Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bilans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bilans. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2012

Bilans na 6 kwietnia 2012

Zgodnie z zapowiedzią w tym miesiącu zmniejsza się dopłata do portfela. Wprawdzie pisałem, że od teraz portfel będzie zwiększał się o 1700 zł miesięcznie, ale aby zaokrąglić kwotę całkowitą dopłacam kilka złotych więcej. Standardowe odsetki w większości jeszcze nie są zjedzone przez podatek. W przyszłym miesiącu niestety będą mniejsze, bo nienażarty potwór o nazwie Polska wyszedł na łowy. Staram się unikać otwierania nowych kont, bo już kiedyś zamykałem kilka zbędnych, ale teraz znów zastanawiam się nad otwarciem konta w Deutche Banku, który ma teraz chyba najlepszą ofertę jeśli chodzi o odsetki.

W podsumowaniu pojawił się w końcu nowy podpunkt o nazwie kokos. Pierwsza pożyczka zakończona sukcesem. Niewielki zysk w wysokości 6 zł, ale i kwota zainwestowana na okres 6 miesięcy (a spłacona wcześniej) nie była porażająca (50 zł).

Chciałem w tym wpisie również wyjaśnić dlaczego zdecydowałem się zmniejszyć dopłaty, ale co zasiadam do pisania, to nadciągają zewsząd jakieś obowiązki. Nie ma chwili spokoju. Wcześniej udawało mi się pisać w podróży, a czasem nawet w przerwie w pracy, jednak teraz zbliża się zakończenie projektu, który ciągnie się od roku. To oznacza ni mniej, ni więcej, ale pracę non stop przez 8-10 godzin dziennie przez ten i połowę następnego tygodnia. Już się nie mogę doczekać końca tego nawału pracy. Mam nadzieję, że wtedy uda mi się dokończyć wpis o przyczynach zmniejszenia dopłat. Póki co wpis powstaje po bardzo małym kawałku.


wtorek, 13 marca 2012

Słowo o hipotece + Bilans na 6 marca 2012

W lutym ponownie nie wydarzyło się zbyt wiele. Giełda po wyrysowaniu małej górki znów zastanawia się, czy polecieć znów w dół, czy jednak może trochę do góry. Ja obstawiam raczej kierunek południowy, więc do giełdy mam dystans. Odsetki są minimalnie mniejsze niż w zeszłym miesiącu, a to za sprawą dwóch czynników. Pierwszy - krótszy miesiąc. Drugi - przewalutowanie części pieniędzy.

Drugi z czynników wpływał i wpływa na odsetki w moim portfelu dość często. O co w tym chodzi? Posiadam kredyt hipoteczny w euro i zazwyczaj gdy euro jest w jakimś lokalnym dołku kupuję więcej waluty, nawet za pieniądze z blogowego portfela. W kolejnych miesiącach spłacam raty z tych oszczędności, a do portfela blogowego wraca większa część wypłaty niż jest to w założeniu portfela blogowego. W ten oto sposób bronię się przed spłacaniem kredytu gdy euro jest na górce. Po perypetiach z frankiem i masową dostępnością kredytów w CHF kilka lat temu, większość ludzi boi się kredytów walutowych i nasłuchałem się sporo negatywnych opinii na temat tego co robię w momencie brania kredytu. Tak samo nasłuchałem się pytań przez ostatnie miesiące na temat tego jak się miewa mój kredyt, gdy euro wybijało kolejne maksima aż do 4,5 PLN.

Zatem jak się miewa mój kredyt i czy żałuję, że go wziąłem?

Absolutnie nie żałuję. Oprocentowanie jest znacznie mniejsze niż kredytu w złotówkach (ok. 3%). Brałem go na górce 3 lata temu i to zabezpieczanie się w lokalnych dołkach pozwoliło mi na przetrwanie zeszłorocznej zwyżki. Do tej pory, przez te 3 lata, zapłaciłem jedynie 2 raty powyżej kursu, przy którym brałem kredyt, a sporą część rat spłaciłem po kursie nawet 6% niższym. Cieszę się, że euro wróciło na niższe poziomy i przymierzam się ponownie do większych zakupów waluty. Może to zatem wpłynąć na odsetki moich lokat w kolejnych miesiącach.

Odsetki od kokosa natomiast rosną. Wprawdzie kokos podczas spłaty zalicza najpierw spłatę całkowitą kapitału, a dopiero potem odsetek (i tak samo będę robił ja w blogowym portfelu), ale jeśli podzieliłbym spłaty na równe raty składające się z części kapitałowej i odsetkowej to można przyjąć, że mam już ponad 35 zł odsetek miesięcznie z tego źródła. Gdyby nie dwóch spóźnialskich, to byłbym bardzo z kokosa zadowolony.

Na koniec standardowy obrazek pt. skąd się wzięły moje pieniądze.




poniedziałek, 6 lutego 2012

Sukcesy i porażki roku 2011 + Bilans na 6 lutego 2012

    Rok temu podobny wpis zatytułowałem "Porażki roku 2010" i wpis był odebrany przez jedną z (a może i więcej) osób jako moje usprawiedliwianie się. W tym roku zatem tytuł jest nieco bardziej optymistyczny. Mam nadzieję, że oprócz tytułu treść również będzie odebrana lepiej, bo wprawdzie podsumowanie roku jest dla mnie okazją do wypunktowania tego co poszło źle (w celu poprawienia się), ale nie jest tak, że wszystko widzę w ciemnych barwach. Zauważam też pozytywy. Od nich zatem zacznijmy.

1) Cel bloga. Jeśli wszystko nadal będzie szło w dobrym kierunku, to jest raczej niezagrożony. Wyrobiłem w sobie systematyczność oszczędzania. Nie czuję czegoś, co posiada wielu ludzi, a co mój kolega określa mianem "głodu konsumpcyjnego", ale jak wielokrotnie podkreślam - nie odkładam tyle, ile bym mógł gdybym mocniej przycisnął, bo z życia też trzeba coś mieć. Dzięki takiemu rozłożeniu środków nie muszę się przejmować, że nie osiągnę celu, bo np. zepsuł mi się akurat samochód. W realizacji celu pomaga mi jak zawsze...

2) Praca zawodowa. Na tej płaszczyźnie nie mogę mówić o porażkach. Niedawno miał miejsce awans i podwyżka. Mogę obiektywnie stwierdzić, że nie jestem osobą posiadającą cechy przywódcze, a mimo to wciąż jestem "pchany" w kierunku zarządzania. Na szczęście dla mnie nie jestem rzucany na głęboką wodę, lecz jestem przygotowywany do tego stopniowo i z rozsądkiem. Czasem zastanawia mnie dlaczego jestem prowadzony w takim kierunku i chyba kilka zdań wymienionych z moim nowym szefem pomogło mi to zrozumieć. Co powiedział mój szef? "Musisz się bardziej udzielać i być bardziej aktywny, bo zawsze jak jest jakiś problem, to masz dobre pomysły i praktycznie za każdym razem to Ty masz rację, a ja się
mylę."

Wyobrażacie sobie usłyszeć coś takiego od przełożonego Polaka? Bo ja jakoś nie mogę. Mam wrażenie, że w Polsce szef prędzej podwładnego skrytykuje i nigdy nie przyzna się do błędu. Głównie dlatego, by nie stworzyć sobie konkurenta. Kilkunastoprocentowa podwyżka mogłaby zaowocować zwiększeniem dopłat do portfela, ale jak już pisałem w jednym z poprzednich wpisów, pojawienie się dziecka sprawiło, że wzrosły
też koszty. Dziecko, święta i parę innych czynników powoduje, że zmiany w moim prywatnym, nieblogowym portfelu są bardzo dynamiczne :-) Gdy wszystko się nieco ustabilizuje to wtedy pomyślę nad zwiększeniem dopłat.

3) Lokaty - przeniesienie się do Optimy i optymalizację kwot lokat również zaliczam do plusów tego roku, bo dzięki temu wpada do portfela parę złotych miesięcznie więcej, które następnie wędrują do punktu czwartego, czyli...

4) Kokos - jakiś czas temu zacząłem inwestować w pożyczki społecznościowe. Żadna aukcja nie zamknęła się jeszcze, bo minęło zbyt mało czasu i mam paru spóźnialskich pożyczkobiorców, ale ogólnie podoba mi się ta idea inwestowania. Ok. 3-4 razy większe oprocentowanie od lokat sprawia, że jest to opłacalne nawet jeśli (zgodnie ze statystyką) jedna na dziesięć aukcji skończy się windykacją. Gdy będę miał w tym temacie więcej doświadczenia to na blogu pojawi się osobny wpis na ten temat.

   Teraz nieco na temat ruchów niekoniecznie zakończonych sukcesami.

5) Giełda - mimo pozornego dodatniego bilansu posiadam jeszcze akcje, które niwelują cały dotychczas wypracowany zysk. Cały czas trzymam się swojej strategii, więc za jakiś czas pewnie o tym przeczytacie. Póki co wstrzymuję się od jakichkolwiek ruchów z powodu niepewności panującej na rynkach, a także dlatego, że cały czas sprawdzam rynek nieruchomości i na wszelki wypadek trzymam gotówkę.

6) Nieruchomości - w tym temacie praktycznie nic się nie zmieniło, ale chciałbym parę słów na ten temat napisać. Rok temu zastanawiałem się nad inwestycją w ziemię, ale wywindowane ceny nie chciały spaść. Media pisały o spadkach cen, ale wydaje mi się, że spadek był niewielki i przy bardzo małych obrotach. Sprzedają tylko ci, którzy naprawdę muszą i ciężko namierzyć takie okazje. Gdy widzę jakieś ogłoszenia w okolicy, która mnie interesuje, dzwonię i pytam o cenę. Zazwyczaj rozmowę kończę dość szybko: "Proszę pana, pan chce 30% więcej niż deweloper kilometr dalej, który ma w ofercie do wyboru kilka działek". Wtedy sprzedający oburza się, że przecież on zapłacił za tę ziemię więcej i nie będzie tracił sprzedając poniżej tej ceny. Cóż... ja nie będę lekarstwem na jego wtopę.

Póki co cieszę się, że nie zdecydowałem się na ziemię wcześniej. Byłem już bliski kupienia ziemi rolnej z dużą perspektywą przekształcenia za jakiś czas na budowlaną, a tymczasem pojawiają się już działki budowlane w cenach takich jak pół roku temu ziemia rolna. Bardzo jestem ciekaw czy ceny jeszcze spadną. Staram się monitorować sytuację i szukać okazji. Obym tylko nie przegapił tych, które już się pojawiają.

7) Inne projekty - niestety brak czasu na prowadzenie firmy i jednoczesną pracę na etacie powoduje, że działalność gospodarcza jest nadal zawieszona. Mam za to w głowie projekt internetowy, który mogę robić w czasie wolnym i nawet częściowo ruszyłem z jego wykonaniem. Nie wymaga pieniędzy, ale czasu. Czasu, którego wciąż brakuje. Jest związany z moimi pasjami, dlatego nie wiem czy przyniesie kiedyś jakiekolwiek zyski. Zakładając, że w ogóle doprowadzę go do końca. Chciałbym go zrealizować tak po prostu, dla siebie, ale czy się uda?

Czytając różne biografie milionerów, oglądając wywiady z ludźmi, którzy odnieśli duży sukces w biznesie mam wrażenie, że większość z nich mówi o całkowitym poświęceniu pracy. Pracowali z zacięciem dniami, wieczorami, weekendami. Sami przyznają, że kosztem rodziny. Ja przyznaję się bez bicia - nie potrafię. Nie chodzi tutaj o lenistwo, które często się w moim życiu pojawia. Po prostu nie umiem zrobić tego mojemu kilkumiesięcznemu dziecku. W swoim otoczeniu mam kilku ojców, których dzieci nie rozpoznają, bo widują ich tylko kilka godzin w weekendy i ewentualnie kilka minut przed snem w tygodniu. Nie chcę czegoś takiego w swoim życiu. My spędzamy ostatnio z dzieckiem większość naszego czasu, dlatego zapewne na blogu przywieje jeszcze większą nudą. Aczkolwiek pewnie niedługo znów będę więcej podróżował, więc muszę odgrzebać mojego starego smartfona, by móc pisać w samolocie, autobusie czy pociągu. Póki co, to tyle opowieści na temat powolnego bogacenia się ;-) Na koniec wlepiam podsumowanie miesiąca, czyli standardowe oszczędności i odsetki.


wtorek, 10 stycznia 2012

Bilans nr 20 na 6 stycznia 2012

Bardzo miło mi się zrobiło, gdy pod poprzednim swoim wpisem przeczytałem, że ktoś czeka na moje wpisy :-) Przepraszam, że zawodzę w kwestii punktualności, ale nie będę ukrywał, że blog jest ostatnio dość nisko na liście moich priorytetów. Wyżej jest rodzina, która ostatnio absorbuje dużo czasu czy praca, która po leniwej przerwie świątecznej nabiera tempa.

Wprawdzie był długi weekend i mimo wyjazdu mogłem spokojnie zasiąść przed komputerem, by napisać długi wpis, ale... nie chciałem. Mógłbym tu sparafrazować pojawiającą się na wielu blogach zasadę: "najpierw płać sobie". Dla mnie od jakiegoś czasu jedną z największych wartości jest czas wolny i możliwość poświęcania go na różne moje hobby, dlatego jeśli tylko pojawia się dzień wolny, to poświęcam go ("płacę nim") w większości sobie. Cały tydzień mogę popołudniami sprzątać, jeździć na zakupy, zajmować się dzieckiem, posiedzieć w necie, zapłacić rachunki, itp. Nie mam z tym najmniejszych problemów. Jednak gdy przychodzi dzień wolny i na zewnątrz nie ma huraganu, to bardzo często w ogóle nie włączam komputera. Tak było też tym razem, no ale do rzeczy...

W grudniu wiele osób oczekiwało rajdu św. Mikołaja, który jakoś nie nastąpił. Mimo małego podbicia w górę na GPW nic w zasadzie się nie wydarzyło, dlatego powstrzymałem się od zakupów. Oczywiście nie świątecznych. Święta niestety kosztowały mnie ok. 2 tys. Prezenty, paliwo, itp. Mógłbym to "przeżyć" taniej (zwłaszcza, że za świętami za bardzo nie przepadam), ale lubię zrobić rodzinie przyjemność raz do roku i zamiast kupować skarpetki, czy szaliki kupuję to co sprawi im radość. 

Nie wpływa to na dopłatę do blogowego portfela. Dorzucam 1700 zł i dopisuję odsetki od lokat w wysokości 164,72 zł. Odsetki większe niż poprzednio, bo przeniesione do BGŻ, zostały zgodnie z planem ulokowane na kokosie. I to tyle wieści z nudnego, powolnego bogacenia się. Za parę dni powinienem zrobić podsumowanie roku. Daję sobie chwilę na przemyślenie tematu i ogarnięcie wątków, które chciałbym poruszyć,a które są istotne ze względu na tematykę bloga.


wtorek, 6 grudnia 2011

Bilans nr 19 na 6 grudnia 2011

Listopad... czas "szalonych" zysków giełdowych ;-) Rajdu Św. Mikołaja jak nie widać, tak nie widać, ale u mnie mały zysk. Całe 9,87 zł :-) Skąd się to wzięło? Jakiś czas temu kupiłem 11 akcji spółki Pegas. Kupiłem je głównie z myślą o dywidendzie, ale też z myślą o tym, by trzymać akcje dłużej. Oczywiście wszystko zmieniło się gdy giełda zaliczyła jakieś tam kolejne tąpnięcie. Wtedy ustawiłem zlecenie sprzedaży minimalnie powyżej ceny zakupu. Później stwierdziłem, że zrobiłem bez sensu, ale zlecenia nie odwołałem, bo jakoś tak ciągle brakowało czasu. Nie sądziłem, że się zrealizuje, a tymczasem... hops... i sprzedane. Cóż... dywidenda zainkasowana (doliczona w poprzednim bilansie) i akcje sprzedane z zyskiem 1,17%. Jeśli doliczyć dywidendę, to wyjdzie 5,88%, więc jak na czasy bessy może być.

Lokaty przeniesione do Optimy, ale nie widać dużej różnicy w odsetkach w stosunku do poprzedniego miesiąca, bo przeniesienie miało miejsce kilka dni temu. Za miesiąc będzie lepiej. Odsetki oczywiście, zgodnie z planem opisanym tu: Kokosowe inwestycje strukturyzowane, powędrowały w stronę pożyczek społecznościowych.

Zarobki odrobinę mi się ostatnio poprawiły, ale dokładam tyle samo co zawsze, bo dziecko, bo święta, bo trzeba złapać oddech po wakacjach i tak dalej. Na wiosnę postaram się zweryfikować "wkłady" o inflację.

Skąd się wzięły moje pieniądze można jak zwykle zobaczyć poniżej (zazwyczaj robię screenshot dwóch ostatnich miesięcy, ale niechcący zrobiłem trzy miesiące i nie chce mi się już zmieniać ;-).

poniedziałek, 7 listopada 2011

Bilans nr 18 na 6 listopada 2011

Dziś niespodzianka! Nowa pozycja w bilansie. Skąd się wzięła? Na początku roku zarejestrowałem się w serwisie, w którym zbiera się punkty za wypełnianie ankiet. Skoro sprawdzam po kolei różne mity dotyczące zarabiania w sieci, tudzież innych sposobów szybkiego wzbogacania się, trzeba było sprawdzić i ten. Czy jest opłacalny? Sami oceńcie. Zarejestrowałem się na początku tego roku. Dostaję średnio ok. 1 ankietę na miesiąc, której wypełnienie trwa ok. pół godziny. Na wstępne pytania odpowiadam zawsze uczciwie, dlatego kwalifikuję się tylko do ok. 30-40% ankiet. W sumie poświęciłem temu ok. 4-5 godzin, za które (po uzbieraniu odpowiedniej ilości punktów) dostałem 32 zł. Stawka słaba i w zasadzie nie widzę potencjału na więcej niż 64 zł w ciągu roku. Malutko, ale zawsze to kilka złotych do przodu niewielkim kosztem.

Drugi punkt tego miesiąca warty odnotowania to malutki ruch w akcjach, które nabyłem jakiś czas temu, po największych spadkach z myślą o dywidendach. Nie pisałem o tym, bo wiem z własnego doświadczenia, że ludzie jak zobaczą u kogoś wynik dodatni na GPW, to potrafią się kierować takimi wpisami, a nie chcę nikogo wpakować na minę. Przecież nie od dziś wiadomo, że gracz giełdowy ze mnie marny, a ten plus w bilansie jest skutecznie niwelowany przez straty, które trzymam :)

Co się zatem wydarzyło w akcjach? 254,21 zł pochodzi z dywidendy z 4 różnych spółek. Jedną z nich było PZU, które w tym tygodniu sprzedałem z niewielkim zyskiem (+38,81 zł). Reszta czeka na lepsze czasy. Jak się jakichś akcji pozbędę, to o tym napiszę.

Standardowe odsetki pozwolą mi na kolejne mini-inwestycje na kokosie, a standardowo odłożona kwota 1700 zł wędruje standardowo na lokatę. To na dziś tyle. Dobranoc :-)


czwartek, 13 października 2011

Bilans nr 17 na 6 października 2011

Nikogo chyba już nie dziwi, że podsumowanie jak zwykle spóźnione, ale czasu brak. Kto ma dzieci ten wie jak to jest tuż po narodzinach. Mimo wolnego od pracy czuję się jakbym robił co najmniej półtora etatu, z czego część przypada na nocki. Ponadto codziennie okazuje się, że coś trzeba dokupić, czegoś brakuje, coś innego właśnie się kończy. Od narodzin nie było dnia, aby nie poleciało co najmniej 50 zł na wydatki na malucha. Mimo to odkładam standardową kwotę i dopisuję odsetki. I to na dziś tyle.

wtorek, 6 września 2011

Bilans nr 16 - 6 września 2011

No i minął rok blogowania... Wypada to jakoś podsumować.

1) O celu


Cel, który założyłem rok temu nie był jakiś bardzo wygórowany. Od początku twierdziłem, że nie chcę rezygnować z normalnego, dość wygodnego życia kosztem kolejnych, uciułanych pieniędzy. Mimo tego odłożyłem więcej niż planowałem i w tym miesiącu blogowy portfel przekroczył 30 tys. zł, co oznacza ponad 20 tys. zł oszczędności przez rok. Nie jest źle, ale zawsze mogłoby być lepiej. Na kolejny rok założyłem cel podobny, czyli kolejne +20 tys. i przekroczenie 50 tys. zł. Teoretycznie powinienem zwiększyć cel, by był jakiś postęp, ale niestety warunki, w których przyjdzie mi cel realizować zamiast się polepszać, pogarszają się.

2) O etacie


Co tu dużo gadać... 93,9% pieniędzy pochodzi właśnie z tego źródła. Niestety wizja awansu nieco się oddaliła, więc nie przewiduję większych zmian przez najbliższe pół roku. Składa się na to sporo czynników. Począwszy od sytuacji gospodarczej na świecie, po moją prywatną sytuację, przez którą mniej angażuję się w pracę. Na szczęście pracuję w firmie, w której rozumieją, że czasem trzeba położyć większy nacisk na życie prywatne niż na ślepe oddanie się firmie.

3) O samozatrudnieniu/biznesie

Firma wciąż zawieszona i wciąż mam nadzieję, że za jakiś czas ją reaktywuję. Pewne pomysły mam, ale brakuje wiary, że "zaskoczą". Na coś większego brak jeszcze kapitału. Jest też oczywiście lekki strach przed ewentualnymi stratami, ale nie jest to strach paraliżujący, więc może za jakiś czas się zmobilizuję.

4) O akcjach

Pisałem o tym, że parę lat temu lekko sparzyłem się na akcjach. Zrobiłem drugie, również bardzo ostrożne podejście do GPW i wygląda na to, że nie jest to miejsce dla mnie. Nie ta psychika. Wprawdzie w podsumowaniu widnieje, że zarobiłem prawie 800 zł na akcjach, ale po pierwsze, zarobiłem je głównie na debiutach, a po drugie portfel nie uwzględnia jeszcze strat, które narosły na koncie po ostatnich spadkach. Jako ciekawostkę podam fakt, że sytuacja lubi się powtarzać. Poprzednio, gdy powoli przekonywałem się do giełdy i w końcu zdecydowałem się zagrać sytuacja była podobna. Trzask, prask, bessa, krach, kryzys i mega wielkie spadki. Może to ja tak działam na giełdę? ;) Tym razem jednak będę czujny i obserwuję giełdę nadal. Analizuję, szukam, sprawdzam i bardzo możliwe, że jak już się wszystko uspokoi, to wejdę w jakieś papiery.

5) O odsetkach

Stanowią 3% całego portfela. Niewiele, ale skłaniam się ku stwierdzeniu, że po etacie jest to dla mnie najlepsza forma przychodów. Chociaż pełni to raczej funkcję ochrony przed inflacją. Powoli i stabilnie do góry. Bez stresu. Wprawdzie mógłbym wyciągnąć więcej, ale jakoś nie mam weny do optymalizowania lokat i zakładania ich w różnych bankach.

6) O forex'ie

Forex zniknął z moich wpisów już dawno. Nie zniknął jednak w głowy. Co jakiś czas wpadam na pomysł jakiejś strategii i próbuję ją zaprogramować. Co ciekawe zaprogramowałem nawet strategię, która przynosiła przyzwoite zyski na danych historycznych, bardzo ładnie łapiąc trendy. Następnie testowałem ją kilka dni na demie i działała zaskakująco dobrze. Wtedy odpaliłem ją na koncie realnym. I co się wtedy stało? Otóż nastąpiło trzęsienie ziemi w Japonii i strategia zaczęła przynosić straty więc ją wyłączyłem. Jak jest teraz każdy wie. Rynek wciąż szaleje. Nawet dziś Szwajcaria interweniowała co spowodowało potężne ruchy również na eurodolarze. O jakichkolwiek większych trendach nie ma mowy. Wymyśliłem wprawdzie inną strategię, która na danych historycznych również jest strategią zyskowną i przynosi lepsze rezultaty właśnie w czasach takiego rozchwiania, ale w tym przypadku potrzebny jest duży depozyt, na który się nie odważę.

Jeśli chodzi o ręczną grę opartą na tzw. doświadczeniu, to wygląda to tak jak zawsze. Małymi krokami do przodu, do przodu, do przodu, a potem sru... w dół. I tak w kółko. Póki co robię sobie chwilę przerwy od forexu, bawiąc się jedynie w kolejną edycję konkursu Forex Ball.

7) O reklamach

Rok temu pisałem, że robię mały eksperyment. Założyłem wtedy (aczkolwiek o tym nie pisałem), że reklamy na blogu będą wisieć przez rok. Starałem się w żaden sposób nie wpływać na klikanie przez odwiedzających. Tylko raz napisałem o tym, że nikt nie klika i w tym samym dniu pojawiły się 3 kliknięcia. Jaki jest rezultat? 6,33 dolara. Kilkanaście złotych przez rok. Jestem w stanie uwierzyć, że blogi, które mają kilka tysięcy odwiedzin w miesiącu są w stanie zarobić trochę więcej, ale większość mało popularnych blogów zarabia głównie tworząc kółka wzajemnej adoracji i klikając wzajemnie na swoje reklamy. Tym samym eksperyment uznaję za zakończony i wywalam reklamy z bloga.

8) O ankietach

To też postanowiłem przetestować, bo często mam duży luz w pracy i mogę na nie poklikać. Chciałem wiedzieć czym się podniecają blogerzy pisząc o tej formie zarobku. Spośród kilku firm podsyłających ankiety tylko jedna przypadła mi do gustu. Inne albo oferowały marne szanse na nagrody (np. udział w losowaniu nagród), albo chciały wyciągnąć ode mnie zbyt prywatne informacje. Wypełniając ankiety uczciwie widzę szansę zarobku ok. 30-50 zł raz na półtora, może dwa lata. Marne perspektywy. Chyba, że ktoś ma zacięcie, by reklamować te ankiety i rozsyłać linka z refem.

9) O blogowaniu

Początkowo mnie wciągnęło i bardzo mi się spodobało. Później przyszły momenty, w których niekoniecznie miałem ochotę pisać. Czasem brakuje tematów, czasem zwykłej motywacji. Czasem miałem pomysł na wpis, ale później z niego rezygnowałem. Gdy tylko napisałem, że średnio mam o czym pisać, od razu pojawiły się głosy, żebym się nie zmuszał i sobie darował. Ja jednak trwam uparcie w swoim założeniu, bo czasowe zniechęcenia nie powinny wpływać na realizację głównego celu.

To co najbardziej mi się podoba w blogowaniu to dialog. To, że każdy może wypowiedzieć się pod moim wpisem, a ja mogę na to odpowiedzieć. Nie muszę mieć miliona czytelników i miliona wpisów. Wystarczy mi kilku, z którymi będę mógł sensownie "porozmawiać". Gdy komentuję inne blogi wracam zawsze za jakiś czas by zobaczyć, czy autor mi odpowiedział. Da się zauważyć, że im bardziej blog jest nastawiony na reklamy, tym mniejsze są szansę na odpowiedź. W końcu po co marnować czas na komentarz, skoro można wyprodukować w tym czasie kolejny opis lokaty. Przecież ludzie codziennie wpisują w "gugla" nazwy banków. To najlepszy sposób na przyciągnięcie widzów.
Ja na blogi o lokatach wchodzę coraz rzadziej. Wolę takie bardziej życiowe. O tym jak ludzie odkładają i zarabiają pieniądze. O tym jak tracą też, ale wbrew polskiej naturze, straty innych ludzi mnie martwią, a nie cieszą. Mogę w zasadzie powiedzieć, że trochę się identyfikuję z wieloma blogerami. Wielu z nich jest młodszych lub jest w stanie odkładać znacznie mniej niż ja, więc w drugą stronę pewnie to nie działa i oni nie identyfikują się ze mną :) No ale kiedyś byłem w tym miejscu, w którym są oni. Mimo pewnych różnic wcale nie jestem od nich dużo dalej. Zadziwiające, że tak bardzo chcemy w życiu coś zmienić, a potem się okazuje, że i tak jedziemy w tym samym kierunku co cała reszta, tylko być może na torze, który jest nieco obok.

Na koniec tego punktu chciałem bardzo podziękować wszystkim wiernym czytelnikom, zwłaszcza tym komentującym. Myślę, że wraz z nastaniem jesieni będę więcej czasu spędzał przed komputerem i powrócę do normalnej intensywności pisania i komentowania.

10) O życiu prywatnym

Zbyt wiele w tej kwestii nie chcę pisać, ale też nie mogę tego tematu całkowicie zignorować. Dlaczego? Bo wiele osób za główny cel obiera zbieranie kapitału zapominając o życiu, które ucieka przez palce. Przez ten rok oprócz odkładania pieniędzy do portfela blogowego odkładałem też pieniądze na inne cele. Po dość długim czasie w końcu mam odremontowane mieszkanie i kupiłem wszystkie większe meble jakie potrzebuję. Odpocząłem też należycie. Przez 3 ostatnie miesiące wziąłem 4 tygodnie wolnego, które w większości wykorzystałem na podróże i hobby.

Ktoś kiedyś powiedział, że jednym z warunków bycia szczęśliwym jest wizyta przynajmniej raz do roku w jakimś nowym miejscu. Zrealizowałem to jak zawsze. Przez zimę zawsze staram się odłożyć trochę pieniędzy na lato i teraz te pieniądze wykorzystałem. Wydałem przy tym zdecydowanie mniej niż zazwyczaj wydaję na siebie, a za to uszczęśliwiłem dwie inne osoby zabierając je na wakacje. To też było ciekawym doświadczeniem. Człowiek przyzwyczaja się szybko do lepszego standardu życia. Dla mnie był to zwykły wyjazd jakich w roku robię sobie kilka, a dla tych osób było to coś niezwykłego i na każdym kroku podkreślały jak bardzo się z tego cieszą. Warto czasem spojrzeć z innej perspektywy na to, co mamy na co dzień.

Poza tym w tym miesiącu powinien pojawić się nowy członek rodziny. Zabrzmi to pewnie bardzo egoistycznie jeśli napiszę, że to oznacza dodatkowe koszty, no ale blog jest w końcu o finansach :) Rozważam chwilowy powrót do dopłat w wysokości 1500 zł, zamiast 1700 zł. Ciągle jednak bronię się przed cofnięciem. Najbliższe tygodnie pokażą jak bardzo wpłynie ta sytuacja na mój budżet.

Póki co odkładam 1700 zł.

A na koniec mały wykres, który zrobiłem. Prosty, nudny, wręcz banalny, ale mam nadzieję, że nadal będzie podążał w tym samym kierunku.

piątek, 19 sierpnia 2011

Bilans nr 15 - 6 sierpnia 2011

Ależ się spóźniłem z wpisem podsumowującym lipiec! Nieładnie! No ale cóż zrobić. W domu była mała rewolucja czyli drugi etap remontu, a później tydzień urlopu. Gdy już wszystko się uspokoiło to dodałem jeszcze kilka dni opóźnienia od siebie. Dlaczego? Aby wpis ten ukazał się dokładnie po roku od zrobienia przeze mnie pierwszego bilansu. Wprawdzie blogowi rok stuknie dopiero za 10 dni (jak widać nawet pierwszy wpis miałem opóźniony;) ), ale pierwsze podsumowanie w Excelu zrobiłem 19 sierpnia 2010 roku.






Krótko na temat lipca. Oprócz odłożenia standardowej kwoty dodałem tylko odsetki od lokat. Żadnych ruchów na akcjach nie było, czyli nic nie sprzedałem. Wszystko leciało jak szalone w dół, ludzie panikowali, krew się lała, a ja spokojnie byczyłem się nad jeziorem. Jak się uspokoi lub poleci jeszcze w dół to może coś dokupię. Póki co muszę się jakoś zorganizować, bo na karcie kredytowej pojawiła się rekordowa kwota 7 tys. na minusie. Wprawdzie wszystkie wydatki są pod kontrolą, ale muszę spłaty wszystkich rachunków i karty jakoś ogarnąć i zsynchronizować  z wypłatą i innymi wpływami żeby niepotrzebnie nie likwidować jakichś lokat.

Teraz krótkie spojrzenie na bilans sprzed roku. Wyglądał zupełnie inaczej niż teraz, ale naistotniejsza jest suma portfela. 7721,66 zł przed rokiem. Teraz 28611,99 zł. Różnica 20890,32 zł. Wychodzi 1740,86 zł na miesiąc. Nie da się ukryć, że nie wykształciłem przez ten rok innych sposobów zarobku niż etat, ale całe szczęście, że nie uległem komentarzom zachęcającym do większego zaangażowania w akcje, bo byłbym teraz zdrowo w plecy.

Póki co będę kontynuował bezpieczne odkładanie kasy, bo z taką sumą na razie za wiele nie zwojuję. Zresztą przydałaby się też jakaś stabilizacja na rynku, bo rozkręcanie jakiegokolwiek biznesu w obecnej sytuacji wydaje się dość ryzykowne. Cały czas myślę o własnym biznesie i próbuję zarażać swoimi pomysłami znajomych, aby rozłożyć ryzyko i mieć jakieś wsparcie. Niestety te osoby, z którymi byłbym gotów wejść w spółkę popakowały całą kasę w domy, albo ich kobiety radzą sobie z dystrybucją całych dochodów, albo nie chcą poświęcić wolnego czasu kosztem rodziny, albo wszystkie te 3 czynniki się nakładają. Jedna osoba z kolei, której coś tam napomknąłem o jednym z moich pomysłów była bardzo chętna, ale w tym przypadku akurat ja obawiam się, że nie dogadamy się jeśli chodzi o koncepcje.

Ostatnio pisałem też o tym, że osiągnąłem cel roczny i trzeba pomyśleć nad nowym. Aby było okrągło postanowiłem właśnie, że celem na sierpień następnego roku będzie 50 tys.

sobota, 9 lipca 2011

Bilans nr 14 - 6 lipca 2011

Szybko i na temat, bo piękna, letnia pogoda czeka na mnie na zewnątrz. Kolejny miesiąc minął. Kolejne pieniądze odłożone. Na uwagę zasługuje jedynie fakt, że dzięki sprzedaży Polimexu, Polnordu i JSW zmiana w portfelu jest największa od początku istnienia bloga. Cieszy też fakt, że Polimex zmienił w końcu kierunek i jest nadzieja, że reszta moich akcji również przyniesie zysk. Zmienia się trochę moje podejście do rynku i patrzę na wszystko bardziej długoterminowo, co przynosi jakieś efekty. Niektóre osoby dziwią się, że moje zaangażowanie w akcje jest małe, ale nie czuję się jeszcze na siłach ryzykować więcej. Tyle ile ryzykuje jestem w stanie odrobić w miesiąc lub dwa z etatu i tego na razie będę się trzymał.


Niewielki dochód (ok. 5 zł), który miałem z handlu walutami wywaliłem z podsumowania i dodałem go do etatu. Po prostu nie będę już handlował, bo jak już udaje mi się kupić euro taniej, to z czasem zużywam je na swoje potrzeby (kredyt i wyjazdy służbowe). Wprawdzie daje mi to teoretycznie pewne korzyści, ale ciężko je zmierzyć. Musiałbym zwiększyć pieniądze przeznaczone na zakup walut, ale na razie powoli wkręcam się w akcje i na tym poprzestanę.

Udanego weekendu wszystkim życzę, bo zapowiada się upalna niedziela. Ja właśnie zaczynam kolejny urlop. To jedna z zalet pracy na etacie i nieposiadania własnej firmy ;)