piątek, 29 sierpnia 2014

MÓJ PIERWSZY MILION

Mój pierwszy milion

Jakiś czas temu, gdy przy okazji podejmowania decyzji o OFE przeglądałem moje konto w ZUSie, zobaczyłem zestawienie wszystkich podstaw naliczania składki (czyli zarobki z premiami i innymi dodatkami). I tak mnie natchnęło, żeby na szybkiego sprawdzić ile właściwie zarobiłem w życiu. No i okazało się, że mniej więcej teraz stuknął mi mój pierwszy milion. Niestety jest to pierwszy milion brutto :-) Nie bardzo wiem dokładnie kiedy stuknął (czy w tym miesiącu, czy może w poprzednim lub następnym), bo zarobki zagranicznie przeliczałem mniej więcej po obecnym kursie, a do tego ciężko doliczyć się tego, co zarobiłem w szkole średniej i na studiach (niewielkie kwoty, ale na pewno nazbierałoby się tego przez lata kilka tysięcy).

No i co z tego miliona zostało? Ano niewiele. Jak wiadomo czas tzw. "wolności podatkowej" przypada u nas ok. czerwca, co oznacza, że tak naprawdę połowa kasy idzie na podatki, emerytury, itp. Jeśli nie jest to podatek od dochodu, to VAT albo podatek przy zakupie nieruchomości, akcyza, itp., itd.

Teoretycznie wciąż pozostaje pół miliona. No ale przecież trzeba za coś żyć. Gdyby żyć tak po studencku, za tysiaka na miesiąc, to przez pięć lat potrzeba 60 tys. zł, a przez 10 lat - 120 tys. zł. Tylko zapewne niewiele znajdzie się osób, które mają na tyle silną wolę, by zarabiając 3, 5 czy 8 tys. żyły za tysiaka. U mnie na pewno kilka tysięcy w roku idzie na paliwo, podróże, sport. Ktoś powie - można z tego zrezygnować, żeby odłożyć więcej. No i zrezygnowałem już z dużej części przyjemności. Nie dlatego, żeby oszczędzać, ale z braku czasu, bo drugie dziecko już się pojawiło na świecie (które też kosztuje :-) ). I co? I jest mi z tym cholernie źle. Jeśli ktoś mi kiedyś powie - nie podróżuję i nie uprawiam sportu, który lubię, bo odkładam (ale nie zakładam biznesu) po to, by być "wolnym finansowo" w wieku 45 lat to powiem: "puknij się człowieku w czoło i wykorzystaj najpiękniejsze lata swego życia!" :-) Poza małymi wyjątkami jestem w zasadzie zadowolony z tego jak wydałem te wszystkie pieniądze. W nieruchomościach mam ponad 150 tys. z tych zarobionych pieniędzy. Gdybym nie miał czteroosobowej rodziny, to byłoby tego więcej, ale myślę, że i tak nie jest źle.

Cel

Skoro już piszę, to może zrobię też małe uaktualnienie. Cel pozostaje bez zmian. Buduję dom. Spory kawał już stoi. Chciałbym go skończyć do wiosny i wtedy wynająć mieszkanie. Przy budowie trudności jest masa i bardzo często okazuje się, że kosztorys wykonany przez niby fachowca ma się nijak do rzeczywistości, ale nawet jak się wszystko przeciągnie, to mam nadzieję, że założenia z prawego panela na blogu ("do końca 2015 roku") są realne. Do tego dochodzą różne formalności, opóźnienia związane z kredytem, podejmowanie nagłych decyzji w stylu "proszę pana, a schody z czego pan chce, bo od tego zależy ile mamy betonu lać". Oby tylko sił starczyło. Dwoje małych dzieci, praca i budowa wysysają energię z człowieka na tyle, że czasem pojawiają się dni pod tytułem: "A wszystko mam w dupie i nie robię nic". Wtedy potrzebny jest wieczór lub dwa na zregenerowanie się, by ogarnąć wszystko dalej.

P.S. Celowo nie podaję ile czasu zajęło mi zarobienie pierwszego miliona brutto. Możecie sobie pogdybać ;-p

6 komentarzy:

  1. Gratulacje i fajnie że od czasu do czasu wrzucasz tutaj jakieś info - tak trzymaj i powodzenia ;-) U mnie w tym roku szybko przeminął przychód milion złotych - ale w handlu to zupełnie inaczej się odczuwa;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak... przychód to nie zysk, ale milion przychodu w niecały rok to i tak brzmi nieźle :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ładnie :) milion :)) jak to brzmi. Ja mam pytanie, czy warto budować dom przed mieszkaniem ? Wiem, że będzie to trwało bardzo długo, ale może najpierw mieszkanie ? Co o tym uważasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale w osobnym wpisie postanowiłem napisać co ja zrobiłbym patrząc z perspektywy czasu. Niestety trochę mi to zajęło, ale cóż... gdy buduje się dom, to nie ma się na nic czasu :-)

      Usuń
  4. Zgadzam się w zupełności z tym co napisałeś, a milion to bardzo dobry wynik, nic tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja wybrałem trochę inną drogą, cały mój czas i pieniądze zainwestowałem w biznes, który jak się okazało trochę długo kwitł ale w końcu zacząć przynosić jakieś pieniądze. Teraz dopiero mogę myśleć o czymś własnym, jednak tu pojawiają się wątpliwości - czy własny dom czy mieszkanie? Wiadomo że ten pierwsza dwa razy droższy od tego drugiego i wymagający znacznie więcej czasu i poświęcenia. Ale jako że przez całej moje życie wychowywałem się w domu rodzinnym, nie wyobrażam sobie by nie móc wyjść na ogród latem czy choćby zimą przygotować drzewa na opał. Takie przyzwyczajenie..

    OdpowiedzUsuń