środa, 15 października 2014

Kupić mieszkanie czy dom? Próba odpowiedzi na komentarz

Pod poprzednim wpisem padło pytanie, czy lepiej kupić najpierw mieszkanie, czy najpierw dom. Jedno jest pewne - gdy tak jak ja buduje się dom, a do tego ma się dwójkę małych dzieci, to nawet nie ma się czasu odpisać na komentarz :-) Nie chciałem odpowiadać krótko i byle jak, dlatego postanowiłem jak zwykle się trochę rozpisać.

Tak więc... ciężko odpowiedzieć wprost, czy lepiej najpierw mieszkanie, czy dom. Za każdą opcją znalazłbym sporo za i przeciw. Dużo zależy od wieku, zarobków, wielkości rodziny, itd.
Ja najpierw kupiłem mieszkanie i uważam, że to był dobry wybór (aczkolwiek mógł być jeszcze lepszy:-).
W momencie wyboru za mieszkaniem przemawiały te czynniki:
- bliskość centrum dużego miasta i komunikacji publicznej (co by na browara czasem wyskoczyć :)
- mniejszy koszt (na początku ma się małą zdolność kredytową)
- możliwość natychmiastowego wprowadzenia się (kupowałem na rynku wtórnym)
- bardzo częste podróże (połowę czasu nie było mnie w domu)
- mała rodzina (wprowadzałem się sam, potem ściągnąłem do siebie drugą połówkę)

Teraz za domem przemawiają te czynniki:
- większa rodzina (ze mną 4 osoby)
- mało podróży (pracuję z domu, więc 90% czasu spędzam w domu i marzę o tym, by móc po prostu wyjść na zewnątrz i móc wypuścić dzieciaki, a nie szykować się z nimi na wyprawę do piaskownicy pod blok ze wszystkimi zabawkami)
- brak czasu na wyjścia do miasta z kolegami

A co bym zrobił, gdybym cofnął czas do momentu, w którym kończyłem studia? Kupiłbym jakąś tanią kawalerkę. Niestety większość osób odradzała mi to. Nasłuchałem się: "przecież to nie ma sensu", "lepsza cena za metr jest w mieszkaniach dwupokojowych","nie wiesz czy będziesz cały czas w tym mieście mieszkał", itd., itp. No i zamiast kupić mieszkanie czekałem, aż nazbieram więcej kasy na dwupokojowe, a w tym czasie mieszkania drożały. I to był błąd. Bo prawda jest taka, że nieruchomości będą tańsze tylko wtedy, gdy będzie kompletny krach rynkowy, tak jak w Stanach w niektórych miastach. Jeśli krachu nie ma, to ceny nieruchomości idą zawsze w górę. Szybko lub wolno, ale idą. Może czasem na trochę się zatrzymają.

 Gdybym wtedy kupił kawalerkę, to już bym ją dawno spłacił i kupił kolejne mieszkanie - dwupokojowe. Wtedy są dwie opcje: 1) mieszkam nadal w kawalerce, a większe mieszkanie komuś wynajmuję lub 2) mieszkam w większym mieszkaniu, a kawalerkę komuś wynajmuję. Obie opcje są dobre. Patrząc na ceny obstawiam, że dwa takie mieszkania miałbym już dziś prawie spłacone.

Po pierwsze inflacja powoduje, że mieszkania kupione w przeszłości relatywnie tanieją. Rosną ceny, a za nimi rosną zarobki. Rosną też ceny wynajmu mieszkań. Jeśli spojrzeć na mieszkanie, które mam obecnie, to w momencie gdy je kupowałem, było warte 54 moje wypłaty. Obecnie byłoby to 29 wypłat, a biorąc pod uwagę spłaconą część kapitału, to mam do spłaty 26 wypłat. Czyli tak naprawdę po 5 latach potrzebuję wykonać 2 razy mniej pracy, by spłacić moje mieszkanie. Gdy po studiach rozglądałem się za kawalerkami do ewentualnego kupienia, to kosztowały mniej więcej 10 moich obecnych wypłat. Cóż... czasu nie cofniemy.

Po drugie, mieszkanie zawsze można wynająć, a ceny w dużych miastach zawsze kształtują się tak, że cena wynajmu zbliżona jest do raty kredytu.

Po trzecie, gdy zaczynamy coś wynajmować, to tak naprawdę nasze zarobki się zwiększają, mimo iż tego nie odczuwamy w portfelu. Do tego właśnie teraz dążę - jak tylko wybuduję dom, to wynajmę mieszkanie, które będzie się spłacało. Jeśli to wypali, a przez następne 5 lat trochę odżyję finansowo i moje zarobki się zwiększą, to być może będę próbował kupić kolejne mieszkanie na kredyt. Wtedy w wieku emerytalnym miałbym spłacone całkowicie 3 nieruchomości. Ciekaw jestem tylko, czy jednak dom i dzieciaki nie wykończą mnie finansowo. Podobno dom to skarbonka bez dna, co już zaczynam zauważać. Okazuje się, że prawie na każdym etapie budowy wszystko kosztuje więcej niż przewiduje kosztorys. No ale to już zupełnie inna historia :-)

17 komentarzy:

  1. Ja właśnie przymierzam się do kupienia jakieś małej kawalerki - mieszkam teraz w domu razem z rodzeństwem. (dom mamy w spadku i w perspektywie dwu, trzy letniej chcemy go spieniężyć i rozejść się w swoje strony bo w trójkę nie uda się mieszkać na dłuższą metę). Mam trochę kasy odłożone, chce wziąć kredyt mieszkaniowy i teraz mieszkanie na start wynająć, żeby powoli się spłącało, aczkolwiek cały czas mam strach przed taką inwestycją, czy słusznie? Miejsce: Miasto 20 km od Warszawy. Mała kawalerska rynek pierwotny około 150 tys złotych. Rada ? Chciałbym już to zrobić, ale chyba normalnie blokuje mnie strach (przed czym? W sumie przed kredytem na razie zarabiam w porządku, ale o się nie może zmienić, a nie cierpię mieć długów)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to było w Warszawie, to powiedziałbym wal w ciemno, ale 20 km od Warszawy nie mam pojęcia jak wygląda rynek wynajmu mieszkań. Jak kupujesz coś za taką kasę to zawsze jest stres. Ja teraz co jakiś czas muszę podpisać umowę na kilkadziesiąt tysięcy złotych w związku z budową domu i za każdym razem jest stres, który kończy się małym bólem głowy, ale po miesiącu, czy dwóch przestajesz o tym myśleć i wszystko staje się znów naturalne :-)

      Usuń
  2. wszystko zależy od osobistych preferencji i tego co się z nim potem chce robić ja osobiście brał bym dom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem dom jest droższy w utrzymaniu.. więc mieszkanko

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na początku również myślałem o kupnie mieszkania, jednak po większych kalkulacjach stwierdziłem, że jednak lepiej będzie zdecydować się na wybudowanie domu. Po latach nie żałuję tej decyzji, co prawda mam kredyt hipoteczny, ale wiem za co płacę, bo duży dom z ogrodem to jednak dobra inwestycja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dom to zawsze dom. Ale z drugiej strony, to większe wydatki, więc każdy musi mierzyć siły na zamiary.

    OdpowiedzUsuń
  6. To zależy od człowieka bo każdy lubi co innego

    OdpowiedzUsuń
  7. Zależy wszystko od tego czy wolisz większy dom z przestrzenią czy może małe mieszkanie

    OdpowiedzUsuń
  8. dobre pytanie - myślę, że trzeba wziąć też pod uwagę indywidualne predyspozycje (dom jednak wymaga pracy). Fajnie prowadzony blog -
    zapraszam do jego bezpłatnej promocji na mojej platformie

    OdpowiedzUsuń
  9. @wszyscy :)
    Myślę, że prawie wszyscy wolą mieć dom niż mieszkanie. Zazwyczaj jeśli ktoś woli mieszkanie, to tylko dlatego, by mieć mniej obowiązków, kosztów lub po prostu, aby mieszkać w centrum miasta. Dom ciężko nazwać inwestycją jeśli nie jest na wynajem. Mnie trochę irytuje w budownictwie nazywanie ludzi, którzy budują dom inwestorami. Słyszę to na każdym kroku.

    @Najciekawsze blogi
    Dzięki za propozycję, ale chyba już średnio mam ochotę i czas zajmować się promocją. Nie mam takiej potrzeby. Bloga prowadzę chyba już bardziej dla siebie i dla osób, które również prowadzą podobne blogi. Na blogi, które mnie interesują wchodzę, czasem coś piszę i dzięki temu nawiązuje się jakaś komunikacja. Jeśli ktoś mojego bloga czyta, ale nic nie pisze, to w zasadzie nic to nie wnosi do mojego życia :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie jest dokładnie tak, jak napisałeś. Na początku stać cię tylko na mieszkanie, a potem co raz bardziej chciałbyś mieć swój dom. Aktualnie mieszkam w Łodzi i akurat planuje się przeprowadzać.

    OdpowiedzUsuń
  11. i dom i mieszkanie mają swoje wady i zalety

    OdpowiedzUsuń
  12. Zarówno mieszkanie w bloku jak i dom ma swoje plusy i minusy, z których pewnie każdy zdaje sobie sprawę. Wszystko zależy od tego ile czasu będziemy spędzać w tym miejscu, jeśli dużo pracujemy i wyjeżdżamy to raczej mieszkanie wydaje się bardziej sensownym pomysłem. O dom trzeba nieco więcej dbać i trochę czasu mu poświęcić..

    U mnie jest tak że ani nie mam mieszkania ani domu, ale przyznam że jednak skłaniałbym się ku temu ostatniemu. Nie marzę o dużym domu, w zupełności wystarczałby mi mały domek do 100m + garaż, najlepiej na działeczce gdzieś na skraju lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obok mnie sprzedają teraz takie małe domy. Ceny takie same jak mieszkań o tej samej powierzchni 16 km dalej.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń