środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014

Tak się zastanawiam nad tym, czy ten rok powinien zyskać miano roku chu...wego, czy jednak ciężkiego, ale ogólnie dobrego. Jedno jest pewne - był to najcięższy rok w moim życiu.

Jak to wyglądało w skrócie?
W 2014 rok wszedłem z wielkim bólem. Bólem pleców paraliżującym do tego stopnia, że przez 2 miesiące praktycznie cały czas leżałem na podłodze. Pięciominutowe stanie to był maksymalny wysiłek jaki mogłem zrobić. Skończyło się operacją i wycięciem kawałka dysku tuż przed Wielkanocą. W Wielkanoc "uczyłem" się na nowo chodzić, ale w kilka tygodni doszedłem do siebie.

W maju urodziło mi się drugie dziecko. Nie spieszyło mu się na świat, więc narodziny były z opóźnieniem i trafiły idealnie w uruchomienie projektu, nad którym pracowaliśmy w firmie rok. Dobrze, że mogłem pracować zdalnie, ale wysiłek był duży. W zasadzie poza lataniem do szpitala i pracą nie było czasu na nic.

Później zaczęła się budowa domu. Oczywiście z opóźnieniem, z problemami, z dużo większymi niż przewidywałem kosztami. Szczęście w nieszczęściu, że śnieg spadł bardzo późno, bo jeszcze w połowie grudnia nie miałem dachówek na dachu. W tej chwili pozostał tylko dach nad garażem do zabezpieczenia. Cała reszta jest przygotowana na zimę. Plan był taki, by zrobić do zimy również okna, a przez zimę robić środek. No ale z planami tak zazwyczaj jest, że nie wychodzą. Dalszy ciąg budowy będzie wiosną. Teraz mam trochę czasu, by poszukać tańszych wykonawców. Na pewno budowa domu to jedno z bardziej stresujących zajęć w życiu.

Jeśli chodzi o pracę zawodową, to też mnie nie rozpieszczała. Obowiązków przybyło przez ostatnie lata ponad dwukrotnie. Najgorętsze okresy przypadały oczywiście w tym samym czasie co narodziny dziecka, a potem w tym samym czasie co załatwianie budowy dachu. W dodatku pierwszy raz w życiu rozbiłem telefon. Nowego, służbowego "ajfona".

Wszystkich pomniejszych problemów nie będę wymieniał. Lepiej o nich zapomnieć. Dodam tylko, że wszystko to było okraszone przez cały rok różnymi chorobami. Niestety dzieci to wylęgarnie wszelkich możliwych chorób, które o dziwo dla dorosłych są czasem jeszcze gorsze niż dla maluchów. Chorowaliśmy w tym roku wszyscy i na zmianę. Najdłuższy okres bez choroby któregoś dziecka to może z 2 tygodnie. Podobno to norma w tym wieku. Choroby przechodziły z dziecka na dziecko, potem na tatę (czyli mnie:), potem na mamę, a mama z racji karmienia piersią nie mogła brać prawie żadnych leków i tak się to wszystko kręciło.

Myślę, że punktem kulminacyjnym jeśli chodzi o choroby były święta. 2 dni przed Wigilią starszy syn haftował pół nocy. Potem młodszy miał lekką sraczkę. W Wigilię przeczyściło mnie, aby przejść na moją drugą połówkę, którą czyściło obustronnie. Następny w kolejności był teściu, którego wirus też srogo potraktował w pierwszy dzień świąt. Nieco lżejsza mutacja wirusa dopadła w drugi dzień świąt szwagra, a po świętach teściową. Myślę, że to były pierwsze święta, w które wszystkim raczej ubyło niż przybyło kilogramów.

W ten ostatni dzień roku jeszcze tylko padł mi służbowy komputer i tak oto możemy śmiało wchodzić w nowy rok!

Wszystkiego dobrego wszystkim, którzy jeszcze tu czasem zaglądają! W 2015 roku nie chorujcie, nie budujcie domów, nie rozbijajcie telefonów, a wszystko będzie dobrze! ;-)

 P.S. To jest mój setny wpis na blogu! Ale się zbiegło z podsumowaniem :-)

9 komentarzy:

  1. Haha, mimo tonu strasznego, mam nadzieje, że mówisz to wszystko z humorem. Powodzenia i wszystkiego dobrego w 2015-ym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aby kolejny rok był dla Ciebie łaskawy. Dla mnie ten też był najcięższy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję wszystkim za życzenia.

    @Qulin - gdybym nie umiał się z tego śmiać, to bym chyba w łeb sobie palnął. Jak już się to wszystko jakoś przeżyło i widzi się kawał wybudowanego domu, w robocie po ciężkim roku widzi się szansę na kolejny awans, a ze zdrowiem trochę lepiej, to widzę jakieś światełko w tunelu :-) Aby przeżyć 2015. Potem będzie już tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez maiałem strasznie do bani rok ale mam nadzieje żem nie czegoś nauczył

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego dobrego! Niech będzie coraz lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Życze kolejnych udanych lat :)

    OdpowiedzUsuń