Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

Podsumowanie - część 5

Działka, dom, mieszkanie (+/-)

To jest obecnie temat numer jeden. Wcześniejszy plan był taki, by spłacić działkę i wtedy wybudować dom. W tym roku nastąpiła zmiana planów i wszelkimi możliwymi sposobami cisnę, żeby dom stanął w przyszłym roku. Dlatego między innymi wycofuję kasę z kokosa, bo przygotowuję się do wielkiego manewru finansowego :-)

Ktoś powie: po co się pakować w kolejny kredyt? Z kilku powodów. Po to, by było wygodnie, to na pewno. Aspekt finansowy też jest jednak istotny. W tej chwili płacę w sumie ok. 2300 zł kredytów (za działkę i mieszkanie). Oszacowałem, że za dom i mieszkanie będę musiał płacić ok. 4 tysiące. Ale, ale... mieszkanie bez problemu powinienem wynająć za 1500 zł + opłaty, więc de facto moje obciążenie kredytowe będzie wynosić 2500 zł, czyli zwiększy się o ok. 200 zł. No ale przecież mieszkanie ma być moją emeryturą, więc trzeba wziąć pod uwagę to, że z tego kredytu ok. 500 zł miesięcznie (to się będzie zwiększać, bo kredyt jest o stałych ratach) będzie szło na "emeryturę", a nie na "konsumpcję" mieszkania. Czyli ostatecznie kredytowe obciążenie "konsumpcyjne" zmniejszy się do 2 tys., a nawet więcej, bo odejdzie też sześć stówek czynszu co miesiąc. Będzie się też zmniejszać wraz z kolejnymi ratami po pierwsze, bo rata kapitałowa za mieszkanie będzie się zwiększać, po drugie, bo rata za dom będzie malejąca.

Tak to sobie wykombinowałem :-) Ktoś to jeszcze czai co tu opisałem? Nie przekombinowałem? :-)

Oczywiście jest pewno małe ale... czy jakiś bank da mi na to kredyt? :-) To się okaże pewnie za nie więcej niż pół roku.

piątek, 15 listopada 2013

Podsumowanie - cześć 4

Hazard (+/-)

Kiedyś już pisałem nieco o tym jak znalazłem grę pseudolosową, która dawałaby zyski, gdyby była uczciwie zrobiona. Tym razem poszedłem w kierunku kart :-) Kiedyś nie lubiłem gier karcianych, ale jakiś czas temu przeczytałem artukuł o pokerze, spróbowałem i... wciągnąłem się.

Żeby nie było - nie wpłacam kasy i nie przegrywam jej. Po prostu gram w darmowych turniejach. Jest takich trochę. Co ciekawe, gdy grałem na stołach dla początkujących wygrywałem. W sumie w darmowych turniejach wygrałem 20 dolarów. Niestety gdy już nie mogłem grać z początkującymi, to kasa powoli topniała i zeszła do zera. Cały czas jednak ćwiczę jeśli mam jakiś wolny wieczór, bo po prostu bardzo to lubię. Wiadomo... trochę zależy od szczęścia, ale dużo zależy od psychologicznego podejścia do przeciwników, a także od oceny siły kart na stole. Niestety widzę tu też spore podobieństwo do forexu w sensie psychologicznego podejścia do tematu. Mam nadzieję, że ta gra nie będzie tak wpływała na mój nastrój jak forex :-)

Niewątpliwie (są już nawet przykłady w Polsce) można zostać milionerem grając w pokera, aczkolwiek ja na to nie liczę. Gram dla przyjemności. Moim celem jest przeskoczenie pewnego progu przeciętności. Niestety w wielu dyscyplinach brakuje mi tej odrobiny profesjonalizmu, która pozwala przebić się do tych najlepszych. Zawsze pozostaję w czołówce średniaków :-)

Generalnie w darmowych turniejach jest tak, że trzeba najpierw przejść eliminacje po to, by potem walczyć w turnieju z prawdziwą kasą (aczkolwiek nie są to wielkie kwoty). Tak więc najpierw trzeba być zazwyczaj w pierwszej dwusetce na ok. 4 tys. osób. To udaje mi się dość często. Potem natomiast trzeba być wśród kilkunastu lub kilkudziesięciu najlepszych osób z kolejnych kilku tysięcy wyłonionych w eliminacjach. I tu wkraczają (podobnie jak w foreksie) moje słabe nerwy ;-p Często jest tak, że zostaje już niewielu zawodników, a ja niestety odpadam. Muszę nad tym zdecydowanie popracować, bo załamać się można gdy 30 osób wygrywa forsę, a ja jestem 31. :-)

Jak odbiję się znów od zera dolców na koncie to dam znać :-)

niedziela, 3 listopada 2013

Podsumowanie - część 2

Giełda (--)

Drugi punkt i drugi ze stratami. Większymi niż na foreksie. Mam coś w sobie takiego, że czytam, analizuję, sprawdzam i... się nabieram. Co jakiś czas wybierałem jakąś spółkę, która wydawałaby się całkiem konkretna, duża, poważna, itd., a potem nagle rachu-ciachu i spółka ociera się o bankructwo. Czasem zastanawiam się, czy jak zainwestuję w jakiś KGHM czy PKO BP, to też ich rozłożę ;-)))

Wiadomo, że inside trading jest teoretycznie zabroniony, ale myślicie, że ludzie tego nie wykorzystują? To byłoby takie niepolskie :-) Mając zaufanych znajomych i informacje o firmie z pierwszej ręki można przecież robić sobie co się chce z ich pomocą.

Ja niestety nie mam szczęścia do posiadania znajomości na istotnych stanowiskach w dużych spółkach. Ale mam znajomość w jednej ze spółek, która jakiś czas temu upadła (a w zasadzie jeszcze jest chyba w stanie rozkładu). I po kilku rozmowach z tą osobą przypomniały mi się komentarze, które czytałem na forach giełdowych w stylu: "co za frajerzy wyrzucają akcje po tak niskiej cenie! nie wyrzucajcie!", itp. itd. Tymczasem ci, którzy wyrzucają już wiedzą i to od jakiegoś czasu co się szykuje. I uciekają. Bo firma tak naprawdę od 3 lat naciągała wszystkie możliwe wskaźniki. Zamiast naprawiać co się da, to upychała po szafach trupy.

Po tych rozmowach mam strasznie negatywny obraz polskiej giełdy i nawet inwestowanie na podstawie fundamentów jakoś mnie nie przekonuje. Nawet jak poznawałem kogoś (lub napotykałem czyjegoś bloga), komu idzie dobrze na giełdzie to ten ktoś prędzej czy później się wysypywał.

Wprawdzie większość twierdzi, że jak już wszystko spadło, to teraz trzeba kupować, ale ja myślę, że z giełdą pożegnałem się już na długie lata. W moim przypadku był to stracony czas i stracone pieniądze, ale na pewno sporo też się nauczyłem. O finansach, o funkcjonowaniu firm, a przede wszystkim o tym, że żadna wiedza z książek nie zastąpi szybkiej, prawdziwej i konkretnej informacji od odpowiedniej osoby :)

środa, 30 października 2013

Podsumowanie po trzech latach :) Część 1

Przyszedł czas na małe odświeżenie bloga, aczkolwiek od razu mogę powiedzieć, że nie będzie on uaktualniany zbyt często. Najzwyczajniej w świecie nie ma go czym uaktualniać. Pewnie raz na pół roku zbiorę się, by napisać o większych zmianach, bo jak już nie raz pisałem - bogacenie się to nudny i powolny proces :-)

Aby na raz nie zarzucić dużą ilością tekstu tych, którzy jeszcze ten "periodyk" prenumerują, postanowiłem wrzucać to, co teraz na moim komputerze napiszę, w pewnych krótkich odstępach i tematycznych porcjach.

Na początek krótkie podsumowanie różnych tematów, które przez te ponad 3 lata tu poruszałem. Być może niektóre elementy się powtórzą, ale nie chce mi się przeglądać o czym już pisałem, a o czym nie.

Forex (-)


W sumie na przestrzeni kilku ostatnich lat uleciało kilka stówek. Powiększyłem grono tych, którzy stracili i odpuściłem sobie. Przyczyn jest kilka i niekoniecznie są one związane ze stroną finansową. Zauważyłem, że codzienne wygrane lub przegrane dość mocno wpływają na nastrój. Jednego dnia można wygrać i być w wyśmienitym humorze, a następnego dnia przegrać i zmarnować sobie całe popołudnie i wieczór martwieniem się, co zrobiłem nie tak. Poza tym... co powiedzieć rodzinie? Że mam kiepski humor, bo straciłem kasę? :-) Nawet jeśli to tylko 5 zł, to nie jest to dobry powód psucia sobie nastroju.

Myślałem, że jestem w stanie nauczyć się panować nad emocjami zarówno podczas gry na foreksie jak i po niej. Niestety nie. Wyczytałem też, że niektóre osoby, które odnoszą sukcesy na foreksie handlują krótko (max. kilka dni), a potem robią dłuższą przerwę, bo twierdzą, że jest to zbyt męczące, wręcz wyniszczające.

Po etapie rezygnacji z ręcznej gry na foreksie postanowiłem skupić się na automatach, bo w końcu to one teraz zawierają większość transakcji (co jest nieco smutne i moim zdaniem, na dłuższą metę, wyniszczające dla rynków, aczkolwiek nowych frajerów takich jak ja, czyli dostawców kapitału, wciąż przybywa, więc będzie to nadal funkcjonowało). Myślałem, kombinowałem, czytałem mądrości różnych foreksowych guru i napisałem program. Ciął ładnie straty i jeszcze ładniej wykorzystywał trendy. Testowałem mój skrypt na danych historycznych - było ok. Postawiłem starego laptopa w kącie odpalonego 24h i testowałem na żywo na koncie demo - wszystko pięknie.

Przyszedł czas na prawdziwą kasę. Pierwszy dzień - jestem do przodu. Drugi dzień - brak trendu, ale nadal na małym plusie. Dzień trzeci - trzęsienie ziemi w Japonii! Rynki zwariowały. Wyczyściło mi wtedy chyba z 30-40% mojego niewielkiego depozytu. Przez kolejne miesiące nie było stabilnie, więc odpuściłem sobie mój skrypt.

Zacząłem pracę nad kolejnym skryptem, ale tylko z ciekawości, bo wiedziałem, że go nigdy nie wykorzystam - ze strachu :-) Chciałem stworzyć skrypt hedgingowy, który będzie zarabiał niezależnie od ruchów na rynku. No i stworzyłem. Badałem ile trzeba mieć kasy, żeby móc taki skrypt zapuścić i wyszło mi, że dałoby się zrobić coś takiego z depozytem ok. 50 tys zł. Taki skrypt na danych historycznych zarabiał ok. 15-25% rocznie. Nie wiem czy z technicznego punktu widzenia forexowi providerzy pozwalaliby na tego typu hedgingowe transakcje. Obawiam się, że mogliby mieć coś przeciwko :-)

Po jakimś czasie postanowiłem usprawnić powyższy skrypt nie przejmując się wielkością depozytu. Po modyfikacjach wyszło mi, że mając ok. 2 miliony depozytu można wyciągnąć ok. 70% rocznie. I to mnie zniechęciło kompletnie do foreksu. Co to oznacza? Że tak naprawdę im więcej masz kasy, tym więcej "przeciwników" możesz wyciąć zwykłym hedgingiem. Mimo, że teoretycznie skrypty, które stworzyłem zarabiały, to nie odważyłbym się ich zastosować. Dlaczego? Bo może znaleźć się ktoś, kto będzie miał 20 milionów i popchnie rynek jeszcze dalej, a na niego znajdzie się ktoś, kto ma 200 milionów i pchnie rynek tam, gdzie go jeszcze nie było wycinając tego z dwudziestoma milionami. Może przesadzam. Sporo ludzi twierdzi, że przy tej masie zawieranych transakcji na całym świecie nie można manipulować tym rynkiem zbyt mocno, ale któż to tak naprawdę wie? Jeśli ktoś jest w stanie tym manipulować, to się przecież nie przyzna, bo na tym zarabia :-)

Jedno jest pewne. Forex nigdy nie będzie moim źródłem dochodu.

piątek, 13 kwietnia 2012

Bilans na 6 kwietnia 2012

Zgodnie z zapowiedzią w tym miesiącu zmniejsza się dopłata do portfela. Wprawdzie pisałem, że od teraz portfel będzie zwiększał się o 1700 zł miesięcznie, ale aby zaokrąglić kwotę całkowitą dopłacam kilka złotych więcej. Standardowe odsetki w większości jeszcze nie są zjedzone przez podatek. W przyszłym miesiącu niestety będą mniejsze, bo nienażarty potwór o nazwie Polska wyszedł na łowy. Staram się unikać otwierania nowych kont, bo już kiedyś zamykałem kilka zbędnych, ale teraz znów zastanawiam się nad otwarciem konta w Deutche Banku, który ma teraz chyba najlepszą ofertę jeśli chodzi o odsetki.

W podsumowaniu pojawił się w końcu nowy podpunkt o nazwie kokos. Pierwsza pożyczka zakończona sukcesem. Niewielki zysk w wysokości 6 zł, ale i kwota zainwestowana na okres 6 miesięcy (a spłacona wcześniej) nie była porażająca (50 zł).

Chciałem w tym wpisie również wyjaśnić dlaczego zdecydowałem się zmniejszyć dopłaty, ale co zasiadam do pisania, to nadciągają zewsząd jakieś obowiązki. Nie ma chwili spokoju. Wcześniej udawało mi się pisać w podróży, a czasem nawet w przerwie w pracy, jednak teraz zbliża się zakończenie projektu, który ciągnie się od roku. To oznacza ni mniej, ni więcej, ale pracę non stop przez 8-10 godzin dziennie przez ten i połowę następnego tygodnia. Już się nie mogę doczekać końca tego nawału pracy. Mam nadzieję, że wtedy uda mi się dokończyć wpis o przyczynach zmniejszenia dopłat. Póki co wpis powstaje po bardzo małym kawałku.


poniedziałek, 6 lutego 2012

Sukcesy i porażki roku 2011 + Bilans na 6 lutego 2012

    Rok temu podobny wpis zatytułowałem "Porażki roku 2010" i wpis był odebrany przez jedną z (a może i więcej) osób jako moje usprawiedliwianie się. W tym roku zatem tytuł jest nieco bardziej optymistyczny. Mam nadzieję, że oprócz tytułu treść również będzie odebrana lepiej, bo wprawdzie podsumowanie roku jest dla mnie okazją do wypunktowania tego co poszło źle (w celu poprawienia się), ale nie jest tak, że wszystko widzę w ciemnych barwach. Zauważam też pozytywy. Od nich zatem zacznijmy.

1) Cel bloga. Jeśli wszystko nadal będzie szło w dobrym kierunku, to jest raczej niezagrożony. Wyrobiłem w sobie systematyczność oszczędzania. Nie czuję czegoś, co posiada wielu ludzi, a co mój kolega określa mianem "głodu konsumpcyjnego", ale jak wielokrotnie podkreślam - nie odkładam tyle, ile bym mógł gdybym mocniej przycisnął, bo z życia też trzeba coś mieć. Dzięki takiemu rozłożeniu środków nie muszę się przejmować, że nie osiągnę celu, bo np. zepsuł mi się akurat samochód. W realizacji celu pomaga mi jak zawsze...

2) Praca zawodowa. Na tej płaszczyźnie nie mogę mówić o porażkach. Niedawno miał miejsce awans i podwyżka. Mogę obiektywnie stwierdzić, że nie jestem osobą posiadającą cechy przywódcze, a mimo to wciąż jestem "pchany" w kierunku zarządzania. Na szczęście dla mnie nie jestem rzucany na głęboką wodę, lecz jestem przygotowywany do tego stopniowo i z rozsądkiem. Czasem zastanawia mnie dlaczego jestem prowadzony w takim kierunku i chyba kilka zdań wymienionych z moim nowym szefem pomogło mi to zrozumieć. Co powiedział mój szef? "Musisz się bardziej udzielać i być bardziej aktywny, bo zawsze jak jest jakiś problem, to masz dobre pomysły i praktycznie za każdym razem to Ty masz rację, a ja się
mylę."

Wyobrażacie sobie usłyszeć coś takiego od przełożonego Polaka? Bo ja jakoś nie mogę. Mam wrażenie, że w Polsce szef prędzej podwładnego skrytykuje i nigdy nie przyzna się do błędu. Głównie dlatego, by nie stworzyć sobie konkurenta. Kilkunastoprocentowa podwyżka mogłaby zaowocować zwiększeniem dopłat do portfela, ale jak już pisałem w jednym z poprzednich wpisów, pojawienie się dziecka sprawiło, że wzrosły
też koszty. Dziecko, święta i parę innych czynników powoduje, że zmiany w moim prywatnym, nieblogowym portfelu są bardzo dynamiczne :-) Gdy wszystko się nieco ustabilizuje to wtedy pomyślę nad zwiększeniem dopłat.

3) Lokaty - przeniesienie się do Optimy i optymalizację kwot lokat również zaliczam do plusów tego roku, bo dzięki temu wpada do portfela parę złotych miesięcznie więcej, które następnie wędrują do punktu czwartego, czyli...

4) Kokos - jakiś czas temu zacząłem inwestować w pożyczki społecznościowe. Żadna aukcja nie zamknęła się jeszcze, bo minęło zbyt mało czasu i mam paru spóźnialskich pożyczkobiorców, ale ogólnie podoba mi się ta idea inwestowania. Ok. 3-4 razy większe oprocentowanie od lokat sprawia, że jest to opłacalne nawet jeśli (zgodnie ze statystyką) jedna na dziesięć aukcji skończy się windykacją. Gdy będę miał w tym temacie więcej doświadczenia to na blogu pojawi się osobny wpis na ten temat.

   Teraz nieco na temat ruchów niekoniecznie zakończonych sukcesami.

5) Giełda - mimo pozornego dodatniego bilansu posiadam jeszcze akcje, które niwelują cały dotychczas wypracowany zysk. Cały czas trzymam się swojej strategii, więc za jakiś czas pewnie o tym przeczytacie. Póki co wstrzymuję się od jakichkolwiek ruchów z powodu niepewności panującej na rynkach, a także dlatego, że cały czas sprawdzam rynek nieruchomości i na wszelki wypadek trzymam gotówkę.

6) Nieruchomości - w tym temacie praktycznie nic się nie zmieniło, ale chciałbym parę słów na ten temat napisać. Rok temu zastanawiałem się nad inwestycją w ziemię, ale wywindowane ceny nie chciały spaść. Media pisały o spadkach cen, ale wydaje mi się, że spadek był niewielki i przy bardzo małych obrotach. Sprzedają tylko ci, którzy naprawdę muszą i ciężko namierzyć takie okazje. Gdy widzę jakieś ogłoszenia w okolicy, która mnie interesuje, dzwonię i pytam o cenę. Zazwyczaj rozmowę kończę dość szybko: "Proszę pana, pan chce 30% więcej niż deweloper kilometr dalej, który ma w ofercie do wyboru kilka działek". Wtedy sprzedający oburza się, że przecież on zapłacił za tę ziemię więcej i nie będzie tracił sprzedając poniżej tej ceny. Cóż... ja nie będę lekarstwem na jego wtopę.

Póki co cieszę się, że nie zdecydowałem się na ziemię wcześniej. Byłem już bliski kupienia ziemi rolnej z dużą perspektywą przekształcenia za jakiś czas na budowlaną, a tymczasem pojawiają się już działki budowlane w cenach takich jak pół roku temu ziemia rolna. Bardzo jestem ciekaw czy ceny jeszcze spadną. Staram się monitorować sytuację i szukać okazji. Obym tylko nie przegapił tych, które już się pojawiają.

7) Inne projekty - niestety brak czasu na prowadzenie firmy i jednoczesną pracę na etacie powoduje, że działalność gospodarcza jest nadal zawieszona. Mam za to w głowie projekt internetowy, który mogę robić w czasie wolnym i nawet częściowo ruszyłem z jego wykonaniem. Nie wymaga pieniędzy, ale czasu. Czasu, którego wciąż brakuje. Jest związany z moimi pasjami, dlatego nie wiem czy przyniesie kiedyś jakiekolwiek zyski. Zakładając, że w ogóle doprowadzę go do końca. Chciałbym go zrealizować tak po prostu, dla siebie, ale czy się uda?

Czytając różne biografie milionerów, oglądając wywiady z ludźmi, którzy odnieśli duży sukces w biznesie mam wrażenie, że większość z nich mówi o całkowitym poświęceniu pracy. Pracowali z zacięciem dniami, wieczorami, weekendami. Sami przyznają, że kosztem rodziny. Ja przyznaję się bez bicia - nie potrafię. Nie chodzi tutaj o lenistwo, które często się w moim życiu pojawia. Po prostu nie umiem zrobić tego mojemu kilkumiesięcznemu dziecku. W swoim otoczeniu mam kilku ojców, których dzieci nie rozpoznają, bo widują ich tylko kilka godzin w weekendy i ewentualnie kilka minut przed snem w tygodniu. Nie chcę czegoś takiego w swoim życiu. My spędzamy ostatnio z dzieckiem większość naszego czasu, dlatego zapewne na blogu przywieje jeszcze większą nudą. Aczkolwiek pewnie niedługo znów będę więcej podróżował, więc muszę odgrzebać mojego starego smartfona, by móc pisać w samolocie, autobusie czy pociągu. Póki co, to tyle opowieści na temat powolnego bogacenia się ;-) Na koniec wlepiam podsumowanie miesiąca, czyli standardowe oszczędności i odsetki.


wtorek, 10 stycznia 2012

Bilans nr 20 na 6 stycznia 2012

Bardzo miło mi się zrobiło, gdy pod poprzednim swoim wpisem przeczytałem, że ktoś czeka na moje wpisy :-) Przepraszam, że zawodzę w kwestii punktualności, ale nie będę ukrywał, że blog jest ostatnio dość nisko na liście moich priorytetów. Wyżej jest rodzina, która ostatnio absorbuje dużo czasu czy praca, która po leniwej przerwie świątecznej nabiera tempa.

Wprawdzie był długi weekend i mimo wyjazdu mogłem spokojnie zasiąść przed komputerem, by napisać długi wpis, ale... nie chciałem. Mógłbym tu sparafrazować pojawiającą się na wielu blogach zasadę: "najpierw płać sobie". Dla mnie od jakiegoś czasu jedną z największych wartości jest czas wolny i możliwość poświęcania go na różne moje hobby, dlatego jeśli tylko pojawia się dzień wolny, to poświęcam go ("płacę nim") w większości sobie. Cały tydzień mogę popołudniami sprzątać, jeździć na zakupy, zajmować się dzieckiem, posiedzieć w necie, zapłacić rachunki, itp. Nie mam z tym najmniejszych problemów. Jednak gdy przychodzi dzień wolny i na zewnątrz nie ma huraganu, to bardzo często w ogóle nie włączam komputera. Tak było też tym razem, no ale do rzeczy...

W grudniu wiele osób oczekiwało rajdu św. Mikołaja, który jakoś nie nastąpił. Mimo małego podbicia w górę na GPW nic w zasadzie się nie wydarzyło, dlatego powstrzymałem się od zakupów. Oczywiście nie świątecznych. Święta niestety kosztowały mnie ok. 2 tys. Prezenty, paliwo, itp. Mógłbym to "przeżyć" taniej (zwłaszcza, że za świętami za bardzo nie przepadam), ale lubię zrobić rodzinie przyjemność raz do roku i zamiast kupować skarpetki, czy szaliki kupuję to co sprawi im radość. 

Nie wpływa to na dopłatę do blogowego portfela. Dorzucam 1700 zł i dopisuję odsetki od lokat w wysokości 164,72 zł. Odsetki większe niż poprzednio, bo przeniesione do BGŻ, zostały zgodnie z planem ulokowane na kokosie. I to tyle wieści z nudnego, powolnego bogacenia się. Za parę dni powinienem zrobić podsumowanie roku. Daję sobie chwilę na przemyślenie tematu i ogarnięcie wątków, które chciałbym poruszyć,a które są istotne ze względu na tematykę bloga.


wtorek, 6 grudnia 2011

Bilans nr 19 na 6 grudnia 2011

Listopad... czas "szalonych" zysków giełdowych ;-) Rajdu Św. Mikołaja jak nie widać, tak nie widać, ale u mnie mały zysk. Całe 9,87 zł :-) Skąd się to wzięło? Jakiś czas temu kupiłem 11 akcji spółki Pegas. Kupiłem je głównie z myślą o dywidendzie, ale też z myślą o tym, by trzymać akcje dłużej. Oczywiście wszystko zmieniło się gdy giełda zaliczyła jakieś tam kolejne tąpnięcie. Wtedy ustawiłem zlecenie sprzedaży minimalnie powyżej ceny zakupu. Później stwierdziłem, że zrobiłem bez sensu, ale zlecenia nie odwołałem, bo jakoś tak ciągle brakowało czasu. Nie sądziłem, że się zrealizuje, a tymczasem... hops... i sprzedane. Cóż... dywidenda zainkasowana (doliczona w poprzednim bilansie) i akcje sprzedane z zyskiem 1,17%. Jeśli doliczyć dywidendę, to wyjdzie 5,88%, więc jak na czasy bessy może być.

Lokaty przeniesione do Optimy, ale nie widać dużej różnicy w odsetkach w stosunku do poprzedniego miesiąca, bo przeniesienie miało miejsce kilka dni temu. Za miesiąc będzie lepiej. Odsetki oczywiście, zgodnie z planem opisanym tu: Kokosowe inwestycje strukturyzowane, powędrowały w stronę pożyczek społecznościowych.

Zarobki odrobinę mi się ostatnio poprawiły, ale dokładam tyle samo co zawsze, bo dziecko, bo święta, bo trzeba złapać oddech po wakacjach i tak dalej. Na wiosnę postaram się zweryfikować "wkłady" o inflację.

Skąd się wzięły moje pieniądze można jak zwykle zobaczyć poniżej (zazwyczaj robię screenshot dwóch ostatnich miesięcy, ale niechcący zrobiłem trzy miesiące i nie chce mi się już zmieniać ;-).

poniedziałek, 7 listopada 2011

Bilans nr 18 na 6 listopada 2011

Dziś niespodzianka! Nowa pozycja w bilansie. Skąd się wzięła? Na początku roku zarejestrowałem się w serwisie, w którym zbiera się punkty za wypełnianie ankiet. Skoro sprawdzam po kolei różne mity dotyczące zarabiania w sieci, tudzież innych sposobów szybkiego wzbogacania się, trzeba było sprawdzić i ten. Czy jest opłacalny? Sami oceńcie. Zarejestrowałem się na początku tego roku. Dostaję średnio ok. 1 ankietę na miesiąc, której wypełnienie trwa ok. pół godziny. Na wstępne pytania odpowiadam zawsze uczciwie, dlatego kwalifikuję się tylko do ok. 30-40% ankiet. W sumie poświęciłem temu ok. 4-5 godzin, za które (po uzbieraniu odpowiedniej ilości punktów) dostałem 32 zł. Stawka słaba i w zasadzie nie widzę potencjału na więcej niż 64 zł w ciągu roku. Malutko, ale zawsze to kilka złotych do przodu niewielkim kosztem.

Drugi punkt tego miesiąca warty odnotowania to malutki ruch w akcjach, które nabyłem jakiś czas temu, po największych spadkach z myślą o dywidendach. Nie pisałem o tym, bo wiem z własnego doświadczenia, że ludzie jak zobaczą u kogoś wynik dodatni na GPW, to potrafią się kierować takimi wpisami, a nie chcę nikogo wpakować na minę. Przecież nie od dziś wiadomo, że gracz giełdowy ze mnie marny, a ten plus w bilansie jest skutecznie niwelowany przez straty, które trzymam :)

Co się zatem wydarzyło w akcjach? 254,21 zł pochodzi z dywidendy z 4 różnych spółek. Jedną z nich było PZU, które w tym tygodniu sprzedałem z niewielkim zyskiem (+38,81 zł). Reszta czeka na lepsze czasy. Jak się jakichś akcji pozbędę, to o tym napiszę.

Standardowe odsetki pozwolą mi na kolejne mini-inwestycje na kokosie, a standardowo odłożona kwota 1700 zł wędruje standardowo na lokatę. To na dziś tyle. Dobranoc :-)


czwartek, 13 października 2011

Bilans nr 17 na 6 października 2011

Nikogo chyba już nie dziwi, że podsumowanie jak zwykle spóźnione, ale czasu brak. Kto ma dzieci ten wie jak to jest tuż po narodzinach. Mimo wolnego od pracy czuję się jakbym robił co najmniej półtora etatu, z czego część przypada na nocki. Ponadto codziennie okazuje się, że coś trzeba dokupić, czegoś brakuje, coś innego właśnie się kończy. Od narodzin nie było dnia, aby nie poleciało co najmniej 50 zł na wydatki na malucha. Mimo to odkładam standardową kwotę i dopisuję odsetki. I to na dziś tyle.

wtorek, 6 września 2011

Bilans nr 16 - 6 września 2011

No i minął rok blogowania... Wypada to jakoś podsumować.

1) O celu


Cel, który założyłem rok temu nie był jakiś bardzo wygórowany. Od początku twierdziłem, że nie chcę rezygnować z normalnego, dość wygodnego życia kosztem kolejnych, uciułanych pieniędzy. Mimo tego odłożyłem więcej niż planowałem i w tym miesiącu blogowy portfel przekroczył 30 tys. zł, co oznacza ponad 20 tys. zł oszczędności przez rok. Nie jest źle, ale zawsze mogłoby być lepiej. Na kolejny rok założyłem cel podobny, czyli kolejne +20 tys. i przekroczenie 50 tys. zł. Teoretycznie powinienem zwiększyć cel, by był jakiś postęp, ale niestety warunki, w których przyjdzie mi cel realizować zamiast się polepszać, pogarszają się.

2) O etacie


Co tu dużo gadać... 93,9% pieniędzy pochodzi właśnie z tego źródła. Niestety wizja awansu nieco się oddaliła, więc nie przewiduję większych zmian przez najbliższe pół roku. Składa się na to sporo czynników. Począwszy od sytuacji gospodarczej na świecie, po moją prywatną sytuację, przez którą mniej angażuję się w pracę. Na szczęście pracuję w firmie, w której rozumieją, że czasem trzeba położyć większy nacisk na życie prywatne niż na ślepe oddanie się firmie.

3) O samozatrudnieniu/biznesie

Firma wciąż zawieszona i wciąż mam nadzieję, że za jakiś czas ją reaktywuję. Pewne pomysły mam, ale brakuje wiary, że "zaskoczą". Na coś większego brak jeszcze kapitału. Jest też oczywiście lekki strach przed ewentualnymi stratami, ale nie jest to strach paraliżujący, więc może za jakiś czas się zmobilizuję.

4) O akcjach

Pisałem o tym, że parę lat temu lekko sparzyłem się na akcjach. Zrobiłem drugie, również bardzo ostrożne podejście do GPW i wygląda na to, że nie jest to miejsce dla mnie. Nie ta psychika. Wprawdzie w podsumowaniu widnieje, że zarobiłem prawie 800 zł na akcjach, ale po pierwsze, zarobiłem je głównie na debiutach, a po drugie portfel nie uwzględnia jeszcze strat, które narosły na koncie po ostatnich spadkach. Jako ciekawostkę podam fakt, że sytuacja lubi się powtarzać. Poprzednio, gdy powoli przekonywałem się do giełdy i w końcu zdecydowałem się zagrać sytuacja była podobna. Trzask, prask, bessa, krach, kryzys i mega wielkie spadki. Może to ja tak działam na giełdę? ;) Tym razem jednak będę czujny i obserwuję giełdę nadal. Analizuję, szukam, sprawdzam i bardzo możliwe, że jak już się wszystko uspokoi, to wejdę w jakieś papiery.

5) O odsetkach

Stanowią 3% całego portfela. Niewiele, ale skłaniam się ku stwierdzeniu, że po etacie jest to dla mnie najlepsza forma przychodów. Chociaż pełni to raczej funkcję ochrony przed inflacją. Powoli i stabilnie do góry. Bez stresu. Wprawdzie mógłbym wyciągnąć więcej, ale jakoś nie mam weny do optymalizowania lokat i zakładania ich w różnych bankach.

6) O forex'ie

Forex zniknął z moich wpisów już dawno. Nie zniknął jednak w głowy. Co jakiś czas wpadam na pomysł jakiejś strategii i próbuję ją zaprogramować. Co ciekawe zaprogramowałem nawet strategię, która przynosiła przyzwoite zyski na danych historycznych, bardzo ładnie łapiąc trendy. Następnie testowałem ją kilka dni na demie i działała zaskakująco dobrze. Wtedy odpaliłem ją na koncie realnym. I co się wtedy stało? Otóż nastąpiło trzęsienie ziemi w Japonii i strategia zaczęła przynosić straty więc ją wyłączyłem. Jak jest teraz każdy wie. Rynek wciąż szaleje. Nawet dziś Szwajcaria interweniowała co spowodowało potężne ruchy również na eurodolarze. O jakichkolwiek większych trendach nie ma mowy. Wymyśliłem wprawdzie inną strategię, która na danych historycznych również jest strategią zyskowną i przynosi lepsze rezultaty właśnie w czasach takiego rozchwiania, ale w tym przypadku potrzebny jest duży depozyt, na który się nie odważę.

Jeśli chodzi o ręczną grę opartą na tzw. doświadczeniu, to wygląda to tak jak zawsze. Małymi krokami do przodu, do przodu, do przodu, a potem sru... w dół. I tak w kółko. Póki co robię sobie chwilę przerwy od forexu, bawiąc się jedynie w kolejną edycję konkursu Forex Ball.

7) O reklamach

Rok temu pisałem, że robię mały eksperyment. Założyłem wtedy (aczkolwiek o tym nie pisałem), że reklamy na blogu będą wisieć przez rok. Starałem się w żaden sposób nie wpływać na klikanie przez odwiedzających. Tylko raz napisałem o tym, że nikt nie klika i w tym samym dniu pojawiły się 3 kliknięcia. Jaki jest rezultat? 6,33 dolara. Kilkanaście złotych przez rok. Jestem w stanie uwierzyć, że blogi, które mają kilka tysięcy odwiedzin w miesiącu są w stanie zarobić trochę więcej, ale większość mało popularnych blogów zarabia głównie tworząc kółka wzajemnej adoracji i klikając wzajemnie na swoje reklamy. Tym samym eksperyment uznaję za zakończony i wywalam reklamy z bloga.

8) O ankietach

To też postanowiłem przetestować, bo często mam duży luz w pracy i mogę na nie poklikać. Chciałem wiedzieć czym się podniecają blogerzy pisząc o tej formie zarobku. Spośród kilku firm podsyłających ankiety tylko jedna przypadła mi do gustu. Inne albo oferowały marne szanse na nagrody (np. udział w losowaniu nagród), albo chciały wyciągnąć ode mnie zbyt prywatne informacje. Wypełniając ankiety uczciwie widzę szansę zarobku ok. 30-50 zł raz na półtora, może dwa lata. Marne perspektywy. Chyba, że ktoś ma zacięcie, by reklamować te ankiety i rozsyłać linka z refem.

9) O blogowaniu

Początkowo mnie wciągnęło i bardzo mi się spodobało. Później przyszły momenty, w których niekoniecznie miałem ochotę pisać. Czasem brakuje tematów, czasem zwykłej motywacji. Czasem miałem pomysł na wpis, ale później z niego rezygnowałem. Gdy tylko napisałem, że średnio mam o czym pisać, od razu pojawiły się głosy, żebym się nie zmuszał i sobie darował. Ja jednak trwam uparcie w swoim założeniu, bo czasowe zniechęcenia nie powinny wpływać na realizację głównego celu.

To co najbardziej mi się podoba w blogowaniu to dialog. To, że każdy może wypowiedzieć się pod moim wpisem, a ja mogę na to odpowiedzieć. Nie muszę mieć miliona czytelników i miliona wpisów. Wystarczy mi kilku, z którymi będę mógł sensownie "porozmawiać". Gdy komentuję inne blogi wracam zawsze za jakiś czas by zobaczyć, czy autor mi odpowiedział. Da się zauważyć, że im bardziej blog jest nastawiony na reklamy, tym mniejsze są szansę na odpowiedź. W końcu po co marnować czas na komentarz, skoro można wyprodukować w tym czasie kolejny opis lokaty. Przecież ludzie codziennie wpisują w "gugla" nazwy banków. To najlepszy sposób na przyciągnięcie widzów.
Ja na blogi o lokatach wchodzę coraz rzadziej. Wolę takie bardziej życiowe. O tym jak ludzie odkładają i zarabiają pieniądze. O tym jak tracą też, ale wbrew polskiej naturze, straty innych ludzi mnie martwią, a nie cieszą. Mogę w zasadzie powiedzieć, że trochę się identyfikuję z wieloma blogerami. Wielu z nich jest młodszych lub jest w stanie odkładać znacznie mniej niż ja, więc w drugą stronę pewnie to nie działa i oni nie identyfikują się ze mną :) No ale kiedyś byłem w tym miejscu, w którym są oni. Mimo pewnych różnic wcale nie jestem od nich dużo dalej. Zadziwiające, że tak bardzo chcemy w życiu coś zmienić, a potem się okazuje, że i tak jedziemy w tym samym kierunku co cała reszta, tylko być może na torze, który jest nieco obok.

Na koniec tego punktu chciałem bardzo podziękować wszystkim wiernym czytelnikom, zwłaszcza tym komentującym. Myślę, że wraz z nastaniem jesieni będę więcej czasu spędzał przed komputerem i powrócę do normalnej intensywności pisania i komentowania.

10) O życiu prywatnym

Zbyt wiele w tej kwestii nie chcę pisać, ale też nie mogę tego tematu całkowicie zignorować. Dlaczego? Bo wiele osób za główny cel obiera zbieranie kapitału zapominając o życiu, które ucieka przez palce. Przez ten rok oprócz odkładania pieniędzy do portfela blogowego odkładałem też pieniądze na inne cele. Po dość długim czasie w końcu mam odremontowane mieszkanie i kupiłem wszystkie większe meble jakie potrzebuję. Odpocząłem też należycie. Przez 3 ostatnie miesiące wziąłem 4 tygodnie wolnego, które w większości wykorzystałem na podróże i hobby.

Ktoś kiedyś powiedział, że jednym z warunków bycia szczęśliwym jest wizyta przynajmniej raz do roku w jakimś nowym miejscu. Zrealizowałem to jak zawsze. Przez zimę zawsze staram się odłożyć trochę pieniędzy na lato i teraz te pieniądze wykorzystałem. Wydałem przy tym zdecydowanie mniej niż zazwyczaj wydaję na siebie, a za to uszczęśliwiłem dwie inne osoby zabierając je na wakacje. To też było ciekawym doświadczeniem. Człowiek przyzwyczaja się szybko do lepszego standardu życia. Dla mnie był to zwykły wyjazd jakich w roku robię sobie kilka, a dla tych osób było to coś niezwykłego i na każdym kroku podkreślały jak bardzo się z tego cieszą. Warto czasem spojrzeć z innej perspektywy na to, co mamy na co dzień.

Poza tym w tym miesiącu powinien pojawić się nowy członek rodziny. Zabrzmi to pewnie bardzo egoistycznie jeśli napiszę, że to oznacza dodatkowe koszty, no ale blog jest w końcu o finansach :) Rozważam chwilowy powrót do dopłat w wysokości 1500 zł, zamiast 1700 zł. Ciągle jednak bronię się przed cofnięciem. Najbliższe tygodnie pokażą jak bardzo wpłynie ta sytuacja na mój budżet.

Póki co odkładam 1700 zł.

A na koniec mały wykres, który zrobiłem. Prosty, nudny, wręcz banalny, ale mam nadzieję, że nadal będzie podążał w tym samym kierunku.