wtorek, 3 grudnia 2013

Podsumowanie - część 7 i ostatnia

Rodzina

Co ma wspólnego rodzina z finansami? Całkiem sporo, bo jak wiadomo rodzina kosztuje :-) Wprawdzie wszystkie poprzednie punkty podsumowania dotyczyły moich mniej lub bardziej chybionych inwestycji, a rodzina inwestycją raczej nie jest, ale postanowiłem ten temat nieco rozwinąć, żeby były jasne pewne moje decyzje.

Gdy zakładałem tego bloga moja pensja była wyłącznie do mojej dyspozycji. Mogłem wtedy snuć plany odkładania pieniędzy i  ryzykować ich część gdzie tylko chciałem. Po jakimś czasie jednak pojawiło się dziecko i plany zweryfikowały się same. Nagle z jednej pensji trzeba było utrzymać 2 osoby, a po skończeniu się macierzyńskiego 3 osoby. Mimo to daję radę, spłacam kredyty, coś tam odkładam. A ponadto... na wiosnę pojawi się czwarty członek rodziny.

Na pewno jest to też jeden z czynników wpływających na decyzję o budowie domu. Potrzebujemy więcej miejsca. Wprawdzie dalibyśmy radę w mieszkaniu, które mamy, ale dwójka maluchów i praca gdzieś między nimi jakoś nie idą w parze. Poza tym przez rok znów będzie kasa z macierzyńskiego, co pozwoliłoby nam przetrwać rok budowy domu.

Oczywiście nie mam na to wszystko jakiegoś wielkiego ciśnienia. Co będzie to będzie. Co ciekawe mam wrażenie, że jestem teraz o wiele bardziej wyluzowany. Gdy zakładałem bloga zaczytywałem się w książkach o finansach, czytałem Kiyosakiego i wydawało mi się, że takim małym ciułaniem opisywanym przez niego można stać się bogatym. Gówno prawda. Do bycia bogatym trzeba mieć zdolności. Buffet nie jest bogaty dlatego, że ciułał grosiaki zarabiając je sam. Owszem, pierwsze pieniądze musiał jakoś zarobić, ale potem kupił ziemię, którą dzierżawił, a potem kupował kolejne biznesy, które na niego zarabiały. Potrafił tak wszystko zakręcić, by to ludzie na niego pracowali.

Czytając sporo biografii tych wielkich, bogatych osób odnoszę jednak zawsze wrażenie, że łączy ich jedno - to całe bogactwo jest prawie zawsze kosztem rodziny. Jedni mówią: rodzina też powinna się poświęcić. Owszem, są takie rodziny, które się poświęcają i zamiast bawić się z tatą, bawią się z gadżetami elektronicznymi. Są też takie rodziny, które nie wytrzymują i się rozpadają. Są też jeszcze inne przypadki. Spójrzmy na Steve'a Jobsa. Spłodził dziecko i nawet po testach genetycznych nie przyznawał się, że to jego, stwierdzając, że 95% prawdopodobieństwa, to nie jest 100%. Przyznał się dopiero  gdy jego córka była dorosła. Mi takie rozwiązania nie pasują. Za każdym razem jak widzę iPada, iPoda lub inny iSyf, to myślę o tym dziecku, które nie miało ojca, bo wolał tworzyć wizje gadżetów.

Moja rodzina jest na pierwszym miejscu. Nawet teraz mam okazję na dorobienie, na dobry, miesięczny kontrakt, ale musiałbym wyjechać na miesiąc, a jakoś nie mam ochoty na tyle rozstawać się z synem. Moje dziecko widzi mnie po kilka godzin dziennie. Mogę się czasem oderwać od pracy, by nim się zająć. Jemy razem trzy posiłki dziennie i bawimy się każdego wieczoru. Zasypia przy mnie i budzi się rano wołając "tata, tata". Być może ten planowany, blogowy milion będę miał w wieku 60 lat, a może w ogóle go nie będę miał, ale z czystym sumieniem będę mógł powiedzieć, że nie zaniedbałem rodziny.

3 komentarze:

  1. Będę wchodzić codziennie, ażebyś miał ten milion wejść, skoro masz takie podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To taki żart, czy coś jarałaś? :-) A na co mi milion wejść? To nie facebook'owy łańcuszek, że niby ktoś mi da złotówkę za każde wejście :-))

    OdpowiedzUsuń