Strona główna

wtorek, 8 marca 2011

Bilans nr 10 - 6 marca 2011

Gdy na wszystkich podobnych blogach kurz po opublikowaniu podsumowań lutego opada, za podsumowanie miesiąca biorę się ja. Portfel blogowy wzrósł tym razem o 1733,44 zł i jest bliski przekroczenia 20 tys.

Spójrzmy skąd się to wzięło.


Przez ostatnie miesiące odkładałem równolegle pieniądze na pewne prywatne cele, a ponieważ odłożyłem już mniej więcej tyle ile potrzebuję, to w tym miesiącu postanowiłem dorzucić nieco więcej z pensji. Być może na stałe podwyższę wpłaty do 1600 zł.

Odsetki z lokat przyniosły nieco mniej zysku niż w zeszłym miesiącu, a to za sprawą krótszego miesiąca.

Pojawiła się natomiast pozycja, która dawno nie gościła w moim portfelu, czyli akcje. Jakiś czas temu pisałem
o chęci przeprowadzenia małych giełdowych spekulacji. Po kilku dniach od opublikowania tego teoretycznego wpisu przyszedł czas na praktykę. Po publikacji wstępnych danych finansowych firmy Novita postanowiłem spróbować z nią szczęścia. Drugim typem było PKO BP. 



Oczywiście nie wyszło do końca tak jak chciałem. Myślałem, że przeprowadzę jedno lub maksymalnie dwudniowy handel i zamknę pozycję z zyskiem lub stratą. Ponieważ na rynku zapanowała mała konsternacja, a ceny moich spółek tkwiły w chwilowej konsolidacji, nie zamykałem pozycji ze stratą, tylko cierpliwie czekałem. No i doczekałem się. W zeszłym tygodniu nastąpiło wybicie na obydwu spółkach. Będąc akurat w podróży nie wiedziałem nawet, że moje zlecenie sprzedaży ustawione prawie miesiąc temu na spółce Novita zostało zrealizowane. Kwota zysku (53,6 zł) może nie jest zawrotna, ale po odliczeniu prowizji to ok. 6,2% zainwestowanej kwoty. Wprawdzie PKO BP jest też na plusie, ale po poniedziałkowej publikacji dobrych danych na temat zysków wszyscy liczą na kolejne wzrosty. Liczę na nie również i ja, dlatego wstrzymam się jeszcze ze sprzedażą.

Oprócz tego wciąż trzymam akcje Polimexu. Niestety po przeczytaniu opinii w sieci, że nadal będzie spadać nie zrealizowałem swojego pierwotnego planu. Miałem uśrednić po cenie 3,3. Gdybym to zrobił byłbym teraz na lekkim plusie na wszystkich akcjach. Kolejny błąd - sugerowanie się opiniami innych. Gdybym uśrednił, to zapewne teraz zamknąłbym wszystkie pozycje, aby zrealizować zysk ponieważ mam wrażenie, że sytuacja na rynku jest niezbyt pewna i czeka nas trochę wahań. No ale to tylko takie moje przeczucia. Z drugiej strony wierzę, że w dłuższym terminie Polimex dobije znów do 4 zł.

Ech... kiedy ja się nauczę porządnego handlowania ;o)

środa, 23 lutego 2011

GnuCash, czyli wydatki pod kontrolą

Przeglądając jakiś czas temu jeden z blogów natknąłem się w komentarzach na informację o aplikacji do zarządzania wydatkami o nazwie GnuCash. Wprawdzie nie jestem zwolennikiem patrzenia na każdy wydawany grosz i zapisywania wszystkiego z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku, ale przyznaję, że raz, a czasem dwa razy w roku notuję większość miesięcznych wydatków, aby zobaczyć gdzie właściwie się ta kasa rozłazi. Takie spojrzenie pozwala mi raz na jakiś czas nieco "uzdrowić" finanse. Do tej pory notowałem wszystko w Excelu. Czasem dzieliłem wydatki na kategorie. Wszystko to spełniało swoje zadanie, jednak było bardzo prowizoryczne. Pomyślałem więc, że warto dać temu programowi szansę.

Poniżej kilka słów na temat tego, co mi się w programie spodobało.

Licencja

Jak sama nazwa mówi, program można kopiować i używać na zasadach licencji GNU. Dla przeciętnego użytkownika oznacza po prostu brak opłat. Program jest darmowy.

Bezpieczeństwo danych

Programów do zarządzania budżetem domowym powstało już wiele. Wiele z nich jest jednak aplikacjami on-line, co kompletnie do mnie nie przemawia. Nie chcę, by ktoś miał dostęp do wszystkich moich finansowych danych. GnuCash instalujemy na swoim komputerze i tam go używamy. Nasze dane nie fruwają po jakichś serwerach.

Mała księgowość

Gdy pierwszy raz spojrzałem na ten program, jego budowa na zasadach księgowości nieco mnie przeraziła. Chciałem prostej aplikacji do zapisywania wydatków, a dostałem kombajn finansowy, który już na wstępie wymagał pewnego przygotowania. Odpuściłem sobie, ale gdy na drugi dzień miałem wolny wieczór postanowiłem powalczyć.

Najpierw utworzyłem plan kont. Użyłem kreatora, wybrałem kilka opcji, które mi odpowiadały i już miałem plan. Jak się później okazało standardowy plan odpowiadał mi w ok. 95%.



Jak widać na załączonym obrazku konta są w hierarchii drzewa (nie rozwijałem ich zbyt mocno, bo by się nie zmieściły). Mamy aktywa, pasywa, kapitał własny, kredyty, przychody, wydatki. Pod tymi kategoriami możemy tworzyć dowolne podkategorie oraz konta. Możemy też zmienić opis już istniejącego konta. Pełna dowolność.

Zabrałem się do dodawania mojego "majątku" :) Gdy sami dodajemy jakieś konto, możemy od razu wpisać bilans otwarcia: np. eBank 300 zł. Jeśli jednak konto już istnieje, to księgujemy na nim właściwą kwotę, a jako przeciwną stronę księgowania dajemy Kapitał własny/Bilans otwarcia.

Gdy już dodałem salda wszystkich kont, lokat, akcji, karty kredytowej pojawił się pierwszy problem. Podczas tworzenia planu kont wybierałem walutę i wszystko jest w PLN, a tymczasem mam też dwa konta eurowe i kredyt w tejże walucie. Okazuje się, że GnuCash ma kolejną zaletę, mianowicie...

Wielowalutowość

Utworzyłem kolejne konta. W ich ustawieniach wybrałem EUR. Dodałem kolejne salda i co widzę? Gdy zwijam kategorię, w której są konta o różnych walutach, to w nagłówku "drzewa" (np. 'Kapitał własny' na załączonym obrazku) widać tylko sumę PLN. Euro jest niewidoczne. Co zrobić by było uwzględnione? W menu 'Narzędzia' wybieramy 'Edytor cen'. Wpisujemy kurs waluty i po zwinięciu menu euraki przeliczone są na złotówki i sumowane z pozostałymi złotówkami.

Powyższy mechanizm oraz możliwość wpisania wartości środków trwałych prowadzi do kolejnej ciekawej cechy. Możemy zobaczyć swoją...

Wartość netto

Po jednej stronie mamy zsumowane aktywa: wszystkie konta, lokaty, inwestycje, a także fundusze emerytalne. Możemy dopisać środki trwałe, np. mieszkanie (tu dałem cenę zakupu), samochód (sprawdziłem ceny na rynku i zaniżyłem o ok. 15%, bo wiadomo, że straci na wartości). Z drugiej strony mamy pasywa w postaci kredytów, kart kredytowych, itp. Na pasku na dole pojawia nam się nasza wartość netto. Głównie dla tej opcji postanowiłem kontynuować używanie tego programu, bo jest to znacznie przyjemniejszy widok niż wartość mojego blogowego portfela ;) Nawet jeśli nie będę na bieżąco notował wszystkich wydatków, to raz w miesiącu skoryguję wszystkie wartości o przychody oraz koszty, wrzucając wszystkie wydatki na jedno, zbiorcze konto. Dzięki temu będę mógł porównać wzrost wartości portfela blogowego do wzrostu wartości netto.

Edukacja. Nauka księgowania.

Na koniec chciałem jeszcze zwrócić uwagę na pierwiastek edukacyjny. Jeśli ktoś jest na etapie nauki księgowości, to warto poużywać przez chwilę tego programu, aby zobaczyć jak działa prawdziwe księgowanie w programie komputerowym. W szkołach uczą zazwyczaj rysowania kont w postaci litery T na papierze i podczas pierwszego zetknięcia się z profesjonalnym oprogramowaniem finansowym świeży "naukowiec" nie wie z czym to się w ogóle je (sam tak kiedyś miałem). Myślę, że GnuCash może być dobrym wstępem do późniejszej pracy z takimi programami.

Jaśli ktoś ma ochotę wykorzystać ten program, czy to do zapisywania codziennych wydatków, czy to do monitorowania stanu swojej wartości netto, to polecam odwiedzić stronę: www.gnucash.org

Oprócz kilku wymienionych zalet program posiada szereg dodatkowych opcji i raportów, których jeszcze nie wykorzystałem, ale jestem przekonany, że każdy znajdzie coś dla siebie.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Bilans nr 9 - 6 lutego 2011

Kolejne podsumowanie niewiele różni się od pozostałych. Standardowe półtora tysiaka zarobione i dołożone. Odsetki dopisane. Ktoś spyta: a jest jakakolwiek różnica? Mało widoczna, ale jest. Pierwszy raz dokładam mniej niż 10% wartości całego portfela, co jest dla mnie małym sygnałem, że trzeba będzie nieco przyspieszyć. Obym miał wystarczająco "pary", by to zrobić. Póki co jestem dość mocno chory i zbieram siły.

Poniżej stan portfela miesiąc temu i obecnie oraz struktura przychodów, czyli skąd się wzięły moje pieniądze.

środa, 2 lutego 2011

Spekulacje giełdowe

Do inwestycji długoterminowych nigdy nie miałem cierpliwości. Jest to duży błąd. Zdaję sobie z tego sprawę i powoli uczę się inwestycji w terminach dłuższych. Ponieważ jednak zawsze kusił mnie daytrading, postanowiłem zrobić mały eksperyment (póki co tylko teoretyczny). Dwa dni temu usiadłem wieczorową porą i zacząłem szukać potencjalnych, jednodniowych okazji na giełdzie. Na podstawie danych oraz newsów wytypowałem trzy spółki: KGHM, Millenium oraz Bakaland. Na koniec kolejnego dnia zmiany cen tych spółek wyglądały następująco:
KGHM +3.98%
Millenium +6.20%
Bakaland +2.40%
Wynik całkiem przyzwoity jak na jeden dzień. Może nie tak dobry jak Petrolinvest, ale zawsze do przodu.
Zachęcony wynikiem wczoraj znów wykonałem podobny zabieg i wytypowałem takie oto spółki:
Pamapol -0.5%
PKO BP +1.3%
Mieszko +5.3%
Tym razem gorzej, ale nadal na plusie. Dziś wytypowałem 3 kolejne spółki. Jedna z nich się powtarza.
LPP
PKO BP
Simple
Zobaczymy co z nich zostanie na koniec dnia jutrzejszego. Póki co, to tylko zabawa, ale ciekaw jestem, czy da się tak realnie handlować akcjami i odnosić jakieś sukcesy. Zapewne nie dowiem się dopóki nie spróbuję.

środa, 26 stycznia 2011

Polimex Mostostal po raz wtóry

Jakiś czas temu kupiłem 130 akcji Polimexu po 4,15 zł. Taki minimalny pakiecik gdyby cena miała się nie odbić od 4 zł. No i nie odbiła się. Wprawdzie przez moment byłem na plusie, gdy nastąpił skok do ok. 4,3 zł, ale nie wykorzystałem tego. założyłem sobie, że przy spadku powyżej 10% dokupię akcje. Znam powszechne opinie o tym, że uśrednianie strat nie jest dobrą strategią, ale wg mnie kurs za jakiś czas powróci powyżej 4 zł. Póki co wszyscy się dziwią, że gdy wszystko idzie w górę, to Polimex stoi, a gdy wszystko spada, to Polimex spada dwa razy szybciej. W komentarzach dotyczących spółki można wyczytać, że jakiś "grubas" grał na krótko, ale już zamknął pozycję. Wieści ze spółki wciąż są pozytywne. Zdobywane są kolejne kontrakty. Żadnych niepokojących informacji. Większość wcześniejszych rekomendacji zakładała ceny w okolicach 4,5-5 zł. Na 28 lutego planowany jest raport za 4 kwartał. Na 28 kwietnia raport za 2010.

Przedwczoraj kurs spadł do 3,66. Dokupiłem 260 sztuk po 3,67. Uśredniłem zatem cenę do 3,83. Czas pokaże czy zrobiłem dobrze. Czy jest to kolejna korekta trendu spadkowego, czy może odwrócenie trendu? W tej chwili mógłbym powiedzieć, że ruch był dobry, ponieważ od momentu kupna cena cały czas rośnie. W chwili pisania tego tekstu wynosi 3,89, więc  jestem na niewielkim plusie.

Patrząc na wykres można zauważyć, że w zeszłym roku spółka zaliczyła dość konkretny wzrost w okolicach marca (ponad 5 zł). Życzyłbym sobie, aby w tym roku sytuacja się powtórzyła. Na pewno sporo zależy od wyników, ale liczę też trochę na to, że spółki budowlane powrócą do łask z nadejściem wiosny. W końcu jest to branża dość mocno zależna od pogody.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Bilans nr 8 - 6 stycznia 2011

Bilans z 6 stycznia nie dość, że mocno spóźniony, to postaram się, by był krótki, aby nie zanudzać Marcina ;) (niewtajemniczonych odsyłam tu). Żeby jednak Marcina nieco podrażnić pousprawiedliwiam się ;p Bilans jest spóźniony, bo akurat 6 stycznia wyjechałem na narty, a jak już miałem po powrocie chwilę na życie wirtualne, to wdałem się ze wspomnianym Marcinem, pod wspomnianym linkiem, w dość rozwiniętą dyskusję. Przez to bilans zszedł na plan dalszy.

Odłożyłem kolejny raz tę samą kwotę i dopisałem różne, pozbierane zewsząd odsetki. Żadnych innych ruchów inwestycyjnych nie wykonywałem, aczkolwiek robię małe rozeznanie w temacie nieruchomości. Znalazłem tanią ziemię w dość bliskiej odległości od dużego miasta i jestem na etapie sprawdzania, czy warto ją kupić. Póki co wszyscy wkoło powtarzają mi, że warto i nie ma co się zastanawiać. Ja jednak wstrzymuję się, a jak będę miał więcej czasu to wybiorę się, by sprawdzić, czy nie jest na terenie zalewowym. Jak kupię, to dam znać.

Poniżej standardowa tabelka. Stan portfela miesiąc temu i obecnie oraz struktura przychodów, czyli skąd się wzięły moje pieniądze.

wtorek, 11 stycznia 2011

Porażki roku 2010

Wprawdzie nie mogę nazwać roku 2011 rokiem porażek, ale wpis będzie głównie o porażkach, ponieważ zbieram się do poruszenia tego tematu od prawie 2 miesięcy. O niewielkich sukcesach również postaram się nieco napisać, ale to może w podsumowaniu.

Porażka nr 1: Zamknięcie firmy.
Pisałem już o tym kilka miesięcy temu. Mój pomysł na rozkręcenie biznesu okazał się niezbyt efektywny. Większość niewielkich biznesów w Polsce działa na niesamowicie niskich marżach. Więcej było z tym zamieszania niż było to warte. Główne powody zamknięcia: zbyt mała ilość czasu z powodu pracy na etacie, zbyt mała efektywność oraz zbyt mały kapitał początkowy, co równało się niewielkim przychodom i zmęczeniu.

Porażka nr 2: Forex
 
Mimo kilku optymistycznych wpisów w tym temacie ogólnie uznaję to za swoją porażkę. Sukcesy odnosiłem głównie podczas silnych trendów, jednak moja dusza hazardzisty nie pozwalała mi się powstrzymać od gry podczas konsolidacji oraz niepewnej sytuacji. W związku z tym to, co zarobiłem - traciłem. Zdaję sobie sprawę, że otwieram i zamykam zbyt wiele pozycji, ale mały kapitał nie pozwala mi na cierpliwe wyczekiwanie przewidzianej sytuacji. Zazwyczaj sinusoidalne wahnięcia wycinają moje pozycje. Poza tym systematycznie granie pochłania dużą ilość czasu, czyli znów dochodzę do wniosków o małej efektywności.

Obecnie obmyśliłem więc inną strategię. Jeśli mam czas, to obserwuję sytuację od rana i czekam na dogodną sytuację. Najważniejsza zasada to: otworzyć i zamknąć jedną pozycję dziennie. Niezależnie od tego, czy jest stratna, czy zyskowna, zamykam metatradera i nie dokonuję w danym dniu kolejnych transakcji. To zmusza do większego wysiłku. Staram się podjąć jak najlepszą decyzję, nie ryzykując przy tym więcej niż 2% kapitału. Zyskowne pozycje również zamykam gdy osiągną 1-2%. Do tego jestem znacznie zdrowszy, bo nie gapię się w wykresy przez kilka godzin dziennie.

Porażka nr 3: Konkursy.

W tym roku brałem udział w kilku konkursach. Wszelkie konkursy inwestycyjne typu forexball, czy konkurs Skarbca, w którym wirtualnie kupowałem fundusze skończyły się porażką. W forexball przez dłuższy czas utrzymywałem się w pierwszej trzydziestce, jednak sukcesywne zwiększanie ryzyka, by dogonić czołówkę zaowocowało mocnym spadkiem.

Do konkursu Skarbca nie przyłożyłem się - przyznaję się bez bicia. Traktowałem to jako eksperyment. Kiedyś sparzyłem się na funduszach i chciałem wirtualnie sprawdzić, czy coś się zmieniło. Wniosek jest taki, że nie zmieniło się nic. Nadal na funduszach najwięcej zarabiają zarządzający nimi, a "inwestowanie" w nie, to gra prawie taka sama jak gra na giełdzie. Trzeba dobrze wiedzieć kiedy wejść i kiedy wyjść, żeby nie stracić.

Chciałem też wziąć udział w jeszcze jednym konkursie. Bardziej twórczym, z wygraną wysokości 20 tys. zł. Praca nad tym projektem przez jakiś czas pochłaniała mnie dość mocno, dlatego zaniedbałem bloga przez ostatnie 2-3 miesiące. Niestety nie wystarczyło czasu, by wszystko dopiąć, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Na pewno pojawią się kolejne okazje. Zapewne wielu sceptyków stwierdzi, że w większości konkursów szanse wygranej są niewielkie. Ja jednak w całym swoim życiu wygrałem już kilka rzeczy, a łączna wartość moich wygranych to ok. 18 tys. zł, dlatego pewnie będę nadal próbował swoich sił w różnych konkursach, gdy uznam, że mam jakieś realne szanse na wygraną.

Porażka nr 4: Rozwój zawodowy.

Dopiero na czwartym miejscu, ale postanowiłem to odnotować. Myślę, że stagnacja w rozwoju zawodowym była spowodowana głównie wzmożonymi myślami o niezależności finansowej i zdobywaniu innych źródeł dochodu. Wszystkie punkty powyżej pochłonęły sporą część mojej energii, którą mogłem spożytkować na zwiększenie swojej wartości na rynku pracy. Zwłaszcza, że firma jest skłonna inwestować w mój rozwój dość dużo. Zaniedbałem w ten sposób główne źródło zwiększające wartość mojego blogowego portfela. Mam nadzieję, że nie wypłynie to negatywnie na decyzję o corocznej podwyżce.

Czy tylko porażki?

Oczywiście nie tylko. Ogólnie jestem zadowolony z minionego roku. Rok zaczął się od podwyżki. Wiosną poukładałem ważne kwestie finansowe. Następnie pojechałem na porządne wakacje, a dopiero wtedy, w pełni sił zabrałem się za prowadzenie tego bloga i budowanie osobnego portfela. Za duży sukces uważam też to, że jest to zupełnie osobny portfel. Zauważyłem, że wielu bloggerów tworzy różne fundusze: fundusz awaryjny, fundusz na ubezpieczenie auta, fundusz taki, siaki i owaki. Przez to wartość portfela waha się, a w przypadku przeciwności losu zmniejsza się drastycznie. Ja staram się nie mieszać pieniędzy przeznaczonych na życie z pieniędzmi "blogowymi". Wyrzuciłem też z portfela wszystkie wirtualne pieniądze w postaci niezrealizowanych dochodów ze sprzedaży zdjęć czy reklam. Za sukces mogę uznać też to, że byłem w stanie odkładać tyle, by przekroczyć zakładany próg o ponad 18% i prowadzić przy tym życie takie jak do tej pory. Moja wartość netto w postaci chociażby spłacanego kredytu za mieszkanie rośnie niezależnie od tego bloga.

Kolejnym, małym sukcesem jest również gra na giełdzie. Nie oznacza to wcale, że nagle stałem się wytrawnym inwestorem. Moje transakcje na rynku wtórnym nadal pozostawiają wiele do życzenia. Na szczęście transakcji nie było wiele, a te, które miały miejsce, dotyczyły głównie debiutów. Rzuciłem się razem z tłumem innych ludzi na oferty publiczne i dzięki temu zarobiłem w tym roku ok. 1300 zł (blogowy portfel obejmuje tylko Otmuchów i GPW, a wcześniej było jeszcze PZU).

Jak ocenić prowadzenie bloga?

Mam co do tego mieszane uczucia. W pierwszej chwili blog chciałem zaliczyć do porażek, bo mniej chętnie na nim piszę (co jest naturalnym etapem prowadzenia bloga). Blog jest też pewnego rodzaju pochłaniaczem czasu, a do tego zacząłem czuć się jak mały ciułacz, który patrzy tylko na swoje małe grosiki wpływające do skarpety. Z drugiej strony może to jest właśnie sukcesem. Może zobaczyłem, w jakim miejscu jestem. Jak daleko jestem od założonego celu. Zdałem sobie sprawę, że samym ciułaniem co miesiąc tej samej kwoty do miliona mogę dojść dopiero kilka lat przed emeryturą i należy znaleźć inny sposób pomnażania pieniędzy. Taki, który będzie wymagał mniej nakładów i przynosił jakiekolwiek zyski lub taki, który przy większych nakładach przyniesie zyski zdecydowanie przekraczające nakłady. Zadanie niezwykle trudne w obu przypadkach. Mam jednak nadzieję, że kiedyś coś więcej się ruszy i oprócz comiesięcznego dopisywania kawałka pensji do portfela będę mógł pochwalić się czymś naprawdę poważnym i dochodowym. Póki co blog pozostaje w dotychczasowej, może nieco nudnej, formie. Już niedługo zaległe podsumowanie kolejnego miesiąca. Kolejny, mały krok do przodu. Mam nadzieję, że kolejny rok przyniesie nowe pomysły.