do tej pory i będę to również kontynuował. Niektórzy grają krótkoterminowo, ale z moich obserwacji wynika, że większość "wymiataczy" gra co najmniej średnioterminowo zarabiając po kilkadziesiąt lub kilkaset pipsów z jednej pozycji.

Wydaje mi się, że aby wiedzieć o co w tym naprawdę chodzi potrzeba ok. roku. Później to już walka z psychiką i trzymanie się ustalonych przez siebie zasad, co jest tysiąc razy trudniejsze niż poznanie technicznych aspektów tej zabawy. O moich zasadach, których ostatnio się niestety nie trzymałem, można przeczytać w jednym z poprzednich wątków i z pewnością nie raz jeszcze o nich napiszę. Dużą sztuką jest powstrzymywanie się od otwierania zlecenia w sytuacji, gdy nie jesteśmy pewni. Chociaż pewności stuprocentowej w tym chaosie, składającym się z milionów ludzi o różnym doświadczeniu, podejmujących jednocześnie miliony decyzji raczej nigdy mieć nie będziemy. Możemy jedynie zwiększyć prawdopodobieństwo.

Jak już poczujecie się pewni na rachunku wirtualnym i zdecydujecie się na rachunek rzeczywisty, proponuję na początek jeszcze dwie zasady, o których wcześniej nie pisałem:
- niewielki rachunek; wielu dostawców oferuje obecnie grę mikrolotami i rachunki w wysokości kilkuset zł; tyle wystarczy, aby sprawdzić się w tej pokręconej rzeczywistości;
- ryzykuj tylko mały procent kwoty jaką posiadasz; większość publikacji proponuje ryzykować maksymalnie 3% kapitału; ja ryzykuję 0,5% przy skalpowaniu i grze krótkoterminowej, a do max.2,5% przy grze w dłuższym terminie.

To na dziś tyle. Jest to temat rzeka, więc ciężko go wyczerpać w jednym wpisie.
Zachęcam do spróbowania na wirtualnych rachunkach. Powodzenia!

piątek, 24 września 2010

Forex - cierpliwość popłaca czyli 9,5% w jeden dzień

Po ostatnich szaleńczych poczynaniach na forex'ie, dziś postanowiłem grać bezpieczniej.
Zasady dnia dzisiejszego to:
- obowiązkowy stop loss ok. 10-35 pipsów w zależności od bliskości ważnych oporów (np. przy kursie EURUSD 1.3310 stop loss ustawiłem na 1.3275)
- take profit ok. 2 razy większy niż stop loss
- trailing stop 15 pipsów
- obserwowanie publikowanych danych
- cierpliwe czekanie i nie panikowanie, bo stop loss mnie uratuje przed głupim traceniem pieniędzy.

Jaki był przebieg dnia?
Rano niewielkie wahania kursu w granicach ok. 1.3310-1.3330 pipsów. Ponieważ długoterminowy trend wskazywał na dalsze umocnienie euro postanowiłem ustawiać się tylko i wyłącznie na buy ze wspomnianymi SL i TP. Po leniwym dojściu do 1.3330 zamykałem pozycję i kupowałem znów niżej.

Później miała nastąpić publikacja danych z niemieckiej gospodarki. Uznałem, że tak dobrze zorganizowany i radzący sobie ostatnio kraj nie może nas zawieść i... nie zawiódł. Wystrzał w górę dał kolejne pipsy. Trailing stop zabezpieczał moje zyski.

Później było trochę skalpowania na zmianę na buy i sell, bo wszyscy czekali na dane ze Stanów.
Stany podały:
-  Core Durable Goods Orders 2%
- Durable Goods Orders -1.3%

Rynek chyba na chwilę zgłupiał. Jedno na plusie, jedno na minusie. W którą stronę pójdzie rynek? Ja uznałem, że pójdzie tak, jak szedł do tej pory, czyli Euro w górę. Wprawdzie niewiele, ale poszedł zgodnie z oczekiwaniem. Koleje pipsy do kolekcji.

Po przekroczeniu ślicznej liczby 500 zł na koncie zamknąłem pozycję i spróbuję powstrzymać się już na dziś od tego hazardowego nałogu. Chociaż... czekają na nas jeszcze dane ze Stanów o sprzedaży nowych domów. Kolejny powód, żeby dolar tracił. Może zaryzykuję jeśli do tego czasu będzie jakaś mała korekta.

Ok. 9,5% w jeden dzień. Zysk marzenie. Teraz tylko trzeba wbić sobie do głowy, że takich zasad mam się trzymać zawsze.

czwartek, 23 września 2010

Forex wyzwala we mnie negatywne emocje

Wystarczył jeden dzień od radosnego wpisu o przekroczeniu 500 zł na rachunku forex'owym i... znów to zrobiłem. Znów złamałem wszystkie zasady, tylko tym razem nie skończyło się to tak szczęśliwie jak poprzednio.
Do moich wad mogę dopisać jeszcze: granie przeciw trendowi. Być może wynika to z mojego charakteru, bo nigdy nie lubiłem iść z tłumem. Zawsze szedłem pod prąd wbrew wszelkim trendom, modom, zwyczajom.

Co wczoraj zrobiłem?
1) Powiedziałem sobie rano - powstrzymam się dziś od handlowania, bo zawsze po dużym skoku kursów (a taki miał miejsce na EURUSD w poniedziałek wieczorem po danych ze Stanów) dzieją się rzeczy nieoczekiwane. Czasem jest korekta, czasem jej nie ma. Czasem jest większa, czasem mniejsza. Nawet najlepsza analiza techniczna nie powie co się dalej wydarzy.
2) Wytrzymałem krótko i zacząłem ustawiać małe "zakłady" na buy. Niestety korekta się pogłębiała, więc uciąłem straty.
3) Uznałem, że przez resztę dnia korekta może się powoli pogłębiać. Coś mi odbiło i ustawiłem się na sell. Tyle się naczytałem o nieuczciwych dostawcach usług wycinających stop lossy, że takowych nie ustawiam.
4) Tuż po zajęciu pozycji, w mgnienia oku kurs poleciał, ale nie w tę stronę co chciałem. Jaka była moja reakcja? Jak zwykle: panika! Zamiast ciąć straty dołożyłem do tego kolejne bezsensowne pozycje, które w efekcie dały mi ok. -130 zł w otwartych zleceniach. Frustracja sięgała zenitu.
5) Później jak zwykle poszedłem po rozum do głowy i zacząłem jakieś dziwne hedgowania, które pół dnia później pozwoliły mi zamknąć wszystkie pozycje ze stratą ok. 40 zł. I nie mam już 500 zł na koncie :) Na szczęście nadal jeszcze jestem na plusie w stosunku do ostatniego bilansu.

Może macie jakie sposoby, które pomagają Wam trzymać się swoich zasad? Ja mam wrażenie, że jestem niewyuczalny. Muszę chyba otwierać pozycje na dłużej, ze stoploss'em i zamykać metatradera :)

środa, 22 września 2010

Forex - psychika twoim wrogiem, czyli jak wywalczyć 20% w dwa tygodnie

Mimo, że jest bardzo późno, postanowiłem napisać nieco o mojej grze na forex'ie właśnie dziś, ponieważ dziś przekroczyłem okrągłą kwotę 500 zł (oczywiście nie zysku, tylko na koncie;).
Zrobiłem 20% w dwa tygodnie!
Jeśli jednak czytaliście mój ostatni wpis bilansowy, to zapewne zauważyliście, że nie do końca byłem z moich poczynań forexowych zadowolony.
Dlaczego?
Dlatego, bo złamałem wszystkie swoje (i nie tylko swoje) zasady, których miałem się trzymać.

Zaczęło się od tego, że postanowiłem spróbować swoich sił w międzynarodowej grze ForexBall. Pomyślałem, że będzie to dobra okazja do potrenowania, bo ostatnio kiepsko mi na forex'ie szło. Niestety nie miałem zbyt wiele czasu (uroki pracy na etacie), ale można uznać, że spędziłem 3 dni śledząc w miarę na bieżąco rynek i zajmując na spokojnie odpowiednie pozycje. Przez te 3 dni moje konto powiększało się średnio o ok. 10% dziennie, czyli w sumie o ok. 30% O dziwo utrzymałem się w pierwszej setce w swojej dywizji (na ponad 700 osób startujących i mających do dyspozycji 2 tygodnie) i to bez większego wysiłku. Miałem ok. 90% wygranych pozycji. Zacząłem się wtedy zastanawiać co robię źle "w realu", po czym odpaliłem swoje prawdziwe konto i postanowiłem postępować podobnie jak w konkursie.

Jakie były moje obserwacje?
1) Szukając odpowiednich i wg mnie pewnych pozycji zadowalam się zaledwie 5 pipsami. W konkursie czekałem cierpliwie lub czasem zajmowałem się pracą nie patrząc nawet na kursy. Dzięki temu w ciągu dnia byłem w stanie zgarnąć kilkadziesiąt pipsów, bo nawet jeśli odchyłka była w drugą stronę, to była tylko chwilowa. W "realu" niestety emocje skłaniały mnie do zamykania pozycji przy czterech pipsach zysku, później trzech, dwóch, a na koniec nawet jednym. W sumie po całym dniu zyskiwałem zamiast 10%, jedynie 3%. !!! Zamykałem pozycje zbyt wcześnie !!!.
2) Otwierałem i zamykałem bardzo dużo pozycji na małym plusie. Wtedy powstało złudzenie dużej skuteczności, a tym samym podejmowałem coraz większe ryzyko. !!! Otwierałem zbyt wiele pozycji !!!.
3) Wtedy trafiała się pozycja, po której zajęciu rynek szedł w przeciwnym kierunku. Moja pewność gubiła mnie. Rynek leciał w drugą stronę, a ja zamiast ciąć straty, otwierałem kolejne pozycje, bo "wiedziałem", że rynek musi w końcu pójść w tę stronę co chcę. W konkursie nie miałem oporów przed poniesieniem straty, bo w końcu to tylko wirtualna kasa. !!! Nie ciąłem strat, tylko uśredniałem !!!
4) Musiałem wyjść z pracy, więc jak już byłem na minusie ok. 50 zł, to zacząłem otwierać przeciwne pozycje, żeby zatrzymać tę lawinę. Miałem w sumie 8 pozycji, które sumowały się do -50 zł. !!!Zamiast ciąć - zatrzymałem stratę!!!

Jak to się skończyło? Ano poszedłem po rozum do głowy. Popatrzyłem chwilę na to, co ja właściwie wyrzeźbiłem i uznałem, że w zasadzie to jest spora szansa, żeby te wszystkie pozycje się jakoś pozamykały. Wolałem jednak na to nie patrzeć, żeby znów nie namieszać. Poustawiałem niezbyt zachłanne "tejk profity", bez żadnych "stop lossów" i... poszedłem na bardzo długi spacer, a potem spać.

Na drugi dzień miałem konto powiększone ok. 8 procent i wszystkie pozycje zamknięte. Jak widzicie, więcej w tym szczęścia niż rozumu. A może to właśnie dzięki rozumowi, który na chwilę zadziałał bez zbędnych emocji?

W życiu rozpracowałem już wiele łamigłówek. Od sudoku, przez kostkę Rubika, szachy, aż do dość skomplikowanych projektów, ale forex wciąż mnie zaskakuje. Być może stwierdzicie, że z takim podejściem niedługo się wyzeruję, bo szczęścia nie można mieć wiecznie, ale po tym incydencie udało mi się grać zgodnie z moimi zasadami i dołożyłem kolejne 12% w tydzień. Niestety wiem, że im więcej wygrywam, tym zwiększa się moja pewność, a tym samym zmniejsza moja czujność. Być może niedługo znów trafi się jakiś feler, który unicestwi wszystkie te wyciułane pipsy ;)

wtorek, 21 września 2010

ZPC Otmuchów - kiedy notowania?

Na moim koncie pojawiło się 20 akcji spółki.
Co mnie niepokoi?
- to, że nie wiem nawet kiedy będę mógł je sprzedać; na stronie spółki, ani w innych źródłach nie mogę znaleźć informacji na temat daty debiutu na GPW; mam wrażenie, że jest to mało profesjonalne podejście, ale może się czepiam, bo nie mam doświadczenia w debiutach;
- to, że liczba przydzielonych akcji została znacznie zredukowana; zapisałem się na 50, a dostałem 20; nie pomyślałem, że może tak się stać i dlatego wielkość mojej "inwestycji" wygląda trochę śmiesznie :)
- cisza na forach czy blogach na temat tej spółki

Co mnie cieszy?
- absurdalnie to, co również niepokoi, czyli mała ilość przydzielonych akcji; redukcja oznaczać powinna, że jest duży popyt na tę spółkę i szansa zarobienia;
- to, że mogłem już ustawić oczekujące zlecenie sprzedaży, więc nawet jak przegapię moment debiutu, to moje zlecenie "czuwa"

poniedziałek, 20 września 2010

Bilans nr 3 - 19 września 2010

Ostatnie pół miesiąca to okres bez dokładania do kapitału z pensji. Tylko i wyłącznie tzw. inwestycje (choć do bycia inwestorem się nie poczuwam :) oraz mój raczkujący pseudobiznes.
Na początek tabelka przedstawiająca stan kapitału. Tym razem z dodatkową kolumną zawierającą zmiany kwotowe, a nie tylko procentowe.
I jeszcze zestawienie przychodów:

 Jak widać mam o ponad 102 zł więcej. Dwa główne źródła przychodów w ostatnich dwóch tygodniach to moja firma oraz forex. Jeśli chodzi o firmę, to niestety nie mam zbyt wiele czasu na jej prowadzenie, a do tego brakuje mi nieco pomysłu jak ją rozwinąć. Forex natomiast... ech... szkoda gadać, ale postaram się napisać o tym w najbliższych postach, bo noc już późna. Zdecydowanie cieszy mnie fakt, że w hazardzie i forex'ie odrobiłem straty z poprzedniego okresu. Oby tylko znów nie przegiąć w drugą stronę. Na trzecim miejscu znalazły się odsetki z lokat. Niby niewielka rentowność lokat, ale przynosi pewne złotówki.Reszta to drobiazgi w postaci zmian kursów walut i akcji. Od przyszłego bilansu najprawdopodobniej zrezygnuję z pozycji 'waluty'. Wszystko za sprawą opłat na Walutomacie, które wykończyły spekulantów. Nadal będę kupował tam waluty, ponieważ ich potrzebuję, ale raczej nie będę się już bawił w handel.

To tyle na dziś. W tygodniu, który się pół godziny temu zaczął, postaram się napisać kilka bardziej szczegółowych postów na temat moich poczynań w ostatnich dwóch tygodniach.

środa, 15 września 2010

ZPC Otmuchów

Mimo bardzo różnych opinii na temat tej spółki, w ostatniej chwili, czyli w piątek 10.września, zdecydowałem się zaryzykować małą kwotę i zapisałem się na 50 akcji. Cena została wyznaczona złotówkę poniżej maksymalnej granicy czyli 13,5 zł. Nie spodziewam się dużych zysków, ale mam nadzieję, że debiut ten pozwoli zarobić 5%. Taki zakładam sobie próg, po którym sprzedaję akcje i czekam nadal na debiut GPW, w który zapewne zdecyduję się włożyć więcej.

czwartek, 9 września 2010

Skąd się właściwie bierze ta kasa?

Dziś postanowiłem przyjrzeć się nieco strukturze przychodów. 2 razy w miesiącu przedstawiam tylko stan kasy, ale nie do końca wiecie (o ile to ktoś czyta, bo jeszcze nikt nie skomentował;) skąd to się właściwie bierze. Spójrzmy więc niżej na przychód kasy "nietykalnej":
Jak widać, zdecydowana większość to pieniądze odłożone z wypłaty. Na drugim miejscu znalazła się moja raczkująca firma. Góruje więc niestety praca. Dopiero na trzecim miejscu znalazł się dochód pasywny w postaci odsetek z lokaty. Reszta to marne grosze oraz straty. Jak widać giełda, forex i hazard nie były dla mnie łaskawe.
Myślę, że następne takie zestawienie będzie nieco ciekawsze ponieważ nie będzie zawierało w ogóle przychodu z pracy najemnej.
Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego bilans publikuję w takich dziwnych terminach: ok. 6 i 19 dzień miesiąca, a nie jak większość osób na koniec miesiąca, odpowiedź jest prosta. Szóstego jestem po opłaceniu większości rachunków, raty i spłaceniu karty kredytowej. Wtedy wiem ile mogę w danym miesiącu odłożyć. Dziewiętnasty z kolei jest kilka dni przed wypłatą, czyli bilans z tego dnia będzie zawierał wszystkie przychody niezwiązane z pracą najemną. Eliminowany jest więc ten najmniej pożądany kwadrant.

środa, 8 września 2010

Czy są gdzieś blogi o zarabianiu NIE z reklam i handlu akcjami?

Od kiedy założyłem tego bloga staram się znaleźć blogi o podobnej tematyce. Poza jednym, może dwoma wyjątkami jestem trochę zawiedziony. Większość blogów o dążeniu do miliona:
a) nie ma w ogóle wpisów lub ma jeden dwa sprzed kilku lat
b) ma kilka wpisów o tym jak udaje się zarobić kilkaset złotych po czym przestają działać
c) traktuje o "inwestowaniu" na giełdzie, czyli tak naprawdę o handlu akcjami
d) traktuje o zarabianiu na reklamach, co moim zdaniem jest słabym pomysłem dochodzenia do miliona.

Na temat punktów a i b nie ma co pisać.

Punkt c, czyli handel akcjami jest jakąś opcją, ale na swoim przykładzie wiem, że trzeba mieć na to dużo czasu. Praca na etacie często powoduje "luki" w informacjach i dostępie do usług maklerskich, przez co zdarzają się wpadki i zamiast zysku, nagle mamy 5 razy większą stratę.

Punkt d jest najczęstszą dolegliwością. Być może dlatego, że takie blogi zakładają młode osoby, marzące o byciu milionerem i nie posiadające w ogóle kapitału. Zastanawia mnie jedna rzecz: jaki jest stosunek zysku z reklam do czasu zainwestowanego w stworzenie takiego bloga? Jeśli ktoś ma takie doświadczenia bardzo proszę o komentarz, bo mam nieodparte wrażenie, że wyjdzie jakaś złotówka na godzinę. Ja będąc na studiach i mając wolny dzień, czy też nockę szedłem do marketu, by dorobić 50 zł. Pieniędzy mi wprawdzie nie brakowało, ale traktowałem to trochę jak formę ćwiczeń fizycznych i okazję do powiększenia swoich finansów. Teraz wszystkim wydaje się, że w internecie można stworzyć coś, co będzie na siebie zarabiało. A może jednak warto zacząć od normalnej pracy? Nawet jeśli studiuje się dziennie.

Być może mój blog też czeka los blogów z podpunktu b. Być może wiele osób stwierdzi, że się wymądrzam skoro mam możliwość odkładania 2 tys. zł miesięcznie. Jest to jednak wynikiem zdobywania wiedzy przez ostatnie 10 lat. Najpierw 5 lat studiów, później 5 lat pracy. Teraz być może będzie to 5 lat dodatkowego samozatrudnienia, a potem 5 lat prawdziwego inwestowania. Oby.

Jeśli ktoś ma jakieś namiary na blogi osób, które powiększają swój kapitał w inny sposób niż giełda i reklamy, to bardzo proszę o informację. Chętnie poczytam i być może wymienię się doświadczeniami.

wtorek, 7 września 2010

Cel - milion

W podróży podobno nieważny jest cel, lecz sama droga. W przypadku dążenia do miliona cel, a nawet cele pośrednie są tak samo ważne jak sposoby dążenia do niego. W jednym z poprzednich postów napisałem, że gdybym powiększał swój kapitał o 10% miesięcznie, to doszedłbym do miliona po mniej niż 5 latach. W obecnej sytuacji jestem w stanie dokładać co miesiąc 10% i jestem w stanie utrzymać to tempo przez co najmniej rok. Przez ten rok jest czas, by coś w życiu zmienić na tyle, by realne było dalsze powiększanie kapitału w takim tempie.

W najświeższym bilansie z 6 września widniała nietykalna kwota: 9262,24 zł. Przyjmuję ją jako kwotę bazową, powiększaną o 10% miesięcznie. Zatem na początku stycznia 2011 roku kwota nietykalna powinna wynosić 13561 zł. Pół roku później, czyli na początku lipca (czyli mniej więcej rok od czasu kiedy zacząłem więcej oszczędzać) kwota nietykalna powinna wynosić 24024 zł. Nie powinno być z tym większych trudności, a być może uda się zbudować trochę rezerwy, która pozwoli na łatwiejsze osiąganie kolejnych celów. Dalsze cele traktuję póki co z dużym dystansem. Bardzo możliwe, że rozciągnę to wszystko nieco w czasie, ale to dopiero za jakiś czas.

Cele najbliższe i najważniejsze:
6 stycznia  2011 - 13561
6 lipca        2011 - 24024

Cele dalsze:
6 stycznia  2012 - 42560 zł
6 stycznia  2013 - 133571 zł
6 stycznia  2014 - 419222 zł
6 listopada 2014 - melon, milion, duża bańka

Bilans nr 2 - 6 września 2010

Czas na bilans nr 2.
Lokata - Standardowe 1500 zł do lokaty nietykalnej dołożone. Dołożyłem również co nieco do lokaty tykalnej. W tych dwóch pozycjach przyrost jest największy. Wprawdzie to przyrost z pracy najemnej, ale taki jest początkowy plan.

Firma - przez ostatni miesiąc zrobiłem ponad 1000 zł obrotu i wyszło z tego mniej więcej 70 zł czystego zysku. Byłoby tego 2 razy więcej gdyby nie prowizje Allegro. Niestety mało mam ostatnio czasu na rozwój firmy, a chciałbym w niedalekiej przyszłości postawić sklep internetowy, aby więcej obrotu szło przez sklep, a mniej przez Allegro.

Akcje - dobijają dna. Kolejne 7% w dół. Coraz bardziej interesuje mnie debiut GPW. Być może w niego zainwestuję.

Waluty - kilka razy kupiłem i sprzedałem euro na walutomacie, póki jeszcze nie pobierają prowizji. W sumie uciułałem ledwo ponad 5 zł, ale zawsze to do przodu.

Forex - tu przyznaję się i jest mi wstyd, że znów nie trzymałem się swoich własnych zasad. Otworzyłem w sumie 3 pozycje, bo jak zwykle wydawało mi się, że jestem mądrzejszy i "to na pewno się odbije". Straciłem trochę. Później trzymając się swoich zasad odrobiłem ok. 30% tego co straciłem, ale i tak jestem na minusie. Ostatnimi dniami jednak nie miałem na forex czasu, a żałuję, bo euro znów zaczęło się umacniać, w co ostatnio mocno wierzyłem.

Hazard - tu wyszła procentowo największa strata. Zastanawiam się jednak czy serwis bukmacherski nie ma jakiegoś mechanizmu, który nie pozwala wyjść w grach losowych na plus, bo już po raz drugi zbliżam się do odzyskania 80% wpłaconego kapitału i nagle mam same straty, po czym znów zaczynam wygrywać. Cóż... podejmuję próbę numer trzy :)

Reklamy i zdjęcia - bez zmian. Zmiany spowodowane różnicami kursowymi.

Kwota nietykalna wzrosła o prawie 20%. W następnym wpisie postaram się ustalić jakieś plany i cele, żeby na ich tle obserwować przyrost kapitału. Póki co wpisy są troszkę chaotyczne, ale nie mam niestety zbyt wiele czasu.

piątek, 27 sierpnia 2010

Bilans nr 1

Czas przejść do rzeczy. Pierwszy bilans. Wprawdzie sprzed kilku dni, ale nie robiłem świeżego, bo zrobię kolejny za kilka dni. Jeśli nawet będę je tu zamieszczał z małym opóźnieniem, to będę się starał, by wykonywane były co ok. 15 dni.
Ku mojemu zdziwieniu, mam powyżej 1% miliona :)
Kurs euro i dolara zamieszczam dla wyliczeń wartości walut, przychodów zdjęć i z reklam.

Opis grupy Zdjęcia

Interesuję się fotografią. Kiedyś zamieściłem kilka zdjęć na jednym z mikrostocków. O dziwo znaleźli się chętni, by je kupić. Niestety mój zapał fotograficzny ostatnio osłabł, ale zdjęcia te są poniekąd moimi aktywami, które w każdej chwili mogą wzrosnąć. Być może z czasem dodam tam więcej zdjęć. Warunek taki sam jak wyżej, czyli - nie konsumuję tych pieniędzy.

Opis grupy Reklamy

To też traktuję trochę jak ciekawostkę. Wiele osób w sieci zarabia na reklamach. Na dwóch innych moich stronach zamieściłem reklamy. Będziecie mieli okazję zobaczyć czy zarobki z tego tytułu cokolwiek urosną. Średnio wierzę w taką formę zarobków, ale kto wie, może ktoś chociażby z dobrego serca kliknie, by dołożyć co nieco do mojego miliona :) Chociaż w Polsce to chyba nierealne. Prędzej się doczekam obelg i dziwnych komentarzy niż jakiegokolwiek wsparcia ;) Tak czy siak ja lubię czasem dołożyć np. w totolotku do czyjegoś miliona. Kosztuje to niewiele, a komuś może spełnić marzenia. Warunek standardowy: nie konsumuję kasy z reklam.

Opis grupy Hazard

Tę grupę dodałem jako ciekawostkę. Jakieś 4 lata temu, na jednym z serwisów bukmacherskich znalazłem grę, w której moim zdaniem były bardzo duże szanse wygranej. Oczywiście przy odpowiedniej strategii. Z 50 zł dość szybko zrobiło się 500 zł i oczywiście wtedy chciwość wzięła górę, a serwis podczas gry generował błędy lub przegrane. To dało mi do myślenia. Przestałem wtedy wierzyć w uczciwość serwisu. Dowodów, że straciłem pieniądze w wyniku błędów nie było, bo w historii wszystko widniało jako normalne porażki. Miałem tylko jednego screenshota z napisem error. Po 3 latach, czyli ok. pół roku temu znów się skusiłem. Postanowiłem wpłacić znów 50 zł i sprawdzić. Jeśli będą błędy: każdą grę będę nagrywał, by mieć dowód. Na początku niestety bez błędów przegrałem 45 zł. Zostałem z 5 złotymi na koncie i postanowiłem zacząć myśleć. Opracowałem strategię i gram najwyżej raz dziennie z maksymalnie 4 zakładami. Oznacza to maksymalną dzienną stratę w wysokości 6 zł, ale jak do tej pory tylko raz odnotowałem stratę. Metoda jest prosta i póki co z 5 zł wyszedłem na ponad 35 zł, czyli jest całkiem skuteczna. Zobaczymy jak będzie dalej. Warunki takie jak wyżej: wygranych nie konsumuję, a jak przegram, to nie dokładam.

Opis grupy Forex

Zainteresowałem się forexem ok. 2 lata temu. Od ok. roku mam prawdziwy rachunek i staram się walczyć ze swoją psychiką, by robić to, co powinienem i nie panikować. Tylko wtedy udaje mi się odnosić małe sukcesy. Kwota podana w rubryce Forex jest stanem mojego rachunku forexowego. Niestety stan tego rachunku był nieco wyższy na początku (ale i dużo niższy ok. 2 miesiące temu), ale cóż zrobić... straty, straty, straty... W przypadku forex'u nie liczę na jakieś spektakularne sukcesy jednak lubię ten rynek i tę grę (bo dla większości jest to jednak gra, a nie inwestycja). Chcę się nadal uczyć walki z emocjami towarzyszącymi tej grze, a umieszczanie tutaj salda rachunku powinno mnie zmusić do większej ostrożności. Może również "forexowcy" znajdą tu w przyszłości coś dla siebie. Póki co gram wielkością 0,01 lota i otwieram maksymalnie dwie pozycje. Przy czym drugą otwieram jedynie krótkoterminowo gdy akurat mam już jedną pozycję otwartą na dłuższy termin.
Warunki są dwa: nie wycofuję wygranych pieniędzy i nie dokładam jeśli stracę.

Opis grupy Waluty

W zasadzie to tylko jedna waluta mnie interesuje: euro. Raz na jakiś czas kupuję euro, ponieważ mam kredyt hipoteczny w tej właśnie walucie oraz potrzebuję euro gdy wyjeżdżam służbowo za granicę. Gdy jestem "zatowarowany" na ok. 3 miesiące w waluty, mogę sobie pozwolić na mały handel. Gdy euro tanieje, kupuję, gdy drożeje, sprzedaję. Są to niewielkie kwoty. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że niezależnie od tego, czy mam złotówki, czy euro, to i tak jestem w stanie tę walutę "zużyć".

Opis grupy Akcje

Akcji posiadam niewiele i są to chybione "inwestycje" z przeszłości pozostawione z nadzieją, że może kiedyś chociaż trochę odbiją. Są to tak małe kwoty, że nie warto tego sprzedawać. Zostawiłem tę grupę, bo być może czasem skuszę się na handel akcjami. Ostatnio udało mi się zarobić na debiucie PZU ok. 1300 zł, więc na pewno będę się rozglądał za takimi okazjami. W handlu papierami wartościowymi jestem słaby, więc muszę być bardzo ostrożny. Dobre efekty odnotowywałem tylko wtedy, gdy naprawdę dużo czasu nad tym spędzałem, a nie chodzi mi tu o to, żeby się narobić, tylko raczej inwestować w ten sposób, by kiedyś mieć więcej wolnego czasu, a nie mniej.
Warunek jest jeden: jeśli zaryzykuję handel akcjami i stracę, to stratę muszę pokryć z pensji, co będzie dla mnie pewnego rodzaju karą za źle podjęte decyzje i nie spowolni procesu dochodzenia do miliona.

Opis grupy Firma

Założyłem niedawno firmę i próbuję handlować rzeczami związanymi z moimi zainteresowaniami. Zainwestowałem zaledwie 1800 zł na początek, a ponieważ ciężko określać w danym momencie wartość firmy, będę umieszczał tu narastające zyski z firmy oraz w przybliżeniu zainwestowany kapitał. Nie będę podawał dokładnej wartości towaru w danym momencie, bo kwota będzie się na pewno wahała o +/- tysiąc złotych. Dodam tylko, że do kosztów działalności przez pierwszy rok nie doliczam zdrowotnego (ZUS opłaca za mnie firma, w której pracuję na etacie). Uznaję to za koszt nauki. Niektórzy inwestują w studia, ja uznałem, że lepiej zainwestować 3 tys. zł na rok w zdrowotne, które pozwali mi bezstresowo posiadać firmę. Oczywiście zarobionych w firmie pieniędzy nie wycofuję. Wszystko idzie na rozwój, ponieważ w przyszłości to ma być główny motor prowadzący do miliona. Z samych oszczędności raczej się nie da.

Opis grupy Lokaty

W momencie gdy nie wiem co lepszego zrobić z kapitałem, wkładam go na odnawialną, jednodniową lokatę. Marne 4% w skali roku jest lepsze niż nic. Z lokat wydzieliłem część "nietykalną". Część "nietykalna" to suma odłożonych pieniędzy, czyli wielokrotność 1500 zł, które co miesiąc odkładam oraz odsetki od lokat. Resztę stanowi kasa "nadwyżkowa", którą odkładam, ale w każdej chwili mogę wycofać na bieżące potrzeby. Lokata "nietykalna" nie oznacza całkowitej nietykalności, ponieważ kapitał może się przemieszczać pomiędzy poszczególnymi grupami jeśli któraś z grup okaże się wyjątkowo atrakcyjna.

Podstawowe założenia

Kapitał podzieliłem na kilka, może nieco dziwnych, grup:
- lokaty
- firma
- akcje
- waluty
- forex
- reklamy
- hazard
- zdjecia
Opis każdej z grup w następnym wpisie.

Mój profil

Na początek mój profil:
- na karku trzydziecha
- praca w branży IT pochłaniająca niestety dość dużo czasu
- samochód i mieszkanie mam, więc na razie większych zakupów nie planuję. Kredytu samochodowego właśnie się pozbyłem. Został mieszkaniowy. W najbliższym czasie w żadne inne kredyty nie planuję się pakować
- po spłaceniu comiesięcznych zobowiązań jestem w stanie odłożyć bez większego problemu 1500 zł i nie jest to dla mnie jakieś wielkie wyrzeczenie. Chcę nadal normalnie żyć i nie oszczędzać na każdym kroku.

W przeszłości odnotowałem wiele wpadek (W nawiasie ilość lat praktycznego, czyli opartego na prawdziwych pieniądzach doświadczenia w każdej z dziedzin. Nie żadne dema czy wirtualne gry):
- na giełdzie (5 lat z przerwami)
- przy kupnie w najgorszym możliwym momencie funduszy (3 lata)
- na forex'ie - ponosiły mnie emocje (rok)
- w internetowych kasynach - naiwnie myślałem, że są uczciwe - o tym dalej (2 lata)
- w pracy - traciłem pracę, ale na szczęście później dostawałem lepszą (5 lat)

Na szczęście zawsze starałem się "inwestować" z umiarem, tak aby nauka "na żywym organizmie" nie kosztowała mnie oszczędności życia. W większości przypadków traciłem, a ostatnio oscyluję wokół zera.

Jak zostać milionerem?

Tu nie będzie wywodów i dywagacji o tym co trzeba robić by być milionerem. Tu będzie czysta praktyka. Studium przypadku. Próba ugryzienia tematu.
Nie wiem czy mi się uda, bo tak jak każdy mam dużo momentów zwątpienia. Ci, którzy miliony osiągają, podobno nie zrażają się porażkami. Mnie do tej pory porażki dość mocno hamowały. Wielu z Was pewnie przeczytało motywacyjne książki np. pana Roberta Kiyosaki (jeśli nie, to zachęcam, żeby poguglać).
 Nie wiem ile w nich prawdy, a ile amerykańskiego bełkotu, który dobrze się sprzedaje i który mam czasem okazję słyszeć w pracy, ale nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że aby do czegoś dojść, trzeba konsekwentnie, krok po kroku, realizować swój cel.

Zgodnie z tym co napisał pan Kiyosaki w "Inwestycyjnym poradniku bogatego ojca":
"Inwestowanie jest planem, często nudnym, monotonnym i prawie mechanicznym procesem bogacenia się", tak więc nie obiecuję uniesień i ekscytujących wrażeń ;)

Ta strona ma być również formą mobilizacji dla mnie. Chciałbym ją aktualizować co najmniej raz w miesiącu, a optymalnie byłoby aktualizować ją co najmniej 2 razy w miesiącu. Pozwoli ona mi, oraz Wam, spojrzeć na realne wartości, kwoty i ich przyrost w czasie.

Teoretycznie, posiadając taki kapitał jaki posiadam w tej chwili i pomnażając go w tempie 10% miesięcznie, powinienem mieć milion za ok. 4,5 roku. Czy możliwe jest osiągnięcie takiej stopy zwrotu? Na początku przyrost kapitału będę odnotowywał głównie z odkładania części pensji, ale jednocześnie będę starał się pracować nad innymi formami przychodów. Pensja daje pewny przychód, ale co w momencie, gdy nie będę mógł dołożyć do oszczędności 10%? Nad tym zastanawiam się ostatnio prawie codziennie :)