niedziela, 11 marca 2018

Powrót do sprawności finansowej

Niecałe cztery lata temu zacząłem budować dom. To był duży cios finansowy. 4 osobowa rodzina z dwójką małych dzieci. Żona na wychowawczym. Do tego nawet po przeprowadzce dom wysysał wszystkie możliwe pieniądze. W 2017 jakoś zaczęło się wszystko składać. Mniejsze wydatki na dom. Żona znalazła nową pracę. Syn dostał się do państwowego przedszkola, więc odpadła opłata za prywatne. Obydwaj synowie mają teraz blisko do przedszkola, więc nie wydaję już kilkuset złotych miesięcznie na ich dowożenie. Poza tym dostałem podwyżkę i potężną premię. Wszystkie te rzeczy działy się po kolei, z miesiąca na miesiąc, powoli.

I tak oto niepostrzeżenie w 2018 rok wszedłem z oszczędnościami prawie sześćdziesięciu tysięcy złotych. Mały szok i niedowierzanie, bo wszystko było rozproszone na kilku kontach. Wprawdzie część tych pieniędzy pójdzie na wykańczanie domu, ale w końcu odczułem większy luz finansowy. Pierwszy raz od 7 lat pojechaliśmy na narty i pierwszy raz polecimy też całą rodziną na krótkie, tygodniowe wakacje.

No dobra... Ale co z tytułowym milionem? Kiedyś pisałem, że w życiu zarobiłem już milion brutto. Milion netto też już pewnie zarobiłem. Mój majątek też jest wart ponad milion (aczkolwiek 60% wciąż na kredyt). 3 różne spojrzenia na milion. I nadal brak pomysłu na to jak przyspieszyć dążenia do tego miliona, który miałbym na mnie zarabiać. Ale póki co najważniejsze, że czuję się znów komfortowo, bo wiem, że co miesiąc stan moich oszczędności wzrasta.

Póki co postanowiłem na spokojnie lepiej monitorować stan gotówki. Zapisuję stan całej kasy 3 razy w miesiącu. Chodzi mi też po głowie kupno kolejnego mieszkania pod wynajem. Ale to będzie realne pewnie dopiero za 3-4 lata. Wcześniej muszę zmienić samochód, bo obecny jest coraz bardziej rozklekotany. Ciekawe ilu ludzi jeździ autem, które jest warte mniej niż jedna wypłata :-) Myślę o tym, czy za jakiś czas nie założyć firmy po to właśnie, by kupować raz na 2-3 lata mieszkania na wynajem. Póki co jestem bardzo zadowolony z wynajmowania obecnego mieszkania lokatorom. To jest coś, co jest do ogarnięcia gdy pracuje się na etacie. Nic innego jakoś nie przychodzi mi do głowy, bo ciężko o coś, co przyniesie lepsze dochody niż moja praca. A w pracy perspektywy na kolejne podwyżki są. Uczę się, rozwijam. Powoli staję się szefem. I to się opłaca. W przeciwieństwie do blogowania, ciułania z reklam na stronach internetowych, grania w pokera, grania na forexie i innych internetowych pierdół. Prawie wszystkie blogi, które obserwowałem kilka lat temu upadły. Ja już z na szczęście z takich ciułanek dawno wyrosłem. Wam też to polecam. Inwestujcie w swoją naukę. W siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz